Korespondencja zaoczna z Rosji

piątek, 7 grudnia 2018

Petersburska Elita Nowoczesnych Inicjatyw Sieciowych

Nie od dzisiaj wiadomo, że współczesny świat nie mógłby chyba istnieć bez technologii informatycznych i internetu. Nie od dzisiaj także fakt ten dostrzegli politycy, którzy chętnie wspierają inicjatywy z dziedziny IT, a także afiszują się na wszelkich imprezach związanych z tą branżą. Ot, choćby niedawno na maratonie programowania w Warszawie gościł prezydent Polski we własnej osobie - pan Andrzej Kobza. A czy podobnie rzecz ma się w Rosji? Postanowiłem to sprawdzić...

Dowiedziałem się bowiem, że w Sankt Petersburgu zawiązało się niedawno stowarzyszenie pod nazwą Petersburska Elita Nowoczesnych Inicjatyw Sieciowych (w skrócie: PENIS), szczodrze wspierane finansowo przez prezydenta Federacji Rosyjskiej - Władimira Władimirowicza. I właśnie w miniony weekend PENIS zorganizowała w Rosji z olbrzymim rozmachem międzynarodowy kongres branży informatycznej. Pełna nazwa imprezy brzmiała: Rosyjski Ogólnoświatowy Kongres Informacyjnych Technologii, Networkingu i Komputerów (w skrócie: ROKITNiK).

Pomimo, że Kongres był otwarty dla wszystkich chętnych, wyłączność na medialną obsługę imprezy otrzymał koncern medialny Axel Springer Spaniel. Na szczęście udało mi się przekupić jednego z dziennikarzy Springer Spaniela i w zamian za dwuletnią licencję na pakiet Open Office, którą mu wręczyłem, otrzymałem akredytację na ROKITNiK (facet był tak uradowany, że proponował mi jeszcze wejściówkę na galę rozdania Oscarów, o ile załatwię mu licencję na Linuksa).

Kongres odbył się w miejscowości Robakowo nad Bugiem. Na miejsce obrad wybrano malowniczy hotel Athlon, będący w przeszłości reprezentacyjną posiadłością rodziny Kasperskych. Gmach, pochodzący z epoki NewRomantyzmu, składa się z sześciu budynków z windowsami, oraz z oranżerii, a całość otoczona jest firewallem. Aby goście odnaleźli ścieżkę dostępu w tak rozległej cyberprzestrzeni, w wielu miejscach porozstawiano sterowniki, które wskazywały drogę. Natomiast w drzwiach do sali głównej uczestników Kongresu witał osobiście sam Menedżer Urządzeń, po czym informował, że po wejściu nie trzeba zdejmować bootów. Tuż obok był office, w którym każdy miał możliwość bezpłatnie zaszczepić się przeciw wirusom. Rozdawano również tabletki na potencję i tablety na potencjał (spoczynkowy i czynnościowy).

Kongres rozpoczął się w sobotę punktualnie o godzinie 10:00 czasu uniksowego. Na początku odczytano protokół TCP/IP, potem zaktualizowano rejestr, a następnie powitano gości specjalnych, wśród których honorowe miejsce zajmowali Apache, którzy przybyli na antylopach GNU z odległego hrabstwa Kingston. Natomiast z Bukaresztu przyjechał potentat w zakresie produkcji nośników danych, znany powszechnie jako CD Rom.

Wreszcie, z głośników systemowych popłynął hymn Kongresu, wykonany na ALTówkach przez Orkiestrę Reprezentacyjną Państwowej Armii Botnetów, a następnie głos zabrał sam prezydent Rosji - Władimir Władimirowicz. Po nim przemówił honorowy członek PENIS-a - Izydor Internetow. Ten wybitny radziecki informatyk zasłynął przed laty wynalezieniem przeglądarki, która - choć ma już swoje lata - wciąż jest chętnie używana i jest znana jako przeglądarka Internetowa.

Potem rozpoczęły się obrady. Seminarium poprowadził procesor habilitowany Root Kit z Uniwersytetu Hardware'a, a towarzyszyła mu przeurocza asystentka - Partycja Recovery. Referaty wygłosili też między innymi: spy szeryf Mac Malware z USA oraz słynny haker Ben Q z USB.

W pierwszej przerwie na blue screenach wyświetlono spam, a jako poczęstunek podano crack oraz kanapki z szynką, baleronem i celeronem. W kuluarach prowadzono rozmowy biznesowe. Na każdym kroku można było natknąć się na znanych gości, twarze z pierwszych stron gazet i celebrytów. Prywatnym wahadłowcem przyleciał amerykański wynalazca Ilon Mózg, wraz z żoną Iloną. Był obecny potentat handlu internetowego Jeff Kremówkos, właściciel serwisu Ukajalon.com. Był też sam amerykański prezydent Ronald Tramp, oraz premier Japonii - Shibainu Otoszuya. Widziałem również polityków z Polski: Ryszarda Trupe (twórcę partii .Starożytna, współtwórcę partii Już!), oraz Janusza Morwin-Kikke (lidera partii KOR-zwyciężaj!). Mignął mi były piosenkarz a obecnie wzięty polityk Paweł Cookies. Były też postacie ze świata mody (bracia Giorgio i Emporio Armani), sportu (były piłkarz Kevin Keygen, były kolarz Lance Awesome) i muzyki (idol nastolatek Bruno Wenus, przedstawiciel gatunku disco-ruso: Brajan Adams). Dostrzegłem wreszcie słynnego pisarza Pablo Koalio de Zołza.

- Ach, cóż za spotkanie! - wykrzyknął literat na mój widok
- Zaiste - przyznałem - Ale nie spodziewałem się, że Mistrza interesują nowoczesne technologie informatyczne
- Mój przyjacielu - powiedział Pablo - Pozwól, że zdradzę ci tajemnicę Wszechświata. Otóż internet jest naszym oknem na świat, a nasza dusza jest naszymi drzwiami do świata. A każdy prawdziwy dom musi składać się tak z okien, jak i z drzwi. Rzecz w tym, aby żyć w harmonii pomiędzy drzwiami i oknem, oraz żeby mieć poukładane na strychu i równo pod sufitem.
- Cóż za najprawdziwsza prawda! - zgodziłem się - A czy w takim razie ty, Mistrzu, korzystasz również z najnowszych osiągnięć informatyki?
- Naturalnie - przyznał Koalio de Zołza - Promocja mojej najnowszej książki, pt. "Na progu sklepu Biedry usiadłem i płakałem" w całości odbywa się w internecie. Będzie tam również do pobrania bezpłatny fragment. Ach, posiadam również pocztę elektroniczną! Mój adres... mam gdzieś tutaj zapisany... o... Koalio-Małpa-deZołza.com

W dalszej części Kongresu z odczytami wystąpili przedstawiciele gospodarzy szczytu. Fascynujący wykład na temat nowoczesnych sposobów zarządzania siecią przeprowadził docent Dmitrij Rybakow. O głośnikach systemowych opowiadał z kolei Dionizy Dźwiękow, znany na całym świecie jako twórca niezastąpionej części każdego komputera PC, jaką jest karta Dźwiękowa.

Potem zaanonsowano przerwę obiadową. W pobliskiej jadalni przygotowano iście królewską ucztę. Każde nakrycie składało się z uprzednio sformatowanych dysków talerzowych, obok których - jakby od linijki - porozkładano sztućce programisty. W menu królowała kuchnia włoska, czyli pasta termoprzewodząca. Było też coś bardziej swojskiego - podano cache ze skwarkami. Jeśli ktoś nie dał rady zjeść wszystkiego naraz i już ledwo zipiał, spakowano mu WinRAR-em resztki na drogę.

W popołudniowej części obrad skupiono się na zagrożeniach generowanych przez popularne przeglądarki internetowe. Na początek uczestnicy obejrzeli krótki film pt. "Upiór w Operze", a potem odbyła się dyskusja panelowa pod hasłem: "Chrome w dom - bug w dom. Prawda czy fikcja?". Debata była tak gorąca, że musiano włączyć radiatory.

Drugą przerwę zdominowała część artystyczna. Niektórzy goście poszli nad pobliską rzekę zabawić się przy phishingu. Bardziej leniwi zostali w pałacu, aby - podzieleni na partycje - rozerwać się rozbrajaniem bomb logicznych. Tymczasem na płycie głównej dziedzińca hotelu można było obejrzeć pokaz tresury Pythonów, pogłaskać oswojone ogniste lisy oraz ujrzeć na własne oczy zapierający dech w piersiach cyrkowy pokaz umiejętności akrobatycznych, który zaprezentowała moskiewska grupa Akrobat Rider. Na amatorów ćwiczeń fizycznych czekało również przeciąganie linuksa, a jeśli ktoś wolał się wyciszyć, mógł skorzystać z pomieszczenia pod nazwą LibreOffice, w którym zorganizowano bibliotekę. Na deser podano nadgryzione jabłka.

Na zakończenie, Kongres swoim recitalem uświetniła przybyła z Polski piosenkarka - Izabela Trojanowska.

7.12.2018 (17:51 czasu moskiewskiego)

PS. Wszystkie wydarzenia, osoby i cytaty są fikcyjne. Ich podobieństwo do wydarzeń, osób i cytatów realnych jest zamierzone, a wręcz pożądane.  

czwartek, 8 listopada 2018

ospa wieczna

Początek listopada przyniósł niepokojące wieści w zakresie medycyny. W Polsce, w regionie mazowieckim, pojawiło się kilkanaście zachorowań na odrę - groźną chorobę zakaźną. Media zaczęły straszyć epidemią, zwłaszcza w kontekście coraz popularniejszego trendu rezygnacji z obowiązkowych szczepień ochronnych. A czy echa tej sprawy dotarły również do Rosji? Postanowiłem to sprawdzić...

Wczesnym rankiem, w dniu 101. rocznicy wybuchu Rewolucji Październikowej (która - jak sama nazwa wskazuje - rozpoczęła się 7.listopada) dostałem cynk od zaprzyjaźnionego dziennikarza z koncernu medialnego Axel Springer Spaniel. Dostałem od niego również fluor, sód oraz mangan, niemniej jednak najważniejszy był ten cynk. Dzięki niemu dowiedziałem się bowiem, że na Kremlu planowana jest nadzwyczajna narada w związku z ryzykiem epidemii odry. Przy pomocy szalonego francuskiego taksówkarza, pracującego w korporacji taksówkowej Ali Ekspres (założonej w Moskwie przez przedsiębiorczego Araba), udało mi się dotrzeć na miejsce niemal w ostatniej chwili. Narada bowiem właśnie miała się rozpocząć.

Na sali było obecnych zaledwie kilkunastu dziennikarzy. Od nich uzyskałem informację, że obradom przewodniczyć będzie rosyjski Minister Do Spraw Sytuacji Nadzwyczajnych - Kirył Kryzysow. Stąd jego osobisty zespół współpracowników znany jest pod nazwą Brygada Kryzysowa. To, co się potem wydarzyło, zaskoczyło jednak wszystkich. Oprócz Brygady Kryzysowa na miejsce spotkania stawiła się również ponad setka naukowców z największych rosyjskich uczelni, niemal cały gabinet rządowy, a wreszcie sam Prezydent Federacji - Władimir Władimirowicz we własnej osobie!

Po krótkim przedstawieniu problemu, minister oznajmił, że najtęższe umysły Rosji zebrały się, aby wspólnie przedsięwziąć środki w celu nie dopuszczenia do epidemii odry na terenie kraju. Wśród wybitnych medyków pojawili się między innymi:
  • Doktor Hu - wybitny znawca medycyny chińskiej. Sędziwy człowiek, z niejednego woka ryż jadł.
  • Doktor Dziwnoljubow, który w Kubrykowie prowadzi klinikę dla emerytowanych wojskowych.
  • Doktor Pepper z Jekaterynburga, znany ekspert od zaburzeń odżywiania.
  • Doktor Queen, znakomity psychiatra z Sankt Petersburga, specjalizujący się w leczeniu urojeń wielkościowych.
  • Wybitny ortopeda-traumatolog, doktor Siergiej Szczękow, twórca kliniki "Chirurgia Szczękowa" w Sarańsku - stolicy regionu Mordowia
  • Gość z Niemiec - doktor Erich Etker, który leczy cukrzycę typu piątego i szóstego, przy pomocy ultradźwięków.
  • Świetny laryngolog z Tirany - Doktor Alban, którego domeną są zaburzenia słuchu.
  • Emerytowany specjalista z Polski - Doktor Wilczur, niekwestionowany specjalista w leczeniu powikłań po wściekliźnie.
  • Oraz oczywiście najwybitniejsza medyczna osobowość Rosji, najlepszy diagnosta na świecie - doktor Grigorij Domow.
Ponieważ zamknięcie granic nie wchodzi w grę, zebrani naukowcy zaproponowali szereg innych rozwiązań. Przede wszystkim - jak stwierdził Kirył Kryzysow - sprawa przekracza możliwości Ministerstwa Do Spraw Sytuacji Nadzwyczajnych. Dlatego niniejszym powołana zostaje Rosyjska Ogólnokrajowa Komisja Specjalna Anihilująca Niebezpieczne Alergeny (w skrócie: ROKSANA). Na jej czele stanie dyplomowana pielęgniarka - siostra Kara Mazow. Minister zapewnił również, że sytuacja jest pod kontrolą, a Rosjanie są bezpieczni, gdyż medycyna rosyjska stoi na najwyższym światowym poziomie. Czego dowodem może być choćby znany pod każdą szerokością geograficzną, najbardziej skuteczny lek na biegunkę. Produkowany właśnie w Rosji specyfik o nazwie "Bye Kał", zawiera wyciąg z ikry barrakudy pływającej w największym rosyjskim jeziorze. Również rosyjska wirusologia stanęła nieraz na wysokości zadania i na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci wyeliminowała już takie choroby zakaźne jak: gorączka zachodniego Jeniseju, ospa wieczna, ćwierćpasiec, wirusowe zapalenie wątroby typu G, zapalenie mózgu St.Petersburg, sołdatoza (choroba sołdatów), gorączka krwotoczna krymsko-kongijska, juma (czyt. "dżuma"), pierzaste zapalenie mózgu i cholera wie co jeszcze...

