Ponieważ aktualnie na świecie panuje tylko jeden temat, uznałem, że nie ma sensu zajmować się innymi kwestiami, bo i tak nikogo nie zainteresują. Zamiast tego, wykorzystałem swoje kontakty zdobyte podczas współpracy z koncernem medialnym Axel Springer Spaniel, podzwoniłem trochę po świecie i zebrałem krótkie komentarze znanych osób, polityków, celebrytów, aktorów i innych na temat epidemii, wirusa i problemów, które się z nimi wiążą.
Władimir Władimirowicz Włóż, prezydent Federacji Rosyjskiej
"Pragnę uspokoić wszystkich obywateli Rosji, że kryzys związany z epidemią opanujemy z całą pewnością przed końcem mojej sześćdziesiątej siódmej kadencji na stanowisku prezydenta Rosji"
Andrzej Kobza, prezydent Polski
"Nie będą nam tutaj się obce wirusy panoszyły i nie będą nam w obcych łańcuchach DNA mówiły na co mamy w Polsce chorować!"
Szibainu Otoszuya, premier Japonii
"Zapewniam kibiców z całego świata, że sytuacja jest pod kontrolą. Letnie Igrzyska Olimpijskie Tokio 2020, przełożone na 2021 rok, odbędą się zgodnie z planem w 2022 roku"
Ronald Tramp, prezydent USA
"Ponieważ dowiedziono, że Domestos unieszkodliwia wirusa, poleciłem dodać Domestos do wszystkich ujęć wody pitnej w całym kraju, rozcieńczony w proporcjach 1:3 (a w stanach, które na mnie nie głosowały 1:2). W ten sposób każdy wypije kilka litrów tej mieszanki i za chwilę nie będzie miał wirusa. A ja zlikwiduję pandemię w ciągu jednego-dwóch dni. Ha, jaki jestem mądry! A te wszystkie jajogłowe naukowce od miesięcy nie wpadły na takie proste rozwiązanie. Dlatego niniejszym delegalizuję WHO, a największe amerykańskie uniwres... uniresy... no, te... uczelnie, Stanford i Cambridge, zamieniam na fabryki olejku do opalania i balsamu brązującego. To mówiłem ja, najwybitniejszy prezydent w dziejach Stanów Zjednoczonych"
Kim Dzong Dos, przywódca Korei Północnej
"U nas żaden wirus nie występuje. U nas występuje tylko to, na co pozwolę. Ostatnio występował Steven, taki amerykański aktor, znany z tego filmu, w którym on tych wszystkich złych gości pozabijał"
Gill Bates, twórca koncernu MicroHard
"Stanowczo zaprzeczam, że dążę do depopulacji ludzkości. Gdyby ludzi było mniej, komu bym wtedy sprzedawał moje wspaniałe produkty: systemy operacyjne Doors XP, Doors Vista i Doors 10, oraz rewolucyjną przeglądarkę Internet Penetrator 6.9..."
Urban Hubercki, prezenter, prowadzący teleturniej "Miliarderzy"
"Ten wirus w końcu kiedyś odejdzie. Ale czy ostatecznie i definitywnie? Oto jest pytanie za milion..."
Grigorij Domow, lekarz, słynny diagnosta
"Wszyscy kłamią! Ta epidemia jest przesadzona. Przynajmniej połowa z tych przypadków, które są zdiagnozowane jako COVID-19, to tak naprawdę sarkoidoza. A pozostałe to zapewne toczeń"
Remigiusz Upał, pisarz
"Mogę zdradzić, że panująca epidemia będzie tematem przewodnim mojej najnowszej, sześćset siedemdziesiątej czwartej powieści. W niej mecenas Joanna Zmyłka powróci z emerytury, żeby przed Sądem Najwyższym oskarżać prezydenta Andrzeja Kobzę o nieparafowanie dokumentu o niepodpisaniu rozporządzenia o niewprowadzeniu stanu wyjątkowego. W tym czasie komisarz Wiktor Zrost będzie tropił ślady tajemniczej kontrabandy, która doprowadziła do zniknięcia z magazynów rządowych miliona jednorazowych maseczek wielokrotnego użytku"
Robert Prawandowski, piłkarz
"Moja żona mówi, że dieta pozbawiona laktozy, glutenu, cukru, pudru, jajek, soi, orzechów, nasion i kakao, w stu procentach zabezpiecza przed zarażeniem się tym wirusem"
Aleksander Zasadniewski, były prezydent Polski
"Siedzę teraz w Szwajcarii na kwarantannie i cały czas muszę się mieć na baczności. They tried to make me go to the rehab, but I said: No, No, No!"
Lukoil Niebołazow, rycerz Jedi, region środkoworosyjski
"Nie rozumiem ludzi, którzy narzekają, że muszą chodzić w maseczkach. Mój ojciec, Darij Waderow, przez większość życia chodził w masce i korona mu z głowy nie spadła..."
Martin R.R.R.R.R. George, pisarz fantasy, autor książki "Pleśń lodu i ognia"
"Winter is coming. This virus won't survive the winter"
Rupert Haubica, polski kierowca wyścigowy
"Ten wirus rozprzestrzenia się szybko, ale nie dość szybko dla mnie. Ostatnio wziąłem udział w wyścigu jeden na jeden z tym wirusem. I wiesz co? Zająłem zaszczytne drugie miejsce, a wirus był przedostatni!"
Mohammed ibn el-Falafel, mułła, przewodniczący szkoły koranicznej w Islamabadzie
"Ta epidemia to bombowa wiadomość! Przerzedzi trochę szeregi niewiernych, a wtedy my skolonizujemy Europę i utworzymy tam strefy pod islamskim zarządem powierniczym"
Jerzy Wilga, szarlatan, autor książki "Ukryte tilapie"
"Wirusa bardzo łatwo pokonać. Zalecam olej z tilapii, wlewy dożylne, trzy razy dziennie po piętnaście litrów. Do tego, osłonowo, witamina B12, B52 i AD/HD+K2, w dawkach po 200 gram na kilogram masy ciała"
Gromosław Bul-Komorowski, były prezydent Polski
"Ho ho ho, wracam ja ostatnio z polowania, ciemno już było, i nagle słyszę, że w krzakach coś szeleści. Podchodzę bliżej, proszę ja ciebie, a tam ten wirus siedzi i się szczerzy! Oczy miał wielkie, kły jak szpony i pazury ostre jak brzytwy. No to ja z fuzji mu między te oczy palnąłem, jak to się drzewiej robiło przy łowach na grubego zwierza, a on nic! Dalej patrzy się na mnie i rechocze! No to ja mówię, ho ho ho, bratku, nie ze mną takie numery. Jak wziąłem dwururkę, jak mu przysoliłem kolbą metalową w łeb, to aż mu się gwiazdki pokazały! A potem jeszcze raz i jeszcze, aż mu te ślepia zbielały, a na koniec sztylet mu wbiłem pod siódme żebro! Potem zawlokłem dziadostwo do domu i powiesiłem w ogródku, żeby skruszał. Żona może rosołku z niego nagotuje, albo dziczyznę jakąś przyrządzi"
Lou Cypher, satanista
"Do diabła z tym wirusem! Skaranie boskie tu mamy i bez niego, diabli nadali, nie trzeba nam więcej jakichś szatańskich wynalazków, jak Boga kocham!"