Następnie głos zabrała siostra Kara Mazow. Pielęgniarka poinformowała, że nawiązano już współpracę z siecią dyskontów Bozhya Korowka, która w ubiegłym roku przeprowadziła spektakularną akcję, podczas której klienci mogli wymieniać punkty na pluszowe maskotki w kształcie warzyw i owoców. Tym razem, podobna akcja zostanie przeprowadzona w przychodniach lekarskich, aby zwiększyć liczbę dzieci zaszczepionych przeciw chorobom zakaźnym. Każde dziecko, które zgłosi się na szczepienie, otrzyma za darmo jedną pluszową maskotkę - Zdrowiaka - w kształcie newralgicznych organów ludzkiego ciała. Do wyboru będą między innymi: trzustka Tatiana, wątroba Walentyna, serce Siergiej, mózg Misza, nerka Natasza, płuco Pietia, oskrzele Oksana czy dwunastnica Dymitr.

Zaproponowaną akcję przyjęto z dużym uznaniem, ale prawdziwe owacje wybuchły dopiero, gdy głos zabrał Władimir Władimirowicz. Prezydent stwierdził, że w kraju o tak wielkich tradycjach militarystycznych, nie można wszystkiego pozostawiać nauce. Dlatego zaproponował on, aby w każdej wiosce przygranicznej utworzyć specjalne Drużyny Bakteriobójcze, na wzór Brygad Zwalczających Stonkę Ziemniaczaną, które sprawdziły się w nie tak odległych czasach. Zadaniem nowo powołanych drużyn będzie nie dopuszczenie do przedostania się zakaźnych drobnoustrojów na teren Federacji Rosyjskiej, a w szczególności - ponieważ chodzi o odrę - zabezpieczenie rzek. Każda taka drużyna (w skrócie: DrużBa) ma zostać powołana przez okręgowy Związek Wędkarski i składać się będzie co najmniej z czterech osób. W skład DrużBy wejdą zatem następujące osoby:
- podbierakowy - którego zadaniem będzie wyławianie wody z rzeki, przy użyciu specjalnego sita (dostarczonego przez Ministerstwo Infrastruktury), którego oczka będą przepuszczać wodę, ale nie przepuszczą śmiertelnych wirusów
- oceniający - jego rolą będzie porównywanie przez lupę wyłowionego wirusa ze wzorcem wirusa odry, dostarczonym Drużynie przez ROKSANĘ na tablicach biało-czarnych w formacie nie mniejszym niż 18 x 24 cm
- ubijakowy - po stwierdzeniu zgodności wyłowionego wirusa z wirusem wzorcowym, ubijakowy będzie miał za zadanie tłuc ów wirus specjalną pałką (dostarczoną Drużynie przez Stowarzyszenie Honorowych Kibiców Klubu Lokomotiw Moskwa), aż do stwierdzenia ustania czynności życiowych u wirusa.

Na pytanie jednego z dziennikarzy, jak stwierdzić ustanie funkcji życiowych u wirusa, który jest de facto ani żywy, ani martwy, Prezydent odparł wymijająco, że prace nad tym jeszcze trwają, ale jeśli nie da się doprowadzić tą metodą wirusa do śmierci, to celem ubijania będzie przynajmniej pozbawienie go zjadliwości i zdolności kombinacji, rekombinacji oraz mutacji i permutacji.

Kolejne pytanie również zasiało wątpliwości, czy Drużyny będą aby zdolne przecedzić każdy centymetr sześcienny wody tak, że żaden wirus się nie prześlizgnie... Na to Prezydent odpowiedział, że mołodcy z pewnością nie zawiodą, oraz przypomniał, że przy niedawnej epidemii ptasiej grypy wystarczyło ustawić na rosyjskiej granicy, co sto metrów, strzelców z fuzjami, którzy mieli za zadanie strącić każdego ptaka, który miał zamiar wlecieć na terytorium Federacji. Operacja udała się w pełni! Wprawdzie mołodcy nie zestrzelili ani jednego ptaka, ponieważ dla rozgrzania organizmu raczyli się 96-procentowym spirytusem (i widzieli wtedy chmary, o jakich Hitchcockowi się nie śniło, dlatego nie wiedzieli w którego ptaka celować), ale nie miało to znaczenia, bo akcję zorganizowano późną jesienią, gdy wszystkie migrujące ptaki z Rosji już dawno wyleciały do cieplejszych rejonów świata.

Dalsze obrady Brygady Kryzysowa i ROKSANY przebiegały w znacznie bardziej rozluźnionej atmosferze, ponieważ słynny gorzelnik Witalij Wyborow dostarczył na salę 46 litrów swojej okowity pierwszego gatunku. Zanim więc wódka Wyborowa zaczęła krążyć wśród uczestników spotkania, opuściłem salę, gdyż miałem zaplanowane tego dnia jeszcze jedno spotkanie. Spiesząc na nie, na rogu Wojskiego i Prospektu Moskwicza wpadłem na człowieka w długim czarnym płaszczu. Dopiero po chwili poznałem, że był to słynny pisarz Pablo Koalio de Zołza. Byłem pewny, że już dawno temu opuścił Rosję, tym większe było moje zdziwienie tym nieoczekiwanym spotkaniem. Koalio wyjaśnił mi, że jednak pozostał w Moskwie, bo stolica Rosji - pełna literatów i literatek - pozytywnie natchnęła go do napisania kontynuacji swojej debiutanckiej powieści "Al Chemik". Nowa książka, pod roboczym tytułem "Miś i Małgorzata", ma być gotowa wiosną. Pablo Koalio de Zołza to jednak przede wszystkim człowiek o niezwykłej empatii, dlatego mimo pośpiechu nie omieszkał zapytać mnie o to, czym się teraz zajmuję.
- Ach, epidemia odry... Słyszałem, słyszałem... - zasępił się, usłyszawszy moje wyjaśnienia - Cóż, każda choroba jest niczym szpetny kąkol na niewinnym łanie zboża ludzkiego istnienia. Ale zdradzę ci, przyjacielu, tajemnicę Wszechświata. Otóż, każdy kto jest chory - ten nie jest zdrowy. Kto jednak nie jest zdrowy, może zostać uzdrowiony. Natomiast kto nie jest chory - ten nie może zostać uzdrowiony, ponieważ już jest zdrowy.
- Ależ to myśl głęboka niczym Wołga pod Niżnym Nowgorodem! - wykrzyknąłem z przejęciem, a potem pożegnałem Mistrza i udałem się w okolice stacji metra Kurskaja. Tam, w suterenie odrapanej kamienicy, oczekiwał mnie mój rozmówca - doktor Jerzy Wilga.

Doktor Jerzy Wilga jest emerytowanym inżynierem podwodnych pułapek na bobry. Kilka lat temu zasłynął jednak wydaniem dwóch części książki pt. "Ukryte Tilapie", w których wnikliwie demaskuje medyczne mity, tajemnice zdrowia i sekretne powiązania międzynarodowych stowarzyszeń. Zdaniem doktora Wilgi żadne lekarstwa nie są człowiekowi potrzebne, ponieważ natura wyposażyła świat w panaceum na wszystko, a tym cudownym lekiem jest olej z wątroby ryby znanej nam właśnie pod nazwą tilapia. Inżynier odkrył ten zadziwiający fakt, gdy pewnego dnia nurkował, konserwując pułapkę na bobry. W pewnej chwili ugryzł go 40-kilogramowy karp, a śmiertelną ranę zasklepiła właśnie przepływająca w pobliżu tilapia. Od tej pory doktor Wilga propaguje swoje odkrycia pod każdą szerokością geograficzną, a jego pracę docenił nawet David Igrecke - aktualnie najwybitniejszy demaskator światowych spisków.

- Co pan robi w Rosji? - zacząłem rozmowę z doktorem Wilgą - Dlaczego nie działa pan w Polsce?
- Musiałem uciekać z ojczyzny! - zdenerwował się pan Jerzy - Moje odkrycia są niewygodne nie tylko dla mafii medycznych, ale też dla aparatu państwa. Nasłano na mnie CBA, CBŚ, Sanepid, GIS, GUS, Polskie Towarzystwo Biblioteczne oraz Stowarzyszenie Księgowych w Polsce.
- A co pan sądzi o tej epidemii odry, o której teraz jest głośno?
- To jawny skandal! Nie ma żadnej epidemii, a odra jest chorobą, z którą łatwo można sobie poradzić przy użyciu terapii naturalnych. 
- Czyli jakich?
- Przede wszystkim tilapia. W każdej postaci i w nieograniczonych ilościach. Do tego wlewy dotętnicze z witaminy R, w stężeniu 170 ml na minimol, powtarzane minimum trzy razy dziennie. Jako suplement diety zalecam pesto ze smażonych włókien kokosowych oraz napar z suszonych liści krokosza balwierskiego.
- A szczepienia ochronne? Szczepić czy nie? - dociekałem
- Absolutnie nie! - wykrzyknął Jerzy Wilga - Czy pan wie, panie redaktorze, że szczepienia to największy spisek w historii istnienia tego świata?! Szczepienia wywołują ałtyzm, czyli nieuleczalną chorobę, która wywodzi się z gór Ałtaj, w południowej Rosji, na granicy z Chinami i Kazachstanem. W jej wyniku ciało zaczyna porastać gęste białe futro, aż chory przestaje być w ogóle podobny do człowieka. Szczepienia specjalnie są promowane na świecie, aby ludzi chorych na ałtyzm przybywało, ponieważ wtedy możliwe będzie ukrycie prawdy o istnieniu tajemniczego człowieka śniegu, znanego jako Yeti, który właśnie w górach Ałtaj żył od pokoleń.
- A jaka jest ta prawda?
- Ostatnie osobniki człowieków śniegu Yeti zostały schwytane przez doborowe oddziały rosyjskie, zamknięte w fabryce ukrytej w górach i zmuszone tam do niewolniczej pracy przy produkcji zamków do drzwi, zamków szyfrowych i okuć budowlanych.
- Ale dlaczego zachodnie państwa miałyby uczestniczyć w zatajaniu prawdy o jakiejś rosyjskiej fabryce gdzieś w górach?
- Ponieważ to wszystko jest ze sobą powiązane! Cały świat jest opleciony siecią wzajemnych zależności i wpływów, a pieczę nad tym sprawują tajne organizacje, o których istnieniu wie zaledwie kilka osób, a które kontrolują poczynania wszystkich najważniejszych światowych przywódców.
- Jakie to organizacje?
- Wszystko co wiem, to niepotwierdzone informacje. Ale wiele wskazuje na to, że są to m.in. Achromatydzi, Stowarzyszenie Obrazkowa Góra, węgierski bankier George Rosor, New World Medal i Masłoneria. A nad wszystkim czuwa żyrafa.

- Żyrafa?!
- Tak, Żyrafa Rotschilda.

Napełniony tak niepokojącą wiedzą, opuściłem kryjówkę doktora Wilgi i udałem się w kierunku mojego hotelu. Po drodze usłyszałem jakieś krzyki. Zajrzałem na podwórko pomiędzy starymi kamienicami. A tam rozpoznałem Iwana Muminina, kiedyś mieszkańca Soczi, którego spotkałem przy okazji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w tym mieście. Potem dowiedziałem się, że został zmuszony do emigracji do Moskwy, ponieważ życie w Soczi stało się do zniesienia, odkąd z gór zeszły głodne niedźwiedzie, którym zabrakło w okolicy czosnku niedźwiedziego, i opanowały miasto. Teraz Iwan Muminin wymachiwał portretem Władimira Władimirowicza, a wokół zgromadziła się grupka sąsiadów.
- Przed wyruszeniem nad rzekę należy zebrać drużynę! - krzyknął Iwan Muminin
- Masz mój podbierak! - zapewnił Ara Gornow
- I mój wzrok! - dodał Legolasow
- I moją pałkę! - przyrzekł Gimlow

Od razu zorientowałem się, że Iwan Muminin tworzy DrużBę, aby ochronić swój kraj przed nadpływającą odrą. Nawet rozdzielił już role w drużynie: Ara Gornow będzie podbierakowym, Legolasow - oceniającym, a krępy, korpulentny sąsiad Gimlow, zwany przez kolegów "krasnoludem" - zostanie ubijakowym. Tak wyposażeni Moskwicze ruszyli w kierunku rzeki, śpiewając swój hymn:
"Płynie płynie Oka, jak Wisła głęboka, jak Dunaj szeroka. Płynie płynie Wołga tak jak Odra rwąca, jak odra trująca".

Zrozumiałem, że Rosja jest w dobrych rękach.

8.11.2018 (13:39 czasu moskiewskiego)

sobota, 7 lipca 2018

wielki bankiet

Reprezentacja Rosji wbrew przewidywaniom znakomicie radzi sobie w piłkarskich Mistrzostwach Świata i dotarła już do ćwierćfinału. Aby uczcić taką okazję, prezydent Władimir Władimirowicz zdecydował się wyprawić wielki bankiet w swojej letniej rezydencji w Soczi. Zaproszono nań najwybitniejsze osobistości i najsłynniejszych celebrytów z całego świata, a blask uroczystości miał olśnić wszystkich niczym Koh-i-noor potraktowany spawarką.

Bankiet odbył się wczoraj i wpuszczono nań jedynie dziennikarzy związanych z koncernem medialnym Axel Springer Spaniel. Na szczęście udało mi się upić jednego z nich (był to akurat również Polak - niejaki Krzysztof Niebiec, który w Telewizji Polskiej pracuje jako potrójny agent) i w ten sposób zdobyłem identyfikator, dzięki któremu mogłem dostać się na imprezę.

Już na miejscu okazało się, że rozmach bankietu jest znacznie większy niż ktokolwiek się spodziewał. Gości przyjmowano nie tylko w przestronnych salach balowych letniej rezydencji prezydenta Rosji, ale również w jej ogrodach, które zajmują obszar sześciu boisk piłkarskich. Przepych wylewał się z każdego kąta, a dekoracje ociekały złotem tak bardzo, że służby sprzątające z firmy REJS (Russian and European Janitorial Service) nie nadążały z mopami, miotłami i wiadrami. Na każdym kroku stały stoły i mini-bary pełne najwytworniejszych alkoholi oraz najwykwintniejszego jedzenia. Jak okiem sięgnąć piętrzyły się stosy wszelkiego bogactwa, między którymi przechadzały się setki mężczyzn w eleganckich frakach i kobiet w garsonkach i sukniach od najsłynniejszych projektantów mody. Z głośników sączyły się podniosłe dźwięki "Swiaszczennajej Wojny". Na srebrnych tacach wysokoprocentowe trunki podawali eunuchowie z Uzbekistanu.

Na samym początku uroczystości, głos zabrał gospodarz imprezy, trzykrotnie stukając łyżeczką w kieliszek od szampana.
- Ja Władimir - rzekł prezydent - U mnie wszystko, co najlepsze! Jak kawior, to tylko z jesiotra albinosa. Jak wołowina, to tylko kobe. Jak spirytus, to tylko rektyfikowany. Jak goście, to tylko najmożniejsi. A jak się bawić, to tylko w mateczce Rosji! U nas w Rosji na bal czy bankiet, na którym pije się dużo napojów z podwójnym gazem mówimy, troszkę z angielska: GAZ PROM. Zatem korzystajcie z baru i bufetu, i zróbcie tu dziś w nocy prawdziwy gaz prom!

Zebrani odpowiedzieli gromkimi brawami i wznieśli uroczysty toast. A ja tymczasem mogłem rozejrzeć się wśród przybyłych. Faktycznie, kogo tu nie było! Przede wszystkim zjawili się najbardziej wpływowi politycy świata. Był prezydent USA Ronald Tramp i jego do niedawna wielki oponent Kim Dzong Dos - przywódca Korei Północnej. Pojawił się były prezydent Francji - Nicolas Ser Kozi, oraz obecny prezydent Polski - Andrzej Kobza. Nie mogło zabraknąć wielkiego przyjaciela prezydenta Rosji, czyli węgierskiej głowy państwa - Wiktora Urbana. O sympatię do Władimirowicza podejrzewany jest też prezydent Turcji - Czerep Doberman, który również zagościł na bankiecie. Brytyjską rodzinę królewską reprezentowała żona młodszego z książąt - Meghan Marple, która jeszcze niedawno, zanim poślubiła następcę tronu znana była jako panna Marple. Przybyli wreszcie goście z bardziej odległych i egzotycznych państw. Premier Japonii Shibainu Otoszuya, prezydent Iranu Mohammed ibn el-Falafel, czy nawet głowa państwa San Escobar - niejaki Antonio Sombrero wraz z małżonką LaBambą Lambadą.

Oczywiście na politykach zestaw znamienitych gości się nie wyczerpywał. Stawili się wybitni sportowcy, którzy już zakończyli karierę: angielski piłkarz Frank Gepart, południowoafrykański lekkoatleta Oscar Pastorius, czy amerykański kolarz Lance Awesome. Z honorami przyjęta została znakomita rosyjska himalaistka Anna Purna. Ponieważ jednak bankiet towarzyszył piłkarskim mistrzostwom świata, w sposób szczególny wyróżniono obecnych piłkarzy. Prezydent Władimir Władimirowicz zdecydował się zaprosić na imprezę kapitanów wszystkich reprezentacji uczestniczących w "Mundialu". Byli obecni zatem:
- Joao Putinho - kapitan reprezentacji Brazylii
- Jesper Putinsen - kapitan reprezentacji Danii
- Ahmed el Putini - kapitan reprezentacji Egiptu
- Kim Put-In - kapitan reprezentacji Korei Południowej
- Gerard Putineu - kapitan reprezentacji Francji
- Mirko Putinić - kapitan reprezentacji Chorwacji
- Masahiko Putinoshi - kapitan reprezentacji Japonii
- Cristiano Putineo - kapitan reprezentacji Portugalii
- Kelechi Putimba - kapitan reprezentacji Nigerii
- Manuel Pütiner - kapitan reprezentacji Niemiec
- Darko Putinović - kapitan reprezentacji Serbii
- Andres Putiniesta - kapitan reprezentacji Hiszpanii
- Mohammed al Putinea - kapitan reprezentacji Arabii Saudyjskiej
- Sebastian von Putinthal - kapitan reprezentacji Szwajcarii
Właściwie zabrakło tylko kapitana reprezentacji Polski, któremu trener kadry Adam Rozwałka zabronił pojawić się na uroczystości.

To jednak wciąż nie koniec! Oprócz polityków i sportowców, bankiet zaszczyciła ponad setka wybitnych osobistości i celebrytów z całego świata. Licznie reprezentowani byli pisarze. Nie mogło zabraknąć rzecz jasna Pablo Koalio de Zołzy. Przybył również słynny Amerykanin Martin R.R.R. George, twórca sagi "Pleśń sodu i ognia", oraz opartego na jej podstawie serialu "Gra o trąd". Z Polski przyjechał wzięty autor kryminałów o komisarzu Froście i adwokat Zmyłce - Remigiusz Upał. Nie zabrakło Daniela Brauna, autora obrazoburczej powieści "Kot Leonarda da Vinci". W ekranizacji tej książki zagrał słynny hollywoodzki aktor Tom Thanks (laureat wielu Oscarów, Cezarów i Złotych - za przeproszeniem - Kaczek), który również pojawił się na bankiecie, ale na każde pytanie czy podać mu coś do jedzenia lub picia, odpowiadał: "No, thanks!".

Dostrzegłem również przedstawicieli innych profesji. Zjawili się znakomici włoscy projektanci mody - bracia Giorgio i Emporio Armani. Prywatnym wahadłowcem przyleciał amerykański wizjoner Ilon Mózg, wraz z żoną Iloną. Ponoć sam Władimir Władimirowicz miał do niego osobistą prośbę, aby na orbicie okołoziemskiej umieścił on ulubionego moskwicza prezydenta Rosji, wraz z czerwonoarmistą za kierownicą. Na bankiecie pojawił się też wybitny historyk - profesor Hero d'Ot, amerykański specjalista od zamków i szyfrów - Halli Burton, znakomity rosyjski lekarz - doktor Grigorij Domow, czy wreszcie brytyjski ekspert od teorii spiskowych - David Igrecke. Licznie reprezentowana była Polska. Przybył ceniony i nagradzany ostatnio reżyser Gaweł Gawlikowski, znany satyryk Artur Andrut, oraz Darek Adamski (ksywka: "Narwal"), wokalista deathmetalowego zespołu Hegemon. Widziano też inną znaną reżyserkę - Agnieszkę Niderland.

Pojawił się również najwyższy kapłan rosyjskiego oddziału kościoła Rycerzy Jodu - Lukoil Niebołazow. Przybył brytyjski aktor Craig Daniel, który promował najnowszy film o przygodach agenta 077 pt. "Śmieć nadejdzie jutro", w którym gra on główną rolę (a reżyseruje nie mniej znany Steven Bergspiel, również obecny na bankiecie). Na chwilę wpadł aktor i polityk Arnold Weissenigger, który musiał szybko opuścić imprezę, bo stwierdził, że "napracował się ostatnio jak biały Murzyn", ale na odchodne dodał: "I'll be back!".

Tymczasem goście po skosztowaniu wszystkich dostępnych dań i alkoholi, zaczęli trochę się nudzić. Ronald Tramp i Kim Dzong Dos zabawiali się strzelaniem z rewolweru w kierunku guzika atomowego. W kuluarach szalony chiński wynalazca Szi Tsu prezentował swój najnowszy wynalazek - wytrzymały i wodoodporny pokrowiec na stół do tenisa ziemnego. Pablo Koalio de Zołza podpisywał egzemplarze swojej najnowszej książki "Na progu sklepu Biedry usiadłem i płakałem". W kolejce do Pablo natknąłem się na byłego prezydenta Polski - Aleksandra Zasadniewskiego, który przyznał, że jest oczarowany zawartością bufetu. Po czym odszedł lekko zataczając się i śpiewając pod nosem: "They tried to make me go to rehab, but I said: NO, NO, NO...". Tymczasem w innej części sali David Igrecke zgromadził wokół siebie grupkę ludzi i przekonywał ich, że ludzkością rządzi rasa kosmicznych istot - Gadzilian (którym przewodzi niejaki Gadzilla) i że ponad połowa zebranych na tym bankiecie, to w istocie nie ludzie, tylko właśnie przedzierzgnięci w nich Gadzilianie.

Nagle dobiegły jakieś awanturnicze odgłosy od strony kuchni. Oto prezydent Tramp celował z rewolweru w ubranego na biało mężczyznę, którym okazał się nadworny kucharz "Mundialu" - Adalbert Amarow. Natychmiast podbiegł tam prezydent Władimir Władimirowicz.
- Szto eto za chryja? - zapytał zdenerwowany
- Watch this! - Tramp wskazał na biały proszek w worku niesionym przez Amarowa - I know this. It's anthrax*! He's a terrorist! - wymierzył oskarżycielsko w kucharza
- Noł, noł anthrax! - zawołał Władimirowicz - Anthrax je amerykanska metalowa kamanda, moja babuszka ich słucha. A to... - zanurzył nos w worku - Eto je mąka. Mąka Orkiszowa. Mojego kamarada - Borysa Orkiszowa. Charaszo!

Po tym, jak prezydent Rosji rozładował groźnie wyglądające zdarzenie, ponownie wziął mikrofon i zapowiedział, że za chwilę zostanie podany obiad, a potem nastąpi część artystyczna. Aby do tego czasu umilić czas gościom, Władimir Władimirowicz postanowił, że weźmie się za bary z niedźwiedziem. Ten ciekawie zapowiadający się pojedynek, szybko jednak stracił na atrakcyjności. Wprawdzie w barze sałatkowym jeszcze zwyciężył niedźwiedź, ale już w barze mlecznym rywalizacja się wyrównała, a w barze alkoholowym zdecydowanie mocniejszą głowę utrzymał Władimir. Wówczas zupełnie siadło napięcie, bo zdenerwowany porażką niedźwiedź cisnął w ścianę kostkarką do lodu i wywaliło bezpieczniki. Ciemności jednak dodały uroku wjeżdżającemu właśnie na salę płonącemu daniu głównemu, czyli potrawie pod nazwą Chicken Kiev, znaną na świecie jako kotlet de volaille. W Rosji jednak używa się raczej pierwszego z określeń, co można tłumaczyć nie tylko jako "kurczak po kijowsku", ale też jako "tchórzliwy Kijów". Gdyby na sali był obecny ambasador, lub ktokolwiek z establishmentu ukraińskiego, niechybnie doszłoby do skandalu dyplomatycznego. Na szczęście nie było jednak nikogo takiego, a najbliższe związki z Ukrainą zdawał się mieć były polski bramkarz Radosław, który na imprezę przybył wraz ze swoją perfekcyjną żoną - Małgorzatą Rodzynek.

A potem elektrycy naprawili już prąd i można było rozpocząć część artystyczną. Konferansjerem był lubiany rosyjski aktor Iwan McGregor. Najpierw wystąpił polski kabaret pod nazwą Antoni and the John Sons, który tworzą były polski minister obrony oraz dwaj synowie byłego polskiego ministra środowiska. Ich monologi o sztucznych mgłach, gigantycznych magnesach ściągających na ziemię lecące samoloty, czy kornikach pożerających eksplodujące parówki rozbawiły do łez wszystkich zgromadzonych.

Następnie na scenie pojawił się słynny iluzjonista David Cloverfield, który poprosił o jednego ochotnika z publiczności, a potem - na oczach tłumu - zamienił go w potwora z kosmosu (ale innego niż Gadzilla)

Potem Anatolij Kaszmirowski swoim przedstawieniem zahipnotyzował zebranych...

... aż wreszcie zabrzmiała muzyka! Znów przygasły światła, a z sufitu zjechała olbrzymia kula dyskotekowa, wykonana z materiałów ze stacji orbitalnej MIR i świecąca w barwach rosyjskiej flagi. I rozpoczęła się dyskoteka. Śpiewali wybitni artyści: najpierw idol nastolatek Bruno Wenus, potem przedstawiciel gatunku disco ruso - Brajan Adams, a następnie rosyjska królowa muzyki pop - Lady Draga. Było też bardziej refleksyjnie - czyli zespół Mikołaj Jaskinia i Złe Ziarna. I było też coś dla fanów ciężkich brzmień - zespół Sałaton, który powermetalowe dźwięki łączy z ekologicznym przesłaniem.