Zbigniew Tygrys-Młodowicz, seksuolog
"Należy przeprowadzić dogłębne analizy, jak ta pandemia wpłynie na seksualne zwyczaje ludzi. Najpierw przymusowa izolacja we własnych domach, potem uczucie ulgi, rozprzężenie, chęć nadrobienia utraconych okazji. Mogą się rozwinąć zupełnie nowe wzory seksualności, przypadkowe kopulacje, może nawet promiskuityzm..."
Bonobo (Pan Paniscus), szympans karłowaty
"W pełni zgadzam się z powyższą wypowiedzią pana profesora"
Piotr Tętnica, skoczek narciarski
"He he he, no co ja moge powiedzieć. No czasy są takie, że nikomu nie jest do śmiechu, he he he"
Walter Black, nauczyciel chemii, wytwórca metaamfetaminy
"You think that this virus is a danger? A guy opens his door and gets vaccine shot, and you think that of me? No! I am the danger. I am the one who knocks!"
Jurek Jęczmieniak, filantrop
"Wszystkim pozytywnie zakręconym ludziom mówimy "Siema!", ale wirusowi mówimy "Nara!". A już za rok spotykamy się na najbardziej za-za-zarąbistym festiwalu świata, kiedyś Stacja Stockwood a teraz Rok and Pol, w skrócie Rokpol, jak ten se-se-ser! Zbieramy pieniążki dla wszystkich dzielnych służb medycznych i pamiętajcie: gramy do końca epidemii i o jeden dzień dłużej!"
Tentin Quarantino, reżyser amerykański
"Zapraszam wszystkich fanów moich filmów na najlepszą kwarantannę w moim namiocie. Zrobimy sobie maraton filmowy jakiego nie przeżył nikt! Aż zaleje nas krew!"
Martyn Zenoniuk, wokalista, lider zespołu "Akces"
"Przez ten wirus, ten wirus paskudny, oszalaaaaaałem..." (w tym momencie połączenie telefoniczne się urwało; gdy próbowałem oddzwonić, zgłaszała się automatyczna sekretarka Centrum Terapii Nerwic w Mosznej koło Opola"
Batman, człowiek-nietoperz
"Teraz już wiecie, jak wygląda prawdziwa zemsta nietoperza, ha ha ha!"
Lance Awesome, kolarz amerykański
"Przeszedłem siedemnaście testów na koronawirusa i wszystkie negatywne. Z moim doświadczeniem w oszukiwaniu testów to naprawdę pestka!"
David Igrecke, tropiciel spisków
"Nie ma żadnej pandemii i żadnego wirusa! Chodzi o to, żebyśmy siedzieli w domach, a w tym czasie będą stawiane maszty technologii 11G, która usmaży nam mózgi i o to im właśnie chodzi. Im, czyli starożytnej kosmicznej rasie Gadzilian, do której należą: angielska królowa, były prezydent USA Jerzy Dablju Krzak oraz prezenterka "Fuck-tów" Justyna Sasanke. Gadzilianie, którym przewodzi okrutny Gadzilla, czerpią życiową energię z ludzkości, a ich przysmak to usmażony na miękko ludzki mózg. Dlatego strzeż się, ludzka raso, i czym prędzej powstań z polan!"
Dariusz Pax Golonko, były dziennikarz, youtuber
"Ja tylko mówię jak jest. A jest źle"
Sebastian Śledziel-Bagietka, lider kapeli góralskiej
"Przez tę epidemię jest totalny zastój w branży koncertowej, nie zarabiam od trzech miesięcy. Jak tak dalej będzie, to pójdę boso, pójdę boso, pójdę boso..."
Mściwój Leszek Syć, arcybiskup
"Pandemia jest karą za dżender, ekoterroryzm i cykliczne pedałowanie cyklistów pedałów"
Arnold Weissenigger, były aktor, kulturysta, gubernator Palifornii
"Hasta la vista, baby! I'll be back when the virus is gone!"
Pablo Koalio de Zołza, pisarz, autor książki "Na progu sklepu Biedry usiadłem i płakałem"
"Jeśli jest epidemia, to znaczy że ludzie chorują. A jak ludzie chorują, to nie są zdrowi. Gdy choruje bojownik światła to jego światło jest zamglone, ale dopóki ono się tli, to nie zagaśnie. Gdy nie masz lekarstwa, to nie wyzdrowiejesz. Ale jeśli masz w sobie światło, to wirusowi tam w środku jest jasno"
Iwan Muminin, mieszkaniec podmoskiewskiego Domodiedowa
"Mój oddech unieszkodliwia wirusy w promieniu szesnastu metrów, ponieważ zawiera w sobie 70-procentowe stężenie czystego spirytusu. Wynajmuję swoje zdolności do odkażania domów i pomieszczeń biurowych. Przyjmuję płatności w rublach, dolarach i angolańskich kwanzach"
Biedronka, owad handlowy pochodzenia portugalskiego
"Jak pandemia to uciekaj od Lidla, od Lidla, bo wirusy są tam, ram pam pam pam. Jak pandemia to u mnie kup więcej, kup taniej, bo tylko u mnie bezpiecznie tak"
Zbyszek, uporczywie bezrobotny z Mińska Mazowieckiego
"Tak nam się znudziła ta kwarantanna, że wraz ze szwagrem i sąsiadem zorganizowaliśmy otwarcie sklepu po epidemii. Wzięliśmy tylko rzeczy niezbędne do codziennego funkcjonowania, a jak potem sprzedaliśmy po nich butelki i puszki to nam się zwróciło nawet za łom i maseczki"
SARS-CoV-2, wirus
"Jak każdy uczciwy złoczyńca, tak i ja gram fair. Atakuję ludzi według jasnych i przejrzystych reguł. Jeśli ktoś obejrzał wszystkie odcinki "Mody na sukces" albo jest w stanie wysłuchać do końca dowolną piosenkę zespołu Enej, może być pewny, że go nie zainfekuję. Taki ktoś i beze mnie ma w życiu wystarczająco dużo problemów"
08.05.2020 (13:17 czasu moskiewskiego)
Korespondencja zaoczna z Rosji
piątek, 8 maja 2020
wtorek, 28 kwietnia 2020
radzieccy uczeni i wynalazcy (odcinek 1.)