I tak bankiet trwał do białego rana, dłużej niż słynne petersburskie białe noce. Aż strach pomyśleć co będzie się działo, gdyby Rosja wygrała mistrzostwa świata... Być może właśnie takie wydarzenie przepowiedział przed laty słynny holenderski filozof Szopen Hauer (pradziadek aktora znanego z filmu "Łowca androidów", opowiadającego o złodziejach smartfonów), gdy proroczo pisał: "więc zróbmy prywatkę, jakiej nie przeżył nikt".

7.07.2018 (01:25 czasu moskiewskiego)

* anthrax (ang.) - wąglik 


PS. Wszystkie wydarzenia, osoby i cytaty są fikcyjne. Ich podobieństwo do wydarzeń, osób i cytatów realnych jest zamierzone, a wręcz pożądane. 

piątek, 25 maja 2018

Russian Horror Story

Najgłośniejszym wydarzeniem ostatniego tygodnia był niewątpliwie uroczysty ślub w brytyjskiej rodzinie królewskiej. Nieco mniejszym echem odbiła się w mediach informacja o tym, że Książę Harry i jego Małżonka zamieszkają w pałacu, w którym ponoć straszy. A dodatkowo otrzymają również posiadłość, która także uważana jest za nawiedzoną. Złośliwi twierdzili, że to swego rodzaju zemsta w białych rękawiczkach ze strony Królowej, która ma nie przepadać za amerykańską wybranką serca swojego wnuka.

Zostawmy jednak na boku dworskie intrygi w królestwie brytyjskim. Cała ta sprawa z nawiedzoną posiadłością książęcych nowożeńców zmusiła mnie do zastanowienia się, czy również w Rosji można liczyć na tego typu straszne historie. Na piłkarskie Mistrzostwa Świata przyjadą przecież tysiące kibiców z całego świata. Będą nocować w różnych miejscach, hotelach, ale i starych kamienicach, prywatnych domach, położonych na uboczu motelach... Może w którymś z nich również "straszy"? Może o północy można zaobserwować niewytłumaczalne manifestacje sił nie z tej ziemi? Czasem coś świśnie, czasem coś gwiźnie, coś się pojawi w samej bieliźnie...?

Długo myślałem, gdzie w Rosji rozpocząć poszukiwania nadprzyrodzonych fenomenów. Wreszcie, skierowałem swe kroki do Ministerstwa do Spraw Nadzwyczajnych. Ponury gmach przy moskiewskim Prospekcie Łomonosowa przywitał mnie mosiężną bramą zamkniętą na zamek marki YETI. Aha! - pomyślałem - jestem we właściwym miejscu. Skoro wiedzą tu coś o tajemniczych Człowiekach Śniegu, to o duchach i zjawach tym bardziej.

Na widok legitymacji dziennikarskiej wyszedł do mnie sam rzecznik prasowy ministerstwa, poprosił o pytania na piśmie, po czym zniknął na pół godziny, by wreszcie powrócić z kartką papieru zapisaną w nie więcej niż połowie. Tekst głosił: "Strasznie nam przykro, ale nie jesteśmy - jako Ministerstwo do Spraw Nadzwyczajnych - kompetentni do udzielania informacji na temat bytów i zjawisk nadprzyrodzonych. Nie posiadamy wiedzy, aby takie zjawiska manifestowały się na terenie naszego państwa. Pragniemy również podkreślić, że Rosja jest krajem, w którym dominuje światopogląd materialistyczny, zgodnie z którym duchy i im podobne fenomeny są wymysłem ludzkiej wyobraźni. Toteż drążenie tego tematu może skończyć się przerażającym nieporozumieniem i okropnymi konsekwencjami w jego wyniku." 

Mimo groźby niezbyt zręcznie zakamuflowanej w ostatnim zdaniu ministerialnej notki, nie porzuciłem tematu. W międzyczasie wpadł mi bowiem do głowy nowy pomysł. Kreml! Liczący sobie kilkaset lat olbrzymi kompleks zamkowo-pałacowo-sakralny. Kazamaty, lochy, komnaty, wielkie sale balowe, grube mury, wieże, krużganki i niekończące się korytarze. Gdzie ma straszyć, jeśli nie właśnie tam! Czym prędzej udałem się więc na Kreml, gdzie w niedługim czasie udało mi się załatwić spotkanie z dyplomowaną panią przewodnik - Ludmiłą Bedekerową.
- Od jak dawna oprowadza pani turystów po Kremlu? - zapytałem na początku
- Ho ho ho...! - odpowiedziała Bedekerowa - A może i dłużej...
- W takim razie na pewno pani będzie wiedziała, czy coś ten pałac nawiedza?
- A jakże! Pewnie, że nawiedza - przyznała ochoczo - Czasem nawiedza nas kontrola z Ministerstwa Kultury, czasem z Ministerstwa Finansów, a bywa że i z samej Kancelarii Prezydenta.
- Nie, nie, nie o takie nawiedzanie mi chodzi! - przerwałem jej
- Aaa, to batiuszka z Soboru Zwiastowania, albo i z Cerkwi Wasyla Błogosławionego też nawiedzi nieraz.
- Nie... Mi chodzi o innego rodzaju odwiedziny - próbowałem dalej - Byty eteryczne... Duchy...
- Ja nie rozumijem...
- No duchy... jak to jest po rosyjsku...? - kombinowałem - Duch... Spirit...
- Aaa, spiryt! - oczy przewodniczki rozbłysnęły zrozumieniem - Jak spiryt to nie do tej osoby pan przyszedł. Spiryt sprzedaje Iwan, na dole w komnacie kata. Trzeba zejść od bramy głównej po schodach w dół, potem skręcić w lewo przy szubienicy i w prawo przy pręgierzu. Jak pan minie studnię samobójców i cmentarz wisielców, to już pan zobaczy wejście do lochów, gdzie jest komnata kata. I niech pan pamięta, że płaci się tylko kryptowalutą.
- Nie taki spiryt miałem na myśli - poprawiłem się - Duch, spirit, ghost... A zresztą... To może na przykład zombie?
- A co to jest?!
- Zombie to jest... no... martwy człowiek, który nie jest zakopany w ziemi, tylko...
- A, tak! - rozpromieniła się - To trzeba z drugiej strony podejść, od Placu Czerwonego. Tam jest taki duży budynek, ma napisane "Mauzoleum" i tam, w środku leży ten co o nim pan mówi.

W tym momencie uznałem, że dalsza rozmowa nie ma sensu. Zwłaszcza, że wpadł mi do głowy kolejny pomysł. Zrozumiałem bowiem, że nikt oficjalnie nie przyzna, że jakiekolwiek nadprzyrodzone zjawiska występują w Rosji na kilka tygodni przed "Mundialem". Nieważne czy zapytam kogoś z administracji rządowej, czy z instytucji kultury lub nauki, gdyż wszystkie i tak są kontrolowane przez państwo. Musiałem poszukać głębiej. Odpaliłem Deep Łeb, natychmiast zalogowałem się na mroczną wersję Facebooka, czyli Book Of Shadows, i wpisałem pytanie, z którym od rana tułałem się po rosyjskiej stolicy. Już po kilku minutach dostałem pierwszą odpowiedź. Użytkowniczka o nicku "Wiedźma Blerowa" przysłała mi logo moskiewskiego ZOO i tekst: "Podążaj za bielym krolikiem". Złapałem więc taksówkę rosyjsko-pakistańskiej korporacji "Ali Ekspres" i poprosiłem o kurs do ZOO. Tam udałem się w kierunku klatek z zającami i królikami. Na jednej z nich znalazłem doczepioną kartkę formatu A4 z ręcznie wpisaną informacją, że "biały królik Frank w tej chwili przebywa na wewnętrznym wybiegu". Poszedłem w kierunku, który wskazywała mi krzywo, jakby trzęsącą się ręką, narysowana strzałka. Gdy znalazłem się między budynkami, nagle ktoś narzucił mi worek na głowę, wciągnął przez jakieś drzwi i poprowadził krętymi schodami w dół...

Gdy wreszcie zdjęto mi z głowy worek, zobaczyłem że znajdujemy się w jakiejś piwnicy, której każdy metr kwadratowy pokryty był dokumentami, gazetami i segregatorami. Segregatory znajdowały się również na okalających ściany regałach, których półki uginały się pod ciężarem papieru. Wnętrze oświetlała tylko jedna, upiornie kołysząca się, łysa żarówka. Na środku pomieszczenia stało naprędce sklecone biurko ze sklejki. Na biurku stał komputer Commodore C-64 z kineskopowym monitorem o przekątnej ekranu 13 cali. Przy nim siedział zgarbiony chłopak w okularach grubych jak denko od butelki oficjalnej wódki "Mundialu", czyli Wódki Witalija Wyborowa.
- To jest Fox Murder - usłyszałem głos zza pleców. Za mną stała z kolei dziewczyna w podobnym wieku, o kruczoczarnych włosach.
- A ja jestem Wiedźma Blerowa - przedstawiła z kolei siebie - Oczywiście to nasze pseudonimy. Nigdy nie dowiesz się, jak nazywamy się naprawdę.
- Dlaczego właśnie Fox Murder? - zainteresowałem się ksywką chłopaka
- To jedna z tych spraw, które nigdy nie ujrzały światła dziennego - ożywił się młody - W okresie rządów Nikity Chruszczowa założono w Związku Radzieckim mnóstwo hodowli lisów. Lisy hodowano na futra, a przede wszystkim na ogony. Wszystko działo się bowiem w ramach akcji "Kity dla Nikity". Krzyżowano ze sobą lisy srebrne, rude, polarne... Ale po odejściu Chruszczowa, hodowle zaczęły obumierać. Nie dbano o klatki, lisy coraz częściej uciekały. Aż w końcu pewien lis biały nie tylko wydostał się z hodowli, ale jeszcze potem, już na wolności, skrzyżował się z krukiem. Z tego związku narodził się tylko jeden potomek, ale jaki! Wyglądał jak lis, ale był cały czarny, miał skrzydła i pazury jak szpony. No i umiał latać! Latający lis siał trwogę w sześciu obwodach. W 1983 roku, w wiosce Wulpesowo, zamordował czternastu żołnierzy Armii Czerwonej oraz sześciu mieszkańców, a co ciekawe byli to sami kanciarze i złodzieje. Przy każdym ciele zostawił wyryty w ziemi pazurem znak litery "Z". Potem już więcej go nie widziano. Podobno kilka lat później trafiono na jego ślady w Hiszpanii i Kalifornii...
- Ale do rzeczy! - przerwała opowieść Wiedźma Blerowa - Nie przyszedłeś tutaj słuchać o morderczych lisach...
- ... były też szalone jeże, pijane zające i zabójcze ryjówki - wtrącił Fox Murder
- Nie! Oczywiście, że nie! - przyznałem, po czym szczegółowo wyjaśniłem powód, dla którego szukam informacji o duchach, upiorach i nawiedzonych miejscach w Rosji. Wiedźma i Fox spojrzeli po sobie, po czym przyznali, że tego typu informacje są w Rosji od dawna tuszowane i zamiatane pod dywan. W oficjalnym obiegu próżno szukać takich doniesień. Na szczęście oboje, przy użyciu najnowocześniejszego sprzętu komputerowego, od kilku lat zbierają i badają takie zjawiska. Poprosiłem zatem o jakieś niezwykłe przykłady dla potrzeb mojego artykułu, dla polskich czytelników mojego bloga. Fox i Wiedźma zgodzili się od razu, wierząc, że im większy rozgłos, nawet poza granicami kraju, tym większy sens zyska ich praca. Dziewczyna zdjęła zaraz z regału czarny segregator, w teatralny sposób zdmuchnęła z niego około trzech kilogramów kurzu, otworzyła, po czym zaczęła czytać:
- Grupa studentów udała się na obóz w... Zaraz... Blad! - zaklęła Wiedźma Blerowa - Sorry, wzięłam amerykański segregator zamiast rosyjskiego...
Po chwili szukania mieliśmy już przed sobą właściwą teczkę. Wiedźma i jej partner rozłożyli archiwa na biurku i zerkając co chwilę na materiały, zaczęli opowiadać. Oto ich opowieść...

W centralnej Rosji, w regionie Mordowia, w pobliżu Sarańska, było sobie miasteczko Dwuszczytowo. Niczym nie wyróżniająca się osada, umieszczona pośród gęstych lasów, ciche miejsce, do którego prowadziła jedna zagubiona autostrada. Kilka kilometrów od granic miasta stał dom w głębi lasu. Kiedyś znajdował się w nim sierociniec. Potem przez wiele lat dom niszczał. Mimo to mieszkańcy Dwuszczytowa czuli tam jakąś obecność. Podobno nocami słychać było dziwne odgłosy. Raz jęki, innym razem płacz dziecka... Mawiano, że domu pilnują wilkołaki, że kręci się w pobliżu kobieta w czerni.... Nikt jednak nie zdecydował się tego zbadać. Pewnego dnia, jeden z mieszkańców miasteczka, dwudziestolatek Fiodor Krugerow, o którym mawiano, że ma szósty zmysł, postanowił przerwać zaklęty krąg milczenia i oszukać przeznaczenie. W piątek trzynastego wziął nóż, poszedł do lasu i ślad po nim zaginął. Dziwne zjawiska jednak wkrótce potem również ustały.

Tak minęło spokojnie niemal dwadzieścia lat. Wtedy w mieście zaczęło ponownie dziać się coś dziwnego. Mieszkańcy zaczęli być atakowani przez nieznane istoty. Mężczyzn napadał tajemniczy lokator kolektorów ściekowych - wciągał swoje ofiary przez kratki ściekowe i pożerał. Ludzie natychmiast nadali mu przydomek Hannibal Kolektor. Kobiety z Dwuszczytowa również nie mogły się czuć bezpiecznie. Im zagrażał bowiem nieuchwytny maniak seksualny, które zarażał je chorobami przenoszonymi drogą płciową. Ponieważ większość napadniętych zeznała, że zamaskowany złoczyńca, zwany Kubą Zatruwaczem, mówił z wyraźnym włoskim akcentem z okolic Florencji, sarańskie media relację z Dwuszczytowa zatytułowały: "Toskańska masakra kiłą weneryczną". Poza tym, w różnych miejscach miasta widywano potężnego jakby pająka, wspinającego się na ściany bloków z wielkiej płyty. Dzieci, które widziały go najczęściej, mówiły o nim: slender-czławiek.

Do walki z tymi incydentami wezwano najpotężniejsze siły, jakimi dysponowała Rosja. Z Moskwy przybył doborowy oddział znany jako Nieustraszeni Pogromcy Duchów, pod dowództwem Bila Marejowa i Denisa Ajkrojdowa. Z wyspy na Morzu Kaspijskim ściągnięto w trybie pilnym doktora Moro. Naukowiec akurat miał przerwę w swoich eksperymentach, jakie tam prowadził, skończył bowiem właśnie oswajać Zwierzo-ludzi i zamierzał odpocząć zanim zabierze się za Roślino-ludzi. Żaden z tych specjalistów nie dał jednak rady schwytać sprawców tajemniczych ataków w Dwuszczytowie. Mieszkańcy stracili już nadzieję, że uda się to powstrzymać i uznali, że nad miasteczkiem zawisł omen.

Był ostatni weekend listopada. Traf chciał, że właśnie wtedy do Dwuszczytowa przybył z Sankt Petersburga niejaki Michaił Majersow, hokeista klubu SKA Sankt Petersburg, a prywatnie daleki kuzyn zaginionego przed laty Fiodora Krugerowa. Chciał on odnaleźć jakiekolwiek znaki po dawno zapomnianym członku rodziny. Zatrzymał się w motelu przy ulicy Wiązów, który prowadziła babuszka Batesowa. Następnego dnia zrezygnował jednak z pokoju, twierdząc, że coś tam dybie na jego życie i prawdopodobnie jest to dybuk. Poza tym, i tak nie mógł się wyspać, bo w sąsiednim pokoju grymasiło dziecko Rosemary, piętro niżej rodzina z Medeiros urządziła sobie ucztę, a w apartamencie naprzeciw zatrzymał się afrykański wytwórca lalek, Zulus Czaka. Nie dość, że długo wieczorem hałasował dłutem, to jeszcze w nocy laleczka Czaki miała ożyć i z piskiem rzucić się na Majersowa. Uwagę babuszki Batesowej, że może to po prostu mysz zaplątała się w lalkę, hokeista skwitował grobową miną.

Majersow miał zamiar wynająć przewodnika i ruszyć w las, szukać śladów po zaginionym Fiodorze Krugerowie. Gdy jednak szedł główną ulicą Dwuszczytowa, nagle wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Ponad wierzchołkami drzew błysnęło dziwne lśnienie, a chwilę potem nad miasto nadleciały przerażające ptaki. Za moment tajemnicza mgła osnuła wszystkie ulice, a z lasu wyszła armia tajemniczych postaci. Na jej czele, na pokracznym trzykołowym rowerze, jechał upiorny człowiek o bladej twarzy, czerwonych oczach i również czerwonych spiralach na policzkach.
- Dziksoł! - krzyknął ktoś na jego widok (mając pewnie na myśli słowo "dzikus"), a w tej samej chwili córka burmistrza, Annabelle, z przerażenia potknęła się i wpadła do studni.
Tymczasem za tajemniczym jeźdźcem maszerowała armia młodych ludzi o srebrnobiałych włosach i bezwzględnych obliczach. Każdy z nich trzymał w ręku kolbę kukurydzy.
- Inni! Obcy! Dzieci Kukurydzy! - wrzeszczeli mieszkańcy Dwuszczytowa na ten widok, przekonani, że oto nadeszła noc żywych trupów. Niektórzy przypomnieli sobie klątwę, jaką rzucił Fiodor Krugerow, który zanim wyruszył na swoją straceńczą wyprawę, odgrażał się, że jeśli nie wróci z lasu, a nikt nie udzieli mu pomocy, w Halloween 20 lat później miasteczko zamieni się w wioskę przeklętych. W Dwuszczytowie zapanowała psychoza, rozpętało się piekło. Ludzie tratowali się wzajemnie w ucieczce, chwytali za broń, siodłali konie i odpalali zaporożce. Sytuację pogarszał fakt, że ze studni wygramoliła się córka burmistrza. Gęsty szlam zlepił jej czarne włosy z przodu tak, że nie tylko nie mogła ich odgarnąć, ale też nie widziała nic przed sobą. Wściekła, chwyciła za sześciocalowy nóż i zaczęła nim ciąć na oślep. Ponieważ nie mogła polegać na wzroku, skupiła się na bodźcach słuchowych. Każdy, komu nagle zadzwoniła komórka, stawał się celem dziewczynki i natychmiast ginął.

Wszystko zakończyłoby się jeszcze krwawszą jatką, lecz w ostatniej chwili Michaił Majersow rozpoznał w tajemniczym przybyszu na rowerze swojego kuzyna - Fiodora Krugerowa. Niedługo potem ci mieszkańcy, którzy zostali przy życiu, mogli wysłuchać relacji cudownie odnalezionego Krugerowa.
"Błądziłem przez kilka dni po gęstwinach, aż wreszcie odnalazłem dom w głębi lasu. Przez kilka dni obserwowałem dom, aż w końcu wślizgnąłem się do środka. Wówczas wszystko stało się jasne. Dom był tak naprawdę miejscem uciech dla towarzyszy z Kremla, którzy więzili tam prostytutki i zabawiali się z nimi w święta państwowe. Stąd te jęki. Gdy czasem któraś z tych dziewczyn urodziła dziecko, wynoszono je za bramę i układano na specjalnym kamieniu, skąd najpóźniej po kilku godzinach znikało. Stąd ten płacz. Terenu posiadłości pilnowali słabo wyekwipowani agenci KGB. Od siedzenia na zimnych posadzkach dostali "wilka". Stąd te wilcze odgłosy "auuu!". A kobieta w czerni to opiekunka prostytutek, która cierpiała na somnambulizm i lunatykowała przy pełni księżyca...
Kiedyś zaczaiłem się przy tym kamieniu i zauważyłem, jak porzucone dziecko zabiera siwy starzec z długą brodą. Poszedłem za nim i dowiedziałem się, że dziadek nazywa się Mróz. Mieszka w pobliżu i wraz z babuszką Agafią opiekują się tymi niechcianymi niemowlakami. Dodał, że sprawia im to wielką radość, bo sami nie mają już żadnej rodziny, a ukochany jedyny wnuk odwiedza ich bardzo rzadko, ponieważ pracuje w Polsce, gdzie jest pisarzem i wydaje cztery książki rocznie, a bywa, że i sześć. Zapytałem, dlaczego nigdy nie sprzeciwił się temu procederowi, który ma miejsce w domu w głębi lasu. Powiedział, że oboje z babuszką są na to za słabi, muszą się opiekować porzuconymi dziećmi i uprawiać poletko kukurydzy. Dlatego postanowiłem działać. Pożyczyłem od dziadka Mroza psa Baskerville'ów i pewnego razu, pod osłoną nocy, napadłem na dom uciech. Nie zastałem jednak komunistów ani prostytutek. Zamiast nich rezydował tam teraz szalony naukowiec, doktor Iwan O.Frankowsk. W opuszczonym domu przetrzymywał on Spider-Mana, którego KGB porwało ze Stanów Zjednoczonych w akcji pod kryptonimem "Czerwony Pająk". Iwan O.Frankowsk za pomocą inżynierii genetycznej dosztukował mu gigantyczne odnóża, a planował jeszcze przeszczepić mu skrzydła synogarlicy i tak wyszukane monstrum sprzedać Armii, na potrzeby wojny w Zatoce Perskiej. Na szczęście pokrzyżowałem niecne plany szalonego naukowca. Wypuściłem Spider-Mana, który pomknął w kierunku Dwuszczytowa i pewnie nieraz go tam widziano... Ja tymczasem z pomocą psa Baskerville'ów pobiegłem w przeciwnym kierunku. Niestety, zabłądziłem, a pies mi uciekł. W nocy zrobiło się potwornie zimno, od mrozu zbladła mi skóra twarzy, a naczynia krwionośne poskręcały się i stąd te spirale na policzkach. Po kilku dniach znalazłem wrak MIG-a 29 i z części rozbitego samolotu zrobiłem sobie ten rowerek. Potem jechałem przez jakieś wyżyny, gdzie akurat robaczki świętojańskie miały okres godowy. W nocy świeciło się tak bardzo, że wydawało mi się, że wzgórza mają oczy. Wkrótce potem napadł mnie kruk i wydziobał mi moje własne oczy. Wreszcie, znalazł mnie dziadek Mróz. Przeszczepił mi gałki oczne od jakiegoś przygodnie pochwyconego komunisty. Dlatego takie czerwone, a jak je odpowiednio zmrużyć, to widać nawet Marksa i Engelsa. W dowód wdzięczności zamieszkałem z dziadkiem Mrozem. Przez wiele lat pomagałem im dbać o dzieci, uprawiać kukurydzę, brałem piłę i szedłem do lasu po drzewo. Aż wreszcie któregoś dnia doszły nas słuchy o kłopotach w Dwuszczytowie. Pomyślałem, że trzeba ruszyć wam na ratunek, oddać wam ostatnią przysługę. Zwołałem dzieci, które już wydoroślały, mówię im: bierzcie po kukurydzy, bo nic innego nie mamy, i idziemy pomóc mojemu miastu na do widzenia..."


W tym momencie opowieść Foxa Murdera i Wiedźmy Blerowej urwała się.
- Wciąż zbieramy materiał... - usprawiedliwiali się - Ale raczej na artykuł ci wystarczy to, co już wiesz?
- O tak! - zapewniłem, mówiąc że z tego będzie zatrważający tekst.
Nagle żarówka zamigotała, a dziwny powiew wiatru przemknął nam po stopach. Moi towarzysze rozejrzeli się niepewnie.
- Musisz już iść... - szepnęła Wiedźma Blerowa
- A jak będziesz pisał ten artykuł... - dodał Fox Murder - ... to kibicom jadącym do Rosji na "Mundial" przypomnij, że ani Kuba Zatruwacz, ani Hannibal Kolektor nigdy nie zostali złapani...

25.05.2018 (15:04 czasu moskiewskiego)

PS. Wszystkie wydarzenia, osoby i cytaty są fikcyjne. Ich podobieństwo do wydarzeń, osób i cytatów realnych jest zamierzone, a wręcz pożądane. 

piątek, 18 maja 2018

ostry dyżur

Na piłkarskie Mistrzostwa Świata do Rosji przyjadą tysiące kibiców z całego świata. Jak w przypadku każdej imprezy masowej, aby zapewnić bezpieczeństwo takim rzeszom ludzi, niezbędna będzie sprawna, szybko reagująca i profesjonalna służba medyczna. Poziom opieki medycznej w Rosji nigdy nie był powodem do dumy dla tego kraju. Czy teraz, w przeddzień wydarzenia o globalnym zasięgu, coś się w tej kwestii zmieniło? Postanowiłem to sprawdzić.