Wasyl Aleksiejewicz GRILOW (1965 - ...)
Urodził się na terenach obecnej Gruzji, wówczas zajmowanych przez Związek Radziecki. Był nieślubnym dzieckiem bogatego plantatora herbaty z okolic Batumi, który wdał się w przelotny romans z wokalistką przebywającego akurat na tournee w Rosji polskiego zespołu Alichłopki.
Młody Wasyl, wbrew tradycjom rodzinnym (gdzie każdy z dziada pradziada uprawiał herbatę), postanowił zostać wybitnym szefem kuchni. Zaraz po ukończeniu szkoły powszechnej wyjechał na praktyki do restauracji słynnego chefa Adalberta Amarowa w Soczi. Nocami obierał ziemniaki i kroił rzodkiewkę wierząc, że ciężką pracą osiągnie to samo, co jego mistrz i zostanie wybitnym kucharzem. Praktyka była darmowa, dlatego aby zdobyć środki na utrzymanie, Wasyl zatrudnił się też w warsztacie samochodowym.
Pewnego upalnego popołudnia rozebrał na części starego Moskwicza 408, a na jego kratce od chłodnicy ułożył kiełbasę, którą przyniósł sobie na obiad. Jednak zmęczony, po nieprzespanej nocy (gdy chef Amarow kazał mu przyrządzić przegrzebki ze ślimaka brzuchonogiego), położył się i zdrzemnął. Gdy się obudził, słońce już zaszło za horyzont, a zdumiony Wasyl zauważył, że kiełbasa na kratce od chłodnicy została idealnie wysmażona. Przez kolejne miesiące w tajemnicy doskonalił swoje odkrycie. Wiele lat później Wasyl Grilow spełnił swoje marzenie i został szefem kuchni w petersburskiej restauracji "Bielija Nocz". Jednak do historii przeszedł za sprawą swojego największego wynalazku, który po dziś dzień nosi jego nazwisko. KIEŁBASA GRILOWA.
Urodził się na terenach obecnej Gruzji, wówczas zajmowanych przez Związek Radziecki. Był nieślubnym dzieckiem bogatego plantatora herbaty z okolic Batumi, który wdał się w przelotny romans z wokalistką przebywającego akurat na tournee w Rosji polskiego zespołu Alichłopki.
Młody Wasyl, wbrew tradycjom rodzinnym (gdzie każdy z dziada pradziada uprawiał herbatę), postanowił zostać wybitnym szefem kuchni. Zaraz po ukończeniu szkoły powszechnej wyjechał na praktyki do restauracji słynnego chefa Adalberta Amarowa w Soczi. Nocami obierał ziemniaki i kroił rzodkiewkę wierząc, że ciężką pracą osiągnie to samo, co jego mistrz i zostanie wybitnym kucharzem. Praktyka była darmowa, dlatego aby zdobyć środki na utrzymanie, Wasyl zatrudnił się też w warsztacie samochodowym.
Pewnego upalnego popołudnia rozebrał na części starego Moskwicza 408, a na jego kratce od chłodnicy ułożył kiełbasę, którą przyniósł sobie na obiad. Jednak zmęczony, po nieprzespanej nocy (gdy chef Amarow kazał mu przyrządzić przegrzebki ze ślimaka brzuchonogiego), położył się i zdrzemnął. Gdy się obudził, słońce już zaszło za horyzont, a zdumiony Wasyl zauważył, że kiełbasa na kratce od chłodnicy została idealnie wysmażona. Przez kolejne miesiące w tajemnicy doskonalił swoje odkrycie. Wiele lat później Wasyl Grilow spełnił swoje marzenie i został szefem kuchni w petersburskiej restauracji "Bielija Nocz". Jednak do historii przeszedł za sprawą swojego największego wynalazku, który po dziś dzień nosi jego nazwisko. KIEŁBASA GRILOWA.
sobota, 7 marca 2020
królewski wirus
Koronawirus paraliżuje świat. Choroba atakuje kolejne państwa. Już nie tylko Chiny, Włochy i Korea Południowa, ale także Niemcy, Skandynawia i Stany Zjednoczone. Panika, liczne kwarantanny, odwołane imprezy masowe, milionowe straty przedsiębiorców. "Zieloną wyspą" na mapie zakażeń koronawirusem wydaje się Rosja. Jak to możliwe, że w tak wielkim kraju, zajmującym dwa kontynenty i graniczącym z Chinami, gdzie pojawił się wirus, wciąż obserwuje się jedynie pojedyncze przypadki zachorowań, zupełnie nieproporcjonalne do nieporównywalnie mniejszych Włoch. Czy chodzi o niewielką gęstość zaludnienia i ogromne przestrzenie pomiędzy miastami? A może jest jakiś inny powód? Postanowiłem to sprawdzić.
I zaledwie następnego dnia po powzięciu tego postanowienia okazało się, że nie jest to przypadek. Tego dnia po raz drugi w trakcie mojego pobytu w Rosji dostałem cynk od zaprzyjaźnionego dziennikarza koncernu medialnego Axel Springer Spaniel. Dostałem od niego również potas, hel oraz beryl, niemniej jednak najważniejszy był ten cynk. Dzięki niemu dowiedziałem się, że na Kremlu odbyła się dwa tygodnie temu supertajna narada w związku z epidemią koronawirusa. Nie tylko nie wpuszczono na nią dziennikarzy, ale nawet nie poinformowano ich o niej. Wspomniany reporter Axel Springer Spaniela dowiedział się o niej nieformalnymi kanałami. Od tego czasu jednak kanały te zostały zalane nieczystościami i szlamem, dlatego pozostało mi jedynie przekupić jakiegoś wysokiego urzędnika rosyjskiego Ministerstwa Zdrowia i Choroby. Okazało się to nadzwyczaj prostym zadaniem. Wystarczyły dwa litry wódki Stolicznaja, cztery litry grzanej whisky z lodem oraz długopis z naniesionym planem moskiewskiego metra w skali 1:1. W ten sposób uzyskałem kontakt do podsekretarza stanu w Ministerstwie.