W tym celu najpierw udałem się do siedziby rosyjskiego Ministerstwa Zdrowia i Choroby. W posępnym budynku przy Prospekcie Łomonosowa przyjął mnie Borys Pastewniak, wiceminister w tym resorcie. Umówiłem się na rozmowę właśnie z nim, ponieważ człowiek ten jest pomysłodawcą wdrożonej niedawno reformy systemu opieki zdrowotnej w Rosji. Poprosiłem go, aby przybliżył krótko założenia tej reformy.
- Cóż, cała koncepcja jest bardzo prosta - wyjaśnił minister Pastewniak - I opiera się na podziale wszystkich lekarzy funkcjonujących w ramach systemu na trzy główne kategorie. Jest więc po pierwsze Doktor Żywego, czyli coś jak u was, w Polszy, lekarz pierwszego kontaktu, rodzinny. Potem jest Doktor Ledwo Żywego, czyli wszelkiego rodzaju specjaliści, od okulistów po onkologów. Trzecią i ostatnią kategorię stanowi Doktor Martwego, czyli anatomopatolog. Jak pan widzi, cały system jest prosty i przejrzysty.
- Zgoda - przyznałem - Ale system to przecież nie wszystko. Nawet najlepiej przemyślany system nie uratuje ludzkiego życia, gdy nie ma w tym systemie dobrej klasy specjalistów.
- To prawda - potwierdził minister - Zaręczam jednak, że i pod tym względem wiele się w Rosji zmieniło przez ostatnie lata. Pracuje u nas wielu światowej klasy lekarzy, wybitnych specjalistów w swojej dziedzinie. Swoje kliniki mają u nas między innymi:
  • Doktor Hu - wybitny znawca medycyny chińskiej. Sędziwy człowiek, z niejednego woka ryż jadł. Niestety, również trochę dziwak. Rejestrować się do niego na wizytę można tylko i wyłącznie w specjalnej budce telefonicznej.
  • W okolicach Soczi działa Doktor z Alpejskiej Wioski, który leczy podagrę przy użyciu mleka od specjalnie hodowanej rasy fioletowych krów.
  • Z kolei w Kubrykowie Doktor Dziwnoljubow prowadzi klinikę dla emerytowanych wojskowych.
  • Niedaleko Jekaterynburga praktykę prowadzi Doktor Pepper, który leczy zaburzenia odżywiania.
  • W Sankt Petersburgu działa Doktor Queen, znakomity psychiatra, koncentruje się na leczeniu urojeń wielkościowych.
  • Natomiast w Sarańsku, stolicy regionu Mordowia, swoje centrum ma Chirurgia Szczękowa. Twórcą tej kliniki jest wybitny ortopeda-traumatolog, doktor Siergiej Szczękow.
  • W Rosji pracuje również Niemiec, doktor Erich Etker, który leczy cukrzycę typu piątego i szóstego, przy pomocy ultradźwięków.
  • Często gości u nas również świetny laryngolog z Tirany - Doktor Alban, którego domeną są zaburzenia słuchu.
  • Jest jeszcze emerytowany specjalista z Polski - Doktor Wilczur, niekwestionowany specjalista w leczeniu powikłań po wściekliźnie.
  • A na sam koniec oczywiście najwybitniejsza medyczna osobowość Rosji, najlepszy diagnosta na świecie - doktor Grigorij Domow.
Dowiedziałem się jeszcze od ministra, że jeśli chcę na własne oczy zobaczyć, jaki postęp dokonał się w Rosji w zakresie medycyny, powinienem osobiście udać się do jednej z wymienionych klinik. Borys Pastewniak zapewnił, że wystarczy jego jeden telefon i podpowiedział, że najlepszym wyborem będzie właśnie klinika, w której pracuje doktor Domow. Także dlatego, że znajduje się niedaleko, bo na przedmieściach Moskwy, w Plejnsborowie, przy ulicy Księcia Tona, zatem można tam dotrzeć taksówką w mniej niż pół godziny.

Nie zastanawiając się długo, poprosiłem ministra o telefon do tej właśnie kliniki. W międzyczasie zamówiłem sobie taksówkę. Oficjalne materiały "Mundialu" polecają tylko dwie korporacje, gdzie kierowcy mówią po angielsku: "Denirow i spółka" - z amerykańskim kapitałem, oraz "Ali Ekspres" - założoną przez obrotnego imigranta z Pakistanu. Nie lubię zapachu arabskich potraw, dlatego zadzwoniłem do Denirowa. Niestety, taksówkarz z irokezem, emerytowany wojskowy, mówił po angielsku na takim samym poziomie, na jakim prezydent USA Ronald Tramp mówi po polsku, dlatego z konwersacji niewiele wyszło. Rzuciłem więc tylko: "Prince Ton, Plejnsborów" i włączyłem sobie laptopa. To nie był jednak koniec niespodzianek. Taksówkarz uparł się, że po drodze musi koniecznie sprawdzić, co się dzieje z jakąś jego znajomą prostytutką, więc do kliniki doktora Domowa dotarłem spóźniony. Zagroziłem taksówkarzowi, że złożę oficjalną reklamację w korporacji, ale jego angielski ograniczył się tylko do riposty: "You talkin' to me?", więc dałem sobie spokój.

Budynek szpitala w Plejnsborowie był olbrzymi, ale bez trudu znalazłem gabinet doktora Domowa. Diagnosta czekał już wraz ze swoim zespołem lekarzy. Widząc moje spóźnienie, zakomunikował:
- Ha, widzę że u was nawet zegarki działają zgodnie z kalendarzem gregoriańskim.
- Taksówkarz... - zacząłem wyjaśniać, ale doktor natychmiast mi przerwał
- To taki żarcik ze strony prowadzącego - dodał z wyrazem twarzy godnym Bustera Keatona, po czym wskazał na siedzących przy okrągłym stoliku lekarzy - Oto mój zespół. Doktor Robiert Pościgow. Doktor Krys Gołąb. Doktor... eee... zapomniałem nazwiska, ale wszyscy mówimy na nią Trinadsatka. Jest jeszcze w naszym teamie rezydentka z Afryki, doktor Alicia Kamerun, ale w tej chwili walczy z Gorączką Zachodniego Nilu, więc nie ma jej tu z nami. A teraz do rzeczy. Nasz dzisiejszy przypadek. Pacjent Angielski.
- Brytyjczyk? - zainteresował się doktor Gołąb
- Jaki Brytyjczyk?! -  żachnął się Domow - Anatolij Angielski. Rosjanin z dziada pradziada! Objawy: rumień wędrujący pośladkowy, kaszel palacza, łokieć tenisisty, glukoza 180, temperatura 217 stopni Kelvina. Diagnozy! Słucham!
- Legionelloza - rzucił doktor Pościgow
- Nie, glukozamina w normie - zaprzeczyła Trinadsatka
- Ziarniniak Wegenera - powiedział doktor Gołąb
- Nie pasuje, pacjent jest na diecie Ketogenowa - pokręcił głową Pościgow
- Hashimoto? - rzuciła w przestrzeń pytanie Trinadsatka
- Nie, dziękuję, już dzisiaj jadłem - sarkastycznie odparł Domow - Ach, nie! Ty mówisz o chorobie. Myślałem, że to jakaś nowa japońska potrawa.
- Hashimoto nie pasuje, bo daje specyficzne reakcje w pierwszej dobie podawania kortykosteroidów - stwierdził Gołąb - Ale do tych wszystkich objawów pasuje ukąszenie przez motyla zorzynka rzeżuchowca.
- Anthocharis cardamines - zamyślił się Domow - Mogłoby być...
- Nie mogłoby, bo ten motyl żeruje wyłącznie w okresie od marca do kwietnia, na zachód od rzeki Bug - stanowczo podkreśliła Trinadsatka - Tymczasem, według wywiadu, nasz pacjent nie opuszczał w tym czasie Rosji. Jedyny raz w zachodniej Europie był znacznie później, piątego maja, gdy motyl ten już zdążył się przepoczwarzyć...
- Wsie lgut - westchnął doktor Domow, a widząc moje zdziwione spojrzenie przetłumaczył - Wszyscy kłamią. No nic... Pościgow i Gołąb - sprawdźcie mieszkanie pacjenta pod kątem toksyn. Trinadsatka - zajrzyj do Graya i przygotuj co tam może być przydatnego w kontekście naszego przypadku. Widzimy się popołudniu.

Lekarze wyszli, a doktor Domow rozglądał się po gabinecie, aż zwrócił się do mnie:
- Dziennikarzu, podaj mi Łajkodin.
- Słucham?
- Łajkodin, tę fiolkę co stoi za tobą na szafce. 
- Co to takiego? - spytałem, biorąc do ręki brązową fiolkę z napisem: "Recieptura: A.Spiryna"
- Środek przeciwbólowy. Bardzo silny. I niezastąpiony - wyjaśnił Domow wskazując laską na swoją nogę, na którą utykał.
- Nigdy o takim nie słyszałem - przyznałem, podając mu lek
- Nic dziwnego - potwierdził - Nie tylko receptura, ale nawet sam fakt istnienia tego środka jest ściśle tajny. Nie wiem czy pan o tym słyszał, ale pies Łajka w rzeczywistości przeżył podróż kosmiczną. Widział na orbicie dziwne pojazdy kosmiczne. Kuliste, w kształcie grzyba i cygara. Podobno te statki czymś go napromieniowały. Po powrocie na Ziemię pies umiał mówić w sześciu językach nowożytnych, oraz w trzech nieznanych nauce. Co więcej, zażądał żeby kupić mu bilet na Orient Ekspres w klasie pierwszej. Oczywiście, jak pan się domyśla, historia o psie jeżdżącym koleją i w dodatku mówiącym jak człowiek, nie mogła wyjść na światło dzienne. Łajkę zamknięto w tajnym laboratorium w kazamatach pod Kremlem razem z psem Pawłowa i psem Andaluzyjskim. Dowiedziały się o tym tylko dwie osoby postronne. Polak i Włoch, pisarze. Polak napisał o tym książkę dla dzieci, więc mu odpuszczono, ale Włoch poszedł na całość, chciał zawiadomić ONZ, USA i wszystkie służby świata. Więc zaraz GRU się nim zajęło. Otruli gościa podsuwając mu - jak to GRU - gołębia nafaszerowanego strychniną. Oni się tam nie patyczkują... No, w każdym razie, z sierści Łajki pozyskano jakąś substancję, z której profesor Anastazja Spiryna, ponoć nieślubna wnuczka samego Rasputina, zaczęła produkować ten painkiller. Dlatego Łajkodin. Łagodzi nie tylko wszelkie bóle, ale też leczy raka, ebolę i nosówkę.
- Niebywałe... - zdumiałem się
- I tak pan nie znajdzie na to żadnych dowodów, więc szkoda zachodu - machnął ręką doktor Domow - A teraz niech się pan rozejrzy po klinice, a ja się zdrzem... znaczy popracuję.

- Domow! - rozległ się głośny kobiecy krzyk, jeszcze zanim zdążyłem opuścić gabinet
- Gospodi... - jęknął doktor, po czym wyjaśnił - To jest doktor Eliza Kudova, z pochodzenia Czeszka, szefowa tej kliniki. Mówię na nią Kudova-Zdrój, bo widok jej dekoltu ma działanie prozdrowotne, niezależnie od wieku pacjenta. A jej tyłek potrafiłby obudzić umarłego!
- Domow, tu jesteś! - lekarka około czterdziestki wpadła do gabinetu - Pacjenci czekają!
- Ja już mam pacjenta - Domow nakreślił łuk laską - Mój team zbiera właśnie informacje w terenie. To wyjątkowo ciężki przypadek, dlatego nie mogę rozpraszać się teraz innymi chorymi.
- Ciężki to jest budżet na utrzymanie twojego zespołu - warknęła Kudova - I pamiętaj, że w każdej chwili mogę go poważnie okroić. Poza tym mamy najlepszą po tej stronie Kaukazu średnią diagnostyczną, 675 zdiagnozowanych przypadków dziennie i po moim trupie pozwolę aby ta średnia spadła.
- To jest szpital, o trupa tu nietrudno... - mruknął Domow
- Już, już! Do roboty! - ponagliła szefowa - Dziennikarz z Polski pójdzie z tobą, obejrzy proces diagnozowania, może jakiś artykuł napisze ciekawy, prawda? Na izbie przyjęć czekają już dziesiątki pacjentów. Twój przyjaciel, doktor Yakow Wilsonow już jest na miejscu, wprowadzi cię w sytuację.

Na izbie przyjęć zmieszczono dziesiątki łóżek, które w nierówno ustawionych rzędach zapełniały się pacjentami. Doktor Domow, pomagając sobie laską, przepychał się przez tłum, jednocześnie utyskując na doktor Kudovą i wychwalając gabaryty jej biustu. Tymczasem z głębi sali machał do nas blondyn w lekarskim kitlu...
- Jest i Wilsonow... - rzucił pod nosem doktor Domow i po raz kolejny rozgarnął laską rzesze pacjentów. Podeszliśmy do łóżka, przy którym stał kolega doktora Domowa.

[Wilsonow]: Wreszcie jesteście. Mamy mnóstwo pracy. Ten pacjent tutaj wciąż sarka i jest z wszystkiego niezadowolony.
[Domow]: To sarkoidoza. Następny!

[Wilsonow]: Kolejny pacjent. Kobieta, lat 43. Ma rybie oko.
[Domow]: Podać 5 miligramów kwasu rybonukleinowego. Do rana będzie zdrowa jak ryba.

[Wilsonow]: Mężczyzna, 55 lat, były dyskobol. Od tygodnia toczy go gorączka.
[Domow]: Toczy go gorączka? To przecież toczeń! Dalej.
[Pacjent]: Zaraz! Już pan idzie?! A gdzie wywiad pogłębiony? Badania? To ma być diagnoza?! To kpina! Ja tu płacę złotymi rublami za konsultacje.
[Domow]: No i co się pan tak gorączkuje? Jeszcze panu dysk wyskoczy... Ale racja, to jednak nie toczeń, to gorączka złota.. Następny!

[Wilsonow]: Chłopiec płci męskiej, lat 11. Cały czas powtarza tylko: "I see dead people".
[Domow]: To jest pacjent psychotyczny! Podrzućcie go do Szpitala Pod Kukułczym Gniazdem.

[Wilsonow]: Mężczyzna, lat 60. Wciąż wychwala aktualnego prezydenta Federacji Rosyjskiej.
[Domow]: Syndrom sztokholmski. Dalej!

[Wilsonow]: Kleryk, lat 24, prawdopodobnie mężczyzna. Twierdzi, że podczas pobytu w Australii został pogryziony przez krokodyla poniżej pasa.
[Domow]: Czy to był krokodyl różańcowy?
[Kleryk]: Z całą pewnością!
[Domow]: Co dwie godziny wlewy dożylne z 80-procentowego roztworu wody święconej. Rano będzie pan jak z krzyża zdjęty, ale potem pan wyzdrowieje.

[Wilsonow]: Ten tutaj rozbił się na motocyklu-ścigaczu. Już trzeci raz w tym miesiącu.
[Domow]: Zespół Kawasaki. Następny!

[Wilsonow]: Kobieta, lat 35. Ma permanentnie gęsią skórkę.
[Domow]: Ptasia grypa. Następny pacjent, szybko!

[Wilsonow]: Pisarz, Pablo Koalio de Zołza.
[Domow]: Nieuleczalne. Następny!

[Wilsonow]: Kobieta, lat 61. Rozsierdziła się...
[Domow]: Co?
[Wilsonow]: No... straciła osierdzie...
[Domow]: Jak pani mogła?! Pani jest bez serca!

[Wilsonow]: Mężczyzna, lat 46, sufler w Teatrze Bolszoj. Utrzymuje, że żona zdradza go z autobusem Arabów.
[Domow]: Zespół Otella, wersja motoryzacyjna. Następny!

[Wilsonow]: Ten pacjent ma podniebienie gotyckie.
[Domow]: Więc może śpiewać w katedrze. Dalej!

[Wilsonow]: Chyba wzywają cię na górę...
[Domow]: Całe szczęście! 12 zdiagnozowanych przypadków w 10 minut. Mój nowy rekord! Widział pan? - wyszczerzył się do mnie

W gabinecie na pierwszym piętrze czekali już doktor Pościgow i doktor Gołąb.
- Co znaleźliście? - rzucił Domow
- Niewiele - westchnął Gołąb - Dom jest czysty. Znaleźliśmy siedemnaście trucizn, trzy substancje radioaktywne oraz stwierdziliśmy obecność 95% pierwiastków z Tablicy Mendelejewa. Zabrakło tylko gadolinu, iterbu i koperniku.
- Czyli nie mamy nic... - machnął ręką Domow
- Jak to nic? - zdziwiłem się - Tyle toksycznych substancji to nic?
- Przyjacielu - rzekł Domow - U nas, w Rosji, to jest na porządku dziennym. Każdy ma w domu przynajmniej pół Tablicy Mendelejewa, a alkohol metylowy jest tu tak powszechny, że przestał być trujący. Po ulicach też lepiej nie chodzić z licznikiem Geigera, bo będzie on się zachowywał tak, jakbyś podłączył wibrator do linii wysokiego napięcia.

W tym momencie do gabinetu weszła doktor Trinadsatka. Ubrana tylko w lateksowe stringi, stanik i maseczkę. Na nogach miała buty na koturnach, sięgające kolan, a w dłoni czarny pejcz.
- A tobie co? - zdumiał się Pościgow
- No... miałam zajrzeć do Greya - zdziwiła się Trinadsatka - Przeczytałam całe w pół godziny, ale niewiele tam było przydatnego w sensie medycznym. Znalazłam tylko, że generalnie uważają spanking za lek na całe zło. No to przygotowałam się...
- Idiotko! - rzucił Domow - Kazałem Ci zajrzeć do "Gray's Anatomy", najlepszego na świecie podręcznika anatomii, a nie do "50 twarzy Greya"
- Aha... No to ja tego... Się przebiorę...
- Nie - powiedział Domow - Pójdziesz pobrać naszemu pacjentowi cztery litry krwi. Jak będziesz w tym stroju, to nie będzie musiał tej gruszki ściskać, serce mu samo wypompuje. A my tymczasem...

Dźwięk pagera przerwał doktorowi. Lekarz spojrzał na wyświetlacz, po czym powiedział tylko, że pacjent miał zapaść i wiozą go właśnie na intensywną terapię. Następnie chwycił słuchawkę telefonu wewnętrznego i wykręcił trzycyfrowy numer.
- Halo, reanimacja? Tu doktor Domow. Czy pacjent Angielski jeszcze żyje?
- Jeszcze nie - padła odpowiedź
- Rozumiem. Informujcie mnie bez zwłoki jeśli będą zwłoki.

A potem doktor Domow odwrócił się do nas i z poważnym wyrazem twarzy oznajmił, że mamy tylko kilka minut, aby coś wymyślić.
- To niemożliwe - machnął ręką zrezygnowany Pościgow - Próbowaliśmy już wszystkiego.
- No dalej, ludzie! - krzyknął Domow - Dajcie mi cokolwiek!
- Zespół Cushinga.
- Autoagresja.
- Zakażenie paciorkowcem.
- Nie, nie, nie, nic nie pasuje - kręcił głową Domow, po czym jego wzrok zatrzymał się na mnie - Chyba, że... Zaraz, zaraz! Kto robił wywiad?
- Ja - powiedział Gołąb
- Pacjent mówił, że kiedy był ostatnio w zachodniej Europie?
- Piątego maja, czy jakoś tak - doktor Gołąb wertował notatki - Ale co to ma do rzeczy...?
- Pacjent miał przy łóżku katolicką Biblię - gorączkowo mówił Domow, przewracając kartki w kalendarzu - Pacjent jest katolikiem i używa kalendarza gregoriańskiego. My używamy juliańskiego! Piąty maja w gregoriańskim to w juliańskim jest 22.kwietnia! Pacjent był na Zachodzie wtedy, gdy motyl zorzynek rzeżuchowiec jeszcze żerował, więc mógł go ugryźć. Nie wpadłbym na to, gdyby nie nasz dziennikarz z Polski! Objawy pasują! Gdy przywrócą Angielskiemu akcję serca, podajcie mu sterydy, anaboliki i koks. Pojutrze wyjdzie stąd o własnych siłach.

Lekarze wyszli z gabinetu, aby wykonać polecenia. Doktor Domow usłyszał na korytarzu odgłos obcasów doktor Kudovej i schował się pod biurko. A ja opuściłem klinikę z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Nie tylko pomogłem wyleczyć pacjenta Angielskiego, ale też zyskałem pewność, że rosyjska służba zdrowia stoi teraz na światowym poziomie. A w razie czego, zawsze pod ręką jest Łajkodin.

18.05.2018 (02:02 czasu moskiewskiego)
 
Ten odcinek dedykuję Kasi S. - najwierniejszej wielbicielce "Doktora House'a" - za miliony godzin, które przegadaliśmy nie tylko o tym serialu.
P.

piątek, 27 kwietnia 2018

zmierzch bogów

Na niespełna sześć tygodni przed rozpoczęciem piłkarskich Mistrzostw Świata nieoczekiwany skandal wywołała wczorajsza konferencja prasowa rosyjskiego ministra sportu Aleksieja Kalistenika. Minister zaprezentował rozporządzenie, którego założenia - jak stwierdził - "zrodziły się w głowach najwyższych organów państwowych zatroskanych o bezpieczne i satysfakcjonujące przeprowadzenie nie tylko meczów Mundialu, ale również wszystkich imprez towarzyszących, takich jak Strefy Kibica".

Rozporządzenie Nadzwyczajne nr 89 zabrania publicznego eksponowania, demonstrowania, epatowania, przedstawiania i procedowania jakichkolwiek symboli i praktyk religijnych.
W praktyce oznacza to, że na terenie Rosji na okres mistrzostw świata religia zostaje zdelegalizowana w przestrzeni publicznej. "Wprawdzie Rosja nie jest już państwem, w którym dominującą rolę odgrywa materializm dialektyczny, traktujący wszelkie przejawy religijności jako przebrzmiały zabobon, niemniej jednak chcemy podkreślić, że piłkarskie Mistrzostwa Świata są imprezą ze wszech miar świecką, okazją do zabawy i nieskrępowanej radości, oraz wydarzeniem, które powinno łączyć kibiców z całego świata bez względu na rodzaj wyznawanej wiary. Ze względów bezpieczeństwa wysoce niepożądane byłyby konflikty rodzące się nie tylko na tle narodowościowym i sportowym , ale również religijnym. Dlatego zachęcamy do radości i zabawy, jednocześnie prosząc, aby - pod groźbą sankcji przewidzianych w aneksach do niniejszego rozporządzenia - powstrzymać się od wszelkich przejawów praktyk religijnych w tym okresie" - czytamy w rozporządzeniu. Dalsza część dokumentu uszczegóławia te ogólne zakazy. I trzeba przyznać, że uszczegóławia bardzo precyzyjnie. Żeby nie było wątpliwości o jakie symbole chodzi, oraz aby nie stwarzać pola do nadużyć i niejasnych interpretacji, sprawę potraktowano bardzo kompleksowo. Zakazano nie tylko krzyżyków, ale też bemoli i kasowników. Zdelegalizowano nie tylko burki, ale też azory, reksie i ciapki.

Oczywiście, tak radykalny zakaz nie mógł przejść bez echa. Głosy oburzenia, że Rosja pod pretekstem dbania o bezpieczeństwo praktycznie delegalizuje religię (i czy na pewno tylko na okres mistrzostw?) podniosły się niemal pod każdą szerokością geograficzną. Nie tracąc czasu, postanowiłem zebrać komentarze zbulwersowanych przedstawicieli różnych organizacji religijnych i parareligijnych.

- Do diabła! - zaklął siarczyście Lou Cypher, przewodniczący Głównej Organizacji Satanistów i Antychrystów (w skrócie GOSiA) - Jesteśmy pokojowo nastawioną, nieszkodliwą i Bogu ducha winną organizacją - mówię to panu jak na świętej spowiedzi. Z naszej strony nie grozi nikomu żadne niebezpieczeństwo. Ale nie będziemy siedzieć potulnie w tej sprawie, o nie! Mamy wprawdzie anielską cierpliwość, ale ona też się kiedyś kończy. Jak Boga kocham, zapewniam pana, że poruszymy w tej sprawie niebo i ziemię, i z Bożą pomocą odniesiemy sukces! Grzechem byłoby nie spróbować...

- Cóż, jesteśmy rozczarowani - przyznał Leonid Zajcew z rosyjskiego oddziału ruchu Hare Kryszna - Mieliśmy zamiar podczas Mistrzostw Świata dopingować pokojowo i kuchennie wszystkie reprezentacje. Mieliśmy zamiar gotować i podawać w Strefach Kibica wegetariańskie parówki ze zmielonych orzeszków sojowych z dodatkiem bezglutenowej kapusty. Przygotowaliśmy też na tę okazję specjalną mantrę: Vivat Russia, Vivat Russia, Russia Russia, Vivat Vivat!

- Odmawiamy komentarza w tej sprawie - powiedział Giorgio Semolina, wiceprzewodniczący Kościoła Pływającego Monstrum Fusilli - Odmawiamy, bo w tej chwili odmawiamy modlitwę do naszego bóstwa, aby nawinęło makaron na uszy wszystkim tym, którzy odpowiadają za tę skandaliczną decyzję. Dziękuję i smacznego!

- Rany boskie! - złapał się za głowę Jurgen Etyck, lider Międzynarodowej Akcji Stowarzyszającej Ateistów Krajów Rozwiniętych Agnostycznie (w skrócie MASAKRA) - To rozporządzenie to jest jawna kpina z demokratycznie zagwarantowanej wolności do swobodnego wyznawania i praktykowania religii. Mówię to panu ja, Herr Etyck, lider MASAKRY, pierwszy po Bogu w naszej organizacji. Rosjanie powinni traktować wszystkich przybyłych na Mundial zgodnie z zasadą: "Gość w dom - Bóg w dom", a nie zachowywać się jak spadkobiercy komunistów. Wciąż mam nadzieję, że wkrótce wyjaśni się, że to rozporządzenie to pomyłka, a wtedy dzięki Bogu! Bo w przeciwnym wypadku, jeśli to prawda, to niech nas ręka Boska broni...  - podsumował Herr Etyck


- Ta decyzja nas dobija - powiedział mułła Mohammed ibn el-Falafel ze Szkoły Koranicznej w Islamabadzie - Liczyliśmy bowiem, że Mundial w Rosji to będzie naprawdę bombowa impreza. W związku z tym, poczyniliśmy szereg przygotowań. Wiemy, że Rosja cierpi przez embargo żywnościowe nałożone na nią przez kraje Zachodu. Dlatego chcieliśmy załatwić dwie sprawy za jednym zamachem. Nasi zwolennicy udający się do Rosji na mecze, wzięliby ze sobą szesnaście ciężarówek kebabu. Mieliśmy już wstępną umowę handlową z Rosyjskim Departamentem Żywności, że wysadzimy naszych zwolenników w okolicy stadionów, skąd będą rozprowadzać nasz kebab wśród mieszkańców rosyjskich miast. A nasz kebab to naprawdę eksplozja smaku! Niestety, wszystkim naszym planom ktoś uciął łeb, bo rosyjski rząd został sterroryzowany strachem przed hipotetycznymi zamieszkami....

- Wszystko to Sansara - filozoficznie rzekła Tikka Masala z koła naukowego buddystów na Uniwersytecie w Ajurwedzie - Oczywiście chcieliśmy przyjechać do Rosji i przywieźć ze sobą dużo dobrej Karmy, nasi mężczyźni zaprezentowaliby Trzy Klejnoty, wsłuchalibyśmy się wspólnie w Nirvanę, ale cóż... To Sansara wszystko. Może w następnym wcieleniu się uda...

- Jesteśmy zbulwersowani - stwierdził arcybiskup Mściwój Leszek Syć, z kręgów zbliżonych do Episkopatu Polski - Nie pierwszy raz rząd rosyjski stosuje podwójne standardy. Nam zabroniono przyjechać do Rosji i głosić wiarę, ale na to jak się w tym czasie będzie zachowywać Cerkiew Prawosławna, władze rosyjskie będą zapewne patrzeć przez palce. Tymczasem, chcieliśmy ubogacić rosyjski naród Dobrą Nowiną, oraz przywieźć - w ramach relikwii - czterdzieści pięć litrów krwi Papieża, który wywodził się z ziemi, tej ziemi. I co my teraz mamy z tym zrobić? Gdy rzecznik naszej kurii zadzwonił w tej sprawie do Rosjan, to mu odpowiedzieli, żeby ich nie wkurzał. I że mamy sobie z tej krwi ugotować czerninę, to będzie kolorem pasować do naszych strojów służbowych... Przecież to oburzające!