Na spotkanie ze mną umówił się w motelu na obrzeżach Moskwy, wynajmującym pokoje na sekundy. Ubrany był w kombinezon ochronny oraz w maseczkę przeciwwirusową, jednak nie z obawy przed zarażeniem się, ale przed zdemaskowaniem. A potem opowiedział mi takie rewelacje, od których ścina się białko i wiesza się żółtko...
Owa supertajna narada na Kremlu, o której wspominał dziennikarz Springer Spaniela, miała charakter najwyższej wagi państwowej. Zorganizował ją osobiście Minister Do Spraw Sytuacji Nadzwyczajnych - Kirył Kryzysow, wraz z gronem najbardziej zaufanych współpracowników, znanych jako Brygada Kryzysowa. W naradzie uczestniczyło kilkudziesięciu lekarzy, naukowców i polityków, a przewodniczył sam Władimir Władimirowicz - Prezydent Federacji Rosyjskiej. On też jako pierwszy zabrał głos, stwierdzając, że w Rosji jako kraju ucieleśniającym idee przymierza robotniczo-chłopskiego wszystko, co jest związane z koroną od ponad stu lat nie ma racji bytu, i tak też powinno pozostać w przypadku koronawirusa.
Niemniej jednak dostrzeżono, że zagrożenie przekracza możliwości Ministerstwa Do Spraw Sytuacji Nadzwyczajnych. Dlatego reaktywowana została Rosyjska Ogólnokrajowa Komisja Specjalna Anihilująca Niebezpieczne Alergeny (w skrócie: ROKSANA). Na jej czele ponownie stanęła dyplomowana pielęgniarka - siostra Kara Mazow. Kirył Kryzysow zapewnił również, że sytuacja jest pod kontrolą, a Rosjanie są bezpieczni, gdyż medycyna rosyjska stoi na najwyższym światowym poziomie. I natychmiast wdrożono odpowiednie zalecenia, aby cała Rosja stała się "strefą wolną od COVID-19".
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już tydzień po tej naradzie, ROKSANA zgłosiła Prezydentowi, że jako pierwsza na świecie wyprodukowała szczepionkę przeciw koronawirusowi. Za ten medyczny sukces odpowiadają dwaj wybitni rosyjscy naukowcy: doktor Grigorij Domow z prywatnej kliniki w Plejnsborowie pod Moskwą, oraz doktor Dawid Piaskoburzow z biochemicznego laboratorium RusBAC. To nie jest zresztą pierwsze takie osiągnięcie i nie pierwsze pacaneum tego utalentowanego duetu. Domow i Piaskoburzow wynaleźli wcześniej antidota między innymi na takie choroby jak: gorączka zachodniego Jeniseju, ospa wieczna, ćwierćpasiec, wirusowe zapalenie wątroby typu G, zapalenie mózgu St.Petersburg, sołdatoza (choroba sołdatów), gorączka krwotoczna krymsko-kongijska, juma (czyt. "dżuma"), pierzaste zapalenie mózgu i cholera wie co jeszcze...
Chociaż faktycznie, szczepionka na koronawirusa była najtrudniejszym z dotychczas postawionych przed nimi zadań. Problemy pojawiły się już na etapie pozyskania wirusa do dalszych prac. Tu na szczęście nieoceniona okazała się pomoc jednej z Drużyn Bakteriobójczych (w skrócie DrużBa) - czyli ekip wolontariuszy-ochotników, które od czasu ostatniej epidemii odry przeczesują kraj w poszukiwaniu niebezpiecznych drobnoustrojów. I właśnie jedna z DrużB, pod dowództwem dzielnego myśliwego Iwana Forresta Ardanowa, w rekordowo szybkim czasie odnalazła koronawirus ukrywający się w leśnej gęstwinie pod Semipałatyńskiem. Najpierw przy użyciu specjalnej siateczki na kiju (dostarczonej Drużynom przez Rosyjskie Stowarzyszenie Lacrosse'a) zagarnięto wirus, zagrzebany w runie leśnym, wciśnięty pomiędzy drewno i łyko. Następnie, przy użyciu tablicy biało-czarnej (dostarczonej Drużynom przez ROKSANĘ) , komisyjnie stwierdzono zgodność napotkanego wirusa z wirusem wzorcowym. Wreszcie, po stwierdzeniu zgodności, wirus został ogłuszony uderzeniem w głowę specjalną pałką (dostarczoną Drużynom przez Stowarzyszenie Honorowych Kibiców Klubu Lokomotiw Moskwa) i w warunkach sterylnych, trzecią klasą Kolei Transsyberyjskiej, przetransportowany do laboratorium RusBAC.
Tam do działania przystąpili dr Domow i dr Piaskoburzow. Najpierw pozbawili wirusa zjadliwości i zdolności kombinacji, rekombinacji oraz mutacji i permutacji. Posypując wirusa kapsaicyną doprowadzili do rozpadu kapsydu wirusa. Następnie przez nos wyizolowali z niego jądro atomowe i atom jądrowy. Potem zaczęto namnażać wirusa w zarodkach jaj kaczych klasy wagowej M. W międzyczasie otwarto systemy banków komórkowych, z których pozyskano linię komórek pierwotnych z wątroby koczkodanów nadobnych. Późnej pozostało już tylko przeprowadzenie inaktywacji propionolaktonem przy użyciu ultrawirowania gradientowego w ciągłym procesie przepływowym, a następnie oczyszczanie, zatężanie i liofilizowanie, aby szczepy atenuowane nie rewertowały do eksprymowanych determinantów antygenowych. Gotowy produkt można było wtedy połączyć z pozostałymi składnikami i tu zaczęły się schody.
Receptura zakładała, że skuteczna szczepionka będzie się składać z inaktywowanego wirusa, wody królewskiej oraz alkoholu. Kluczem było odnalezienie właściwych proporcji połączenia tych trzech składników. Jako królika doświadczalnego wykorzystano mieszkańca podmoskiewskiego Domodiedowa - Iwana Muminina, człowieka który z niejednej gorzelni okowitę pił. Ów ochotnik dobrowolnie przyjmował produkty reakcji chemicznych wymieszanych w różnych proporcjach, a naukowcy obserwowali rezultaty. Niezbędne było wykonanie 38 prób zanim uzyskano idealną szczepionkę na koronawirusa. W ten sposób, oprócz koronawirusa, Iwan Muminin uodpornił się również na SARS, MERS, TORS, WARS, PERS, MORS, PIRS oraz szesnaście innych wirusów, w tym dziewięć nieznanych jeszcze nauce.
Kolejnym krokiem było podanie gotowej szczepionki mieszkańcom Rosji. Ponieważ jest ona w postaci płynnej (podobnie jak szczepionka na chorobę Meinego-Hedina) i nie wymaga wstrzykiwania do krwiobiegu, zadanie okazało się proste. Szczepionkę rozcieńczono w trzech najpopularniejszych rosyjskich wódkach i w ten sposób, w ciągu zaledwie trzech dni, zaszczepiono całą populację Rosji, włącznie z kobietami, dziećmi i zwierzętami domowymi. Niektórzy z obywateli przyjęli szczepionkę w takim stężeniu, że uodpornione na koronawirusa będą jeszcze ich praprawnuki wraz z pokrewieństwem do szesnastego stopnia.
Zanim jednak szczepionka zacznie działać, ROKSANA podjęła szereg innych działań zapobiegawczych i prewencyjnych.
- Zamknięto granice lądowe, morskie, powietrzne i podziemne z krajami ościennymi.
- Odwołano imprezy masowe, na których spodziewano się powyżej 617 285 ludzi.
- Otwarto radzieckie magazyny wojskowe z czasów "zimnej wojny" i wyciągnięto stamtąd maski przeciwgazowe typu IP-5 wraz z pochłaniaczami, które służyć będą jako substytut maseczek przeciwwirusowych, których deficyt obserwuje się ostatnio nawet w rozwiniętych krajach cywilizacji zachodniej. Od poniedziałku w takich maskach będą mieć obowiązek przychodzić do pracy wszyscy urzędnicy administracji państwowej, oraz firm prywatnych zatrudniających więcej niż trzy osoby.
- Na otwartych wodach uziemiono pancernik "Potiomkin", który miał zamiar wpłynąć do portu w St. Petersburgu, gdyż na jego pokładzie znajdował się marynarz, który miał w zębie koronę i to wzbudziło podejrzenia załogi co do jego stanu zdrowia.
- Wreszcie, opracowano szczegółową instrukcję mycia rąk, gdyż to działanie w największym stopniu zapobiega przenoszeniu się wirusa z człowieka na człowieka.
Instrukcję napisała osobiście siostra Kara Mazow, która posiada specjalizację z antyseptyki i proseptyki.
1. Przede wszystkim należy pamiętać, że ręce myjemy przez mniej więcej taki okres czasu, jaki jest wymagany do przeczytania trzech rozdziałów "Zbrodni i Kary" Dostojewskiego.
2. Przystępując do mycia rąk trzeba je przede wszystkim spłukać ciepłą wodą w ilości 6 litrów na każdy centymetr kwadratowy naskórka nabłonkowego. Rekomendowane przez ROKSANĘ mydło to mydło "Piłat", produkcji palestyńskiej, na licencji rzymskiej. Można również wykorzystać rafinowany roztwór oleju z myszy, znany pod nazwą handlową "MausOleum"
3. Następnie należy pobrać tyle mydła, aby pokryć całą powierzchnię obu dłoni, korzystając ze wzoru: 2 centymetry sześcienne na każde 1,5 centymetra kwadratowego naskórka, podzielone przez pierwiastek ze średnicy środka dłoni pomniejszonej o kąt zakrzywienia linii papilarnych wyrażony w radianach.
4. Preparat powinien znajdować się w dozowniku na mydło w płynie lub pianie z pompką, wykonane ze stali damasceńskiej o granicy plastyczności minimum 345 N/mm2 oraz współczynniku sprężystości pomiędzy 200 a 220 GPa, gdyż tradycyjne, ciągle wilgotne mydło w kostce stanowi doskonałe miejsce na rozwój wirusów.
5. Mając już rozprowadzony preparat, należy pocierać dłonie jedna o drugą, wykonując okrężne ruchy. Następnie prawą dłoń powinno się pocierać grzbietem lewej dłoni i odwrotnie. Następnie należy namydlić wierzch lewej dłoni, kciukiem oraz palcem serdecznym dłoni prawej, a później środkowy odcinek palca wskazującego dłoni prawej należy namydlić zewnętrzną stroną palca pierścionkowego dłoni lewej.
6. Kolejny punkt dotyczy kciuków, które zazwyczaj są pomijane, a wystarczy jedynie objąć dłonią kciuk przeciwnej ręki i obracać ją wokół palca, pocierając dokładnie naskórek, aż do wyraźnego wyczucia znajdujących się pod spodem kości.
7. Kolejny, siódmy etap jest dość przyjemny i stanowi końcowy, masujący punkt wcierania mydła w dłonie. Ruchem obrotowym należy bowiem pocierać do przodu i do tyłu opuszki palców osoby płci przeciwnej, myjącej ręce przy sąsiedniej umywalce. Jeśli mamy nadal trochę czasu, można zacząć pocierać mydłem do przodu i do tyłu inne części ciała wzmiankowanej osoby.
8. Wycieramy dłonie ręcznikiem papierowym o stopniu pochłaniania wilgoci co najmniej 11,7 centymetra sześciennego pary wodnej na milimetr kwadratowy ręcznika, chyba że ręcznik jest trójwarstwowy, wtedy wystarczy 8,4 centymetra sześciennego. Rekomendowane przez ROKSANĘ są ręczniki marki "Lisica Tornado".
9. Zużyte ręczniki papierowe wyrzucamy do pojemnika w kolorze kości słoniowej, z charakterystycznym symbolem i napisem "BIOHAZARD", skąd zostaną one zabrane przez wyspecjalizowane służby i zutylizowane na poligonie atomowym pod Archangielskiem.
ROKSANA wyraża przekonanie, że ścisłe stosowanie się do podanych wytycznych, pozwoli w prosty sposób uchronić się przed zachorowaniem tak na COVID-19, jak i inne popularne o tej porze roku choroby wirusowe.
Wracając z tajnego spotkania z podsekretarzem stanu w Ministerstwie Zdrowia i Choroby, na przystanku trolejbusowym natknąłem się na znajomą postać.
- Ach, to przecież pan Pablo Koalio de Zołza - zdziwiłem się na jego widok
- Witaj, mój drogi przyjacielu! - krzyknął pisarz na mój widok, po czym kichnął siarczyście, przetarł nos dłonią, a następnie wytarł ją o poręcz pojazdu, do którego właśnie wsiedliśmy
- Czy mistrz nie obawia się koronawirusa? - zapytałem ostrożnie
- Bynajmniej, mój przyjacielu z Polski, bynajmniej! - odrzekł zdecydowanie - Widzisz, żaden bojownik światła nie może obawiać się przyziemnych ograniczeń zdrowotnych. Albowiem kto jest zarażony ten jest chory. Ale światło wewnętrzne wciąż w nim się tli, a ma ono moc potężną, moc tłamszenia wirusów, których pochodzenie jest ziemskie, a siła słaba. Jedna jest bowiem tylko moc, która dorównuje mocy światła. A jest to moc miłości. I to jest moje przesłanie na te trudne czasy dla świata: miłość, mój przyjacielu, miłość w czasach zarazy.
07.03.2020 (14:13 czasu moskiewskiego)
I zaledwie następnego dnia po powzięciu tego postanowienia okazało się, że nie jest to przypadek. Tego dnia po raz drugi w trakcie mojego pobytu w Rosji dostałem cynk od zaprzyjaźnionego dziennikarza koncernu medialnego Axel Springer Spaniel. Dostałem od niego również potas, hel oraz beryl, niemniej jednak najważniejszy był ten cynk. Dzięki niemu dowiedziałem się, że na Kremlu odbyła się dwa tygodnie temu supertajna narada w związku z epidemią koronawirusa. Nie tylko nie wpuszczono na nią dziennikarzy, ale nawet nie poinformowano ich o niej. Wspomniany reporter Axel Springer Spaniela dowiedział się o niej nieformalnymi kanałami. Od tego czasu jednak kanały te zostały zalane nieczystościami i szlamem, dlatego pozostało mi jedynie przekupić jakiegoś wysokiego urzędnika rosyjskiego Ministerstwa Zdrowia i Choroby. Okazało się to nadzwyczaj prostym zadaniem. Wystarczyły dwa litry wódki Stolicznaja, cztery litry grzanej whisky z lodem oraz długopis z naniesionym planem moskiewskiego metra w skali 1:1. W ten sposób uzyskałem kontakt do podsekretarza stanu w Ministerstwie.
Na spotkanie ze mną umówił się w motelu na obrzeżach Moskwy, wynajmującym pokoje na sekundy. Ubrany był w kombinezon ochronny oraz w maseczkę przeciwwirusową, jednak nie z obawy przed zarażeniem się, ale przed zdemaskowaniem. A potem opowiedział mi takie rewelacje, od których ścina się białko i wiesza się żółtko...
Owa supertajna narada na Kremlu, o której wspominał dziennikarz Springer Spaniela, miała charakter najwyższej wagi państwowej. Zorganizował ją osobiście Minister Do Spraw Sytuacji Nadzwyczajnych - Kirył Kryzysow, wraz z gronem najbardziej zaufanych współpracowników, znanych jako Brygada Kryzysowa. W naradzie uczestniczyło kilkudziesięciu lekarzy, naukowców i polityków, a przewodniczył sam Władimir Władimirowicz - Prezydent Federacji Rosyjskiej. On też jako pierwszy zabrał głos, stwierdzając, że w Rosji jako kraju ucieleśniającym idee przymierza robotniczo-chłopskiego wszystko, co jest związane z koroną od ponad stu lat nie ma racji bytu, i tak też powinno pozostać w przypadku koronawirusa.
Niemniej jednak dostrzeżono, że zagrożenie przekracza możliwości Ministerstwa Do Spraw Sytuacji Nadzwyczajnych. Dlatego reaktywowana została Rosyjska Ogólnokrajowa Komisja Specjalna Anihilująca Niebezpieczne Alergeny (w skrócie: ROKSANA). Na jej czele ponownie stanęła dyplomowana pielęgniarka - siostra Kara Mazow. Kirył Kryzysow zapewnił również, że sytuacja jest pod kontrolą, a Rosjanie są bezpieczni, gdyż medycyna rosyjska stoi na najwyższym światowym poziomie. I natychmiast wdrożono odpowiednie zalecenia, aby cała Rosja stała się "strefą wolną od COVID-19".
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już tydzień po tej naradzie, ROKSANA zgłosiła Prezydentowi, że jako pierwsza na świecie wyprodukowała szczepionkę przeciw koronawirusowi. Za ten medyczny sukces odpowiadają dwaj wybitni rosyjscy naukowcy: doktor Grigorij Domow z prywatnej kliniki w Plejnsborowie pod Moskwą, oraz doktor Dawid Piaskoburzow z biochemicznego laboratorium RusBAC. To nie jest zresztą pierwsze takie osiągnięcie i nie pierwsze pacaneum tego utalentowanego duetu. Domow i Piaskoburzow wynaleźli wcześniej antidota między innymi na takie choroby jak: gorączka zachodniego Jeniseju, ospa wieczna, ćwierćpasiec, wirusowe zapalenie wątroby typu G, zapalenie mózgu St.Petersburg, sołdatoza (choroba sołdatów), gorączka krwotoczna krymsko-kongijska, juma (czyt. "dżuma"), pierzaste zapalenie mózgu i cholera wie co jeszcze...
Chociaż faktycznie, szczepionka na koronawirusa była najtrudniejszym z dotychczas postawionych przed nimi zadań. Problemy pojawiły się już na etapie pozyskania wirusa do dalszych prac. Tu na szczęście nieoceniona okazała się pomoc jednej z Drużyn Bakteriobójczych (w skrócie DrużBa) - czyli ekip wolontariuszy-ochotników, które od czasu ostatniej epidemii odry przeczesują kraj w poszukiwaniu niebezpiecznych drobnoustrojów. I właśnie jedna z DrużB, pod dowództwem dzielnego myśliwego Iwana Forresta Ardanowa, w rekordowo szybkim czasie odnalazła koronawirus ukrywający się w leśnej gęstwinie pod Semipałatyńskiem. Najpierw przy użyciu specjalnej siateczki na kiju (dostarczonej Drużynom przez Rosyjskie Stowarzyszenie Lacrosse'a) zagarnięto wirus, zagrzebany w runie leśnym, wciśnięty pomiędzy drewno i łyko. Następnie, przy użyciu tablicy biało-czarnej (dostarczonej Drużynom przez ROKSANĘ) , komisyjnie stwierdzono zgodność napotkanego wirusa z wirusem wzorcowym. Wreszcie, po stwierdzeniu zgodności, wirus został ogłuszony uderzeniem w głowę specjalną pałką (dostarczoną Drużynom przez Stowarzyszenie Honorowych Kibiców Klubu Lokomotiw Moskwa) i w warunkach sterylnych, trzecią klasą Kolei Transsyberyjskiej, przetransportowany do laboratorium RusBAC.
Tam do działania przystąpili dr Domow i dr Piaskoburzow. Najpierw pozbawili wirusa zjadliwości i zdolności kombinacji, rekombinacji oraz mutacji i permutacji. Posypując wirusa kapsaicyną doprowadzili do rozpadu kapsydu wirusa. Następnie przez nos wyizolowali z niego jądro atomowe i atom jądrowy. Potem zaczęto namnażać wirusa w zarodkach jaj kaczych klasy wagowej M. W międzyczasie otwarto systemy banków komórkowych, z których pozyskano linię komórek pierwotnych z wątroby koczkodanów nadobnych. Późnej pozostało już tylko przeprowadzenie inaktywacji propionolaktonem przy użyciu ultrawirowania gradientowego w ciągłym procesie przepływowym, a następnie oczyszczanie, zatężanie i liofilizowanie, aby szczepy atenuowane nie rewertowały do eksprymowanych determinantów antygenowych. Gotowy produkt można było wtedy połączyć z pozostałymi składnikami i tu zaczęły się schody.
Receptura zakładała, że skuteczna szczepionka będzie się składać z inaktywowanego wirusa, wody królewskiej oraz alkoholu. Kluczem było odnalezienie właściwych proporcji połączenia tych trzech składników. Jako królika doświadczalnego wykorzystano mieszkańca podmoskiewskiego Domodiedowa - Iwana Muminina, człowieka który z niejednej gorzelni okowitę pił. Ów ochotnik dobrowolnie przyjmował produkty reakcji chemicznych wymieszanych w różnych proporcjach, a naukowcy obserwowali rezultaty. Niezbędne było wykonanie 38 prób zanim uzyskano idealną szczepionkę na koronawirusa. W ten sposób, oprócz koronawirusa, Iwan Muminin uodpornił się również na SARS, MERS, TORS, WARS, PERS, MORS, PIRS oraz szesnaście innych wirusów, w tym dziewięć nieznanych jeszcze nauce.
Kolejnym krokiem było podanie gotowej szczepionki mieszkańcom Rosji. Ponieważ jest ona w postaci płynnej (podobnie jak szczepionka na chorobę Meinego-Hedina) i nie wymaga wstrzykiwania do krwiobiegu, zadanie okazało się proste. Szczepionkę rozcieńczono w trzech najpopularniejszych rosyjskich wódkach i w ten sposób, w ciągu zaledwie trzech dni, zaszczepiono całą populację Rosji, włącznie z kobietami, dziećmi i zwierzętami domowymi. Niektórzy z obywateli przyjęli szczepionkę w takim stężeniu, że uodpornione na koronawirusa będą jeszcze ich praprawnuki wraz z pokrewieństwem do szesnastego stopnia.
Zanim jednak szczepionka zacznie działać, ROKSANA podjęła szereg innych działań zapobiegawczych i prewencyjnych.
- Zamknięto granice lądowe, morskie, powietrzne i podziemne z krajami ościennymi.
- Odwołano imprezy masowe, na których spodziewano się powyżej 617 285 ludzi.
- Otwarto radzieckie magazyny wojskowe z czasów "zimnej wojny" i wyciągnięto stamtąd maski przeciwgazowe typu IP-5 wraz z pochłaniaczami, które służyć będą jako substytut maseczek przeciwwirusowych, których deficyt obserwuje się ostatnio nawet w rozwiniętych krajach cywilizacji zachodniej. Od poniedziałku w takich maskach będą mieć obowiązek przychodzić do pracy wszyscy urzędnicy administracji państwowej, oraz firm prywatnych zatrudniających więcej niż trzy osoby.
- Na otwartych wodach uziemiono pancernik "Potiomkin", który miał zamiar wpłynąć do portu w St. Petersburgu, gdyż na jego pokładzie znajdował się marynarz, który miał w zębie koronę i to wzbudziło podejrzenia załogi co do jego stanu zdrowia.
- Wreszcie, opracowano szczegółową instrukcję mycia rąk, gdyż to działanie w największym stopniu zapobiega przenoszeniu się wirusa z człowieka na człowieka.
Instrukcję napisała osobiście siostra Kara Mazow, która posiada specjalizację z antyseptyki i proseptyki.
1. Przede wszystkim należy pamiętać, że ręce myjemy przez mniej więcej taki okres czasu, jaki jest wymagany do przeczytania trzech rozdziałów "Zbrodni i Kary" Dostojewskiego.
2. Przystępując do mycia rąk trzeba je przede wszystkim spłukać ciepłą wodą w ilości 6 litrów na każdy centymetr kwadratowy naskórka nabłonkowego. Rekomendowane przez ROKSANĘ mydło to mydło "Piłat", produkcji palestyńskiej, na licencji rzymskiej. Można również wykorzystać rafinowany roztwór oleju z myszy, znany pod nazwą handlową "MausOleum"
3. Następnie należy pobrać tyle mydła, aby pokryć całą powierzchnię obu dłoni, korzystając ze wzoru: 2 centymetry sześcienne na każde 1,5 centymetra kwadratowego naskórka, podzielone przez pierwiastek ze średnicy środka dłoni pomniejszonej o kąt zakrzywienia linii papilarnych wyrażony w radianach.
4. Preparat powinien znajdować się w dozowniku na mydło w płynie lub pianie z pompką, wykonane ze stali damasceńskiej o granicy plastyczności minimum 345 N/mm2 oraz współczynniku sprężystości pomiędzy 200 a 220 GPa, gdyż tradycyjne, ciągle wilgotne mydło w kostce stanowi doskonałe miejsce na rozwój wirusów.
5. Mając już rozprowadzony preparat, należy pocierać dłonie jedna o drugą, wykonując okrężne ruchy. Następnie prawą dłoń powinno się pocierać grzbietem lewej dłoni i odwrotnie. Następnie należy namydlić wierzch lewej dłoni, kciukiem oraz palcem serdecznym dłoni prawej, a później środkowy odcinek palca wskazującego dłoni prawej należy namydlić zewnętrzną stroną palca pierścionkowego dłoni lewej.
6. Kolejny punkt dotyczy kciuków, które zazwyczaj są pomijane, a wystarczy jedynie objąć dłonią kciuk przeciwnej ręki i obracać ją wokół palca, pocierając dokładnie naskórek, aż do wyraźnego wyczucia znajdujących się pod spodem kości.
7. Kolejny, siódmy etap jest dość przyjemny i stanowi końcowy, masujący punkt wcierania mydła w dłonie. Ruchem obrotowym należy bowiem pocierać do przodu i do tyłu opuszki palców osoby płci przeciwnej, myjącej ręce przy sąsiedniej umywalce. Jeśli mamy nadal trochę czasu, można zacząć pocierać mydłem do przodu i do tyłu inne części ciała wzmiankowanej osoby.
8. Wycieramy dłonie ręcznikiem papierowym o stopniu pochłaniania wilgoci co najmniej 11,7 centymetra sześciennego pary wodnej na milimetr kwadratowy ręcznika, chyba że ręcznik jest trójwarstwowy, wtedy wystarczy 8,4 centymetra sześciennego. Rekomendowane przez ROKSANĘ są ręczniki marki "Lisica Tornado".
9. Zużyte ręczniki papierowe wyrzucamy do pojemnika w kolorze kości słoniowej, z charakterystycznym symbolem i napisem "BIOHAZARD", skąd zostaną one zabrane przez wyspecjalizowane służby i zutylizowane na poligonie atomowym pod Archangielskiem.
ROKSANA wyraża przekonanie, że ścisłe stosowanie się do podanych wytycznych, pozwoli w prosty sposób uchronić się przed zachorowaniem tak na COVID-19, jak i inne popularne o tej porze roku choroby wirusowe.
Wracając z tajnego spotkania z podsekretarzem stanu w Ministerstwie Zdrowia i Choroby, na przystanku trolejbusowym natknąłem się na znajomą postać.
- Ach, to przecież pan Pablo Koalio de Zołza - zdziwiłem się na jego widok
- Witaj, mój drogi przyjacielu! - krzyknął pisarz na mój widok, po czym kichnął siarczyście, przetarł nos dłonią, a następnie wytarł ją o poręcz pojazdu, do którego właśnie wsiedliśmy
- Czy mistrz nie obawia się koronawirusa? - zapytałem ostrożnie
- Bynajmniej, mój przyjacielu z Polski, bynajmniej! - odrzekł zdecydowanie - Widzisz, żaden bojownik światła nie może obawiać się przyziemnych ograniczeń zdrowotnych. Albowiem kto jest zarażony ten jest chory. Ale światło wewnętrzne wciąż w nim się tli, a ma ono moc potężną, moc tłamszenia wirusów, których pochodzenie jest ziemskie, a siła słaba. Jedna jest bowiem tylko moc, która dorównuje mocy światła. A jest to moc miłości. I to jest moje przesłanie na te trudne czasy dla świata: miłość, mój przyjacielu, miłość w czasach zarazy.
07.03.2020 (14:13 czasu moskiewskiego)
piątek, 22 listopada 2019
ekologiczne mocarstwo
Ekologia, ochrona środowiska, zagrożenia związane ze zmianami klimatu - to zagadnienia, o których w ostatnich miesiącach jest szczególnie głośno. I nie bez powodu. Niespotykana powódź w Wenecji, katastrofalne pożary w Australii, najbardziej upalne lato w historii... - wszystko to sprawia, że o kwestiach klimatycznych zaczęło się mówić na najwyższych szczeblach i w kręgach kluczowych decydentów.
Rosja nie słynęła dotąd ze szczególnej wrażliwości na sprawy związane z ochroną naturalnych zasobów naszej planety. Wręcz przeciwnie - w powszechnej opinii jest to mocarstwo, które nie szanuje nie tylko swoich obywateli, ale również przyrody. Eksploruje bez opamiętania surowce naturalne, traktując je jak element polityki i wpływu na inne kraje, a rozbuchany przemysł ciężki zatruwa powietrze, wodę i glebę. Wizerunku Rosji nie poprawiła również największa w ostatnich latach impreza sportowa w tym kraju - Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Soczi w 2014 roku. Pomimo faktu, że na ich organizację wydano rekordową kwotę 51 miliardów dolarów, nie zadbano przy tym o ochronę środowiska. Naruszono unikalny ekosystem, drogami przecięto ścieżki migracyjne niedźwiedzi, wycięto ogromne połacie unikalnego drzewostanu, przepłoszono ptactwo i ryby. Nie zapominajmy również, że wiele zwierząt zapadło w sen zimowy, a skumulowane w ostatniej chwili prace budowlane z pewnością nie ułatwiały im odpoczynku. Doszło nawet do głośnego (nomen omen) incydentu, gdy hałasy buldożerów obudziły pewnego świstaka. Wściekły, że przerwano mu sen, świstak (znany ze swoich talentów w zakresie meteorologii) w odwecie przepowiedział organizatorom igrzysk trzy tygodnie wiosny. Ale wtedy władca z Kremla przepowiedział świstakowi trzydzieści lat łagru i gryzoń musiał dać za wygraną.
W najbliższych latach Rosję czekają kolejne wielkie wydarzenia sportowe - Mistrzostwa Świata w siatkówce w 2022 roku, oraz Mistrzostwa Świata w hokeju na lodzie rok później. W obliczu tych wyzwań, rosyjscy decydenci postanowili zrobić wszystko, aby zmienić ten niekorzystny wizerunek Rosji, gdy chodzi o ochronę środowiska. W tym celu, 7.listopada w Moskwie powołano do życia Kongres Ochrony Środowiska