- To bardzo krzywdząca decyzja, w dodatku podszyta strachem - zauważył Lukoil Niebołazow z rosyjskiego oddziału Kościoła Jedi - Wprawdzie nasza wspólnota nie ma aż tak bardzo rozwiniętych struktur jak np. chrześcijaństwo, ale trzeba pamiętać, że jesteśmy najstarszą religią, założoną dawno dawno temu, w odległej galaktyce. I w wielu krajach jesteśmy już prawnie zarejestrowani. W Czechach, w spisie powszechnym religię Jedi zadeklarowało ponad 15 tysięcy ludzi. To jest Moc! A w Rosji mieszka przecież nieporównywalnie więcej osób niż w Czechach. Ilu to potencjalnych padawanów! Władze Rosji z pewnością boją się, abyśmy ich nie pozyskali, stąd to kuriozalne rozporządzenie.

- Rosjanie narobią sobie wrogów tą decyzją - prognozował Jurek Jęczmieniak, polski filantrop i organizator wielkiego festiwalu muzycznego "Stacja Stockwood" - Podczas naszego festiwalu współegzystują koło siebie i Pokojowe Miasto Kryszny i Stacja Jezus. Bo jak sie chce, to sie da. A jak sie nie chce, to se róbta co chceta.

- Jesteśmy w szoku - wydukał Panoramiks Gal z Międzynarodowego Zrzeszenia Druidów - Oczywiście, mieliśmy zamiar przybyć do Rosji i wręczyć Ministrowi złoty sierp na dowód naszej wdzięczności za gościnę. Spodziewaliśmy się, że gdzie jak gdzie, ale w Rosji sierp zostanie doceniony i przyjęty z radością. A nasi przyjaciele z Północy, od Odyna, mieli wraz z nami złożyć ten podarek. Oni mieli przywieźć do kompletu młot. Podobno młot jest u nich bardzo ważny, zwłaszcza dla jakiegoś młodzieńca, co się tak jakoś kolejowo nazywa... Szyn...? Nie, nie... A, już wiem! Tor!

- Gdziekolwiek zapragniesz ujrzeć oblicze Boga, tam je dostrzeżesz. Jeśli zaś nie zechcesz go zobaczyć, to go nie ujrzysz - powiedział pisarz Pablo Koalio de Zołza, autor książki "Na progu sklepu Biedry usiadłem i płakałem"

- A my jedziemy do Rosji bez przeszkód! - promieniowała Mary Hightower z centrali Zboru Świadków Jehowy - Jak? Po prostu zgłosiliśmy w rosyjskim Urzędzie Stanu Cywilnego, że Jehowa w czerwcu się żeni i my przyjeżdżamy jako jego świadkowie. Nie mieli żadnych zastrzeżeń. Wesela przecież nie zostały zakazane.

27.04.2018 (00:14 czasu moskiewskiego)

PS. Wszystkie wydarzenia, osoby i cytaty są fikcyjne. Ich podobieństwo do wydarzeń, osób i cytatów realnych jest zamierzone, a wręcz pożądane. 

środa, 18 kwietnia 2018

gwiezdne wojny

Ten tekst miał nigdy nie powstać. Nie w takiej formie. Gdy niecały miesiąc temu prezydent Rosji ogłosił nowy rosyjski program kosmiczny, plany lotów bezzałogowych, załogowych oraz eksploracji Marsa, miałem zamiar po prostu dowiedzieć się więcej szczegółów. A potem napisać coś na ten temat w kontekście piłkarskich Mistrzostw Świata Rosja 2018, bo tym tematem się przecież tutaj zajmujemy. Tymczasem wydarzyło się coś zupełnie nieoczekiwanego. Krótko po pierwszych telefonach, jakie wykonałem do Wielkiej Rosyjskiej Agencji Kosmicznej (WRAK), odezwał się do mnie tajemniczy człowiek. Zastrzegł, że ma dla mnie bezcenne informacje, poprosił o spotkanie i absolutną dyskrecję, gdyż to, co mówi jest wiedzą ściśle tajną. A kilka godzin później zjawił się pod drzwiami mojego pokoju hotelowego, przebrany za worek ziemniaków. Przedstawił się jako Jerzy Łukasz. Zdradził, że od lat pracuje w kręgach zbliżonych do WRAK i że jedynie garstka wtajemniczonych osób zdaje sobie sprawę, że to, co niedawno ogłosił prezydent jest bzdurą. Bo w rzeczywistości Rosja od stuleci dokonuje podboju całej naszej galaktyki, eksterminuje inne kosmiczne nacje i sieje zniszczenie. Jerzy Łukasz przyznał jeszcze, że żadne duże media, zwłaszcza te z koncernu Axel Springer Spaniel nie opublikują tych rewelacji, gdyż siedzą w kieszeni władzy. Dlatego jedyna nadzieja, aby świat poznał prawdę, jest w niezależnych blogerach. I dlatego zwrócił się do mnie, wiedząc jak ogromne rzesze czytelników śledzą moje doniesienia z Rosji w związku z "Mundialem". Twierdził, że to ostatnia szansa, bo za kilka miesięcy oczy całego świata przestaną być zwrócone na Rosję, a ten blog zostanie zamknięty i niepowtarzalna okazja bezpowrotnie przepadnie. Jerzy Łukasz sięgnął jeszcze do hotelowej lodówki po butelkę oficjalnego trunku Mistrzostw Świata, który produkuje Witalij Wyborow. A potem, ze szklaneczką wódki Wyborowa w ręce, zaczął opowiadać. A ja, chociaż to ma niewielki związek z tematyką tego bloga, zamieszczam jego opowieść. Oto ona.


Nie tak dawno temu, w naszej Galaktyce...

Cała historia zaczyna się w momencie, gdy mija dwadzieścia lat świetlnych od upadku Republiki Radzieckiej. Władzę w naszej galaktyce sprawuje teraz Imperium Sowieckie, na czele którego stoi potężny Imperator Vlad Palputin. Podporządkował on sobie niemal całość tej części Wszechświata. Jedynie mała organizacja - Sojuz Rebeliantów pod dowództwem Mony Mahatmy - próbuje stawiać opór despotycznej władzy. Przetrzebiona niemal do zaniku, nagle odnosi pierwszy sukces. Księżniczka Lena Pianina wykrada z Kremla plany wielkiej bojowej stacji kosmicznej, która nosi złowrogą nazwę Smertna Crvena Zvezda i potrafi niszczyć całe planety i inne ciała niebieskie. Lenie Pianinie udaje się przedrzeć aż na moskiewskie lotnisko Wnukowo, gdzie wsiada w samolot transportowy Antonow An-24, którym próbuje uciec za granicę wraz z towarzyszącymi jej androidem H1N1 oraz robotem protokolarnym BzWBK. W pościg za nimi rusza Kniaź Darij Waderow, najwierniejszy sojusznik imperatora Palputina. Jego Tupolew Tu-154 M przechwytuje pojazd księżniczki, a Waderow bierze ją do niewoli i umieszcza na Smertnej Crvenej Zvezdzie. Na szczęście chwilę przed tym, gdy Waderow dopadł samolot księżniczki, Lena Pianina zdołała wyrzucić na spadochronach obydwa towarzyszące jej roboty. We wnętrzu H1N1 umieściła owe tajne plany rosyjskiej stacji bojowej.

Tymczasem, gdzieś na stepach Tadżykistanu mieszka młody farmer - Lukoil Niebołazow. Opiekuje się nim wujostwo, gdyż rodzice Lukoila od dawna nie żyją. Niebołazow wraz ze swoim wujem znajduje pewnego dnia na pustyni Tatoonka dwa uszkodzone roboty. Są to właśnie H1N1 oraz BzWBK. Zabierają je do domu i naprawiają. Wtedy H1N1 samoczynnie włącza się i wyrzuca z siebie nagraną na dyskietce 5,25-calowej wiadomość od Leny Pianiny, w której prosi ona o pomoc kogoś, kto nazywa się Ob-Iwan Kenobinow. Lukoil przypomina sobie, że zna kogoś o podobnym nazwisku, kto jest pustelnikiem na pobliskich stepach. Bierze roboty i wyrusza na jego poszukiwanie. Wreszcie odnajduje Kenobinowa w skalnych jaskiniach, w pobliżu granicy z Uzbekistanem. Starzec zdradza chłopakowi wiele faktów z historii. Przede wszystkim to, że dawniej cała galaktyka żyła w pokoju, którego pilnowali legendarni strażnicy, dysponujący Biełą Siłą i znani jako Rycerze Jodu. Jednym z takich rycerzy był między innymi ojciec Lukoila - Anatolij Niebołazow. Został on jednak zabity przez Darija Waderowa - wojownika Cziornej Siły. Waderow zabił również matkę Lukoila - pochodzącą z Włoch Padwę Amygdalinę.

Lukoil Niebołazow i Ob-Iwan Kenobinow wraz z robotami udają się do kantyny Mon Golia. Tam spodziewają się bowiem znaleźć pojazd kosmiczny, którym polecą na planetę AleBaran, gdzie znajduje się kwatera główna Sojuzu Rebeliantów. Po drodze zaskakuje ich kilku sztormowców - wojowników Darija Waderowa. Kenobinow zabija ich wyciągając tzw. swietłany mech, dzięki czemu Lukoil domyśla się, że Ob-Iwan również był Rycerzem Jodu. W Mon Golii dowiadują się, że powinni poszukać kosmicznego awanturnika, znanego jako Chan Pieprzo. Posiada on bowiem statek, który jest w stanie rozpędzić się do czternastej prędkości kosmicznej, dzięki czemu podróż na AleBaran potrwa minutę osiem. Chan Pieprzo faktycznie jest w Mon Golii, ale jego statek - Raróg Stoletnij, oraz drugi pilot - włochaty Choobryca, potomek himalajskich Człowieków Śniegu, znajdują się w niewoli. Wspólnie odbijają statek i Choobrycę, po czym z kosmodromu Bajkonur startują w przestrzeń kosmiczną. Po drodze dowiadują się, że planeta AleBaran została zniszczona przez Darija Waderowa na rozkaz imperatora Palputina. Dlatego Chan Pieprzo kieruje Raroga Stoletnija, w stronę Smertnej Crvenej Zvezdy. Przyjaciele wdzierają się na pokład i uwalniają księżniczkę, która jest tam torturowana poprzez zmuszanie do wysłuchiwania przemówień Wodza Narodu. Ob-Iwan Kenobinow poświęca się i powstrzymuje Darija Waderowa, aby pozostali mogli uciec.

Chan Pieprzo, Choobryca oraz Lena Pianina udają się na planetę Hotentoth, gdzie znajduje się nowa baza Sojuzu. Tymczasem Lukoil Niebołazow leci na inną planetę - Dagobert - gdzie od lat ukrywa się legendarny Mistrz Jodu, potężny wojownik Biełej Siły - Yodyna. Mistrz Yodyna szkoli Lukoila, uczy posługiwania się swietłanym mechem i pomaga mu stać się Rycerzem Jodu. W międzyczasie imperator Palputin i kniaź Waderow budują jeszcze potężniejszą bojową stację kosmiczną - Smertną Crveną Zvezdę Bolszoj. Chan Pieprzo próbuje szukać pomocy u swojego starego kumpla - Leonida Karlisianowa. Okazuje się jednak, że Leonid został zaszantażowany przez Darija Waderowa i zwabia Chana oraz jego przyjaciół w pułapkę. Zostają uwięzieni na stacji bojowej Imperium. Lukoil Niebołazow rusza im na ratunek, gdy tylko się o tym dowiaduje. Udaje mu się ich uwolnić, ale chwilę potem spotyka na swojej drodze samego Waderowa, z którym musi zmierzyć się w pojedynku na swietłane mechy. Wtedy też Waderow próbuje przeciągnąć Lukoila na Cziorną Stronę Siły i zdradza mu, że Anatolij Niebołazow to on sam, że po przejściu na Cziorną Stronę Siły przybrał imię Darij Waderow. Wówczas też padają słynne słowa: "Lukoil, ja twoj papa!".

Lukoil zostaje ranny w pojedynku, ale nie daje się przekabacić i ucieka z pomocą Leny Pianiny. Przez kolejne miesiące obydwie strony kosmicznego konfliktu zbroją się do ostatecznego starcia. Imperium mobilizuje armię glonów, niezliczone rzesze sztormowców, oraz gigantyczne maszyny kraczące. Z kolei Sojuz Rebeliantów na planecie Begindor, zwiera własne szeregi. Mona Mahatma oraz Admirał Allah Akbar przygotowują się do zniszczenia Smiertnej Crvenej Zvezdy Bolszoj. Pomagają im Chan Pieprzo, Lukoil Niebołazow i oczywiście Lena Pianina. W decydującym momencie...

... i wtedy szklaneczka wódki wysunęła się ze zwiotczałej dłoni Jerzego Łukasza, a on sam padł martwy. Okazało się, że Wódka Wyborowa była zatruta. Służby specjalne muszą sięgać swoimi mackami bardzo daleko, aby nikt nie poznał prawdy o kosmicznej ekspansji Rosji w całej galaktyce... A może to wszystko były tylko fantazje niezrównoważonego paranoika, który uroił sobie, że wpadł na trop kosmicznego spisku? Jedno jest pewne - the truth is out there. Ale to już zupełnie inna bajka...

18.04.2018 (01:48 czasu moskiewskiego)

PS. Wszystkie wydarzenia, osoby i cytaty są fikcyjne. Ich podobieństwo do wydarzeń, osób i cytatów realnych jest zamierzone, a wręcz pożądane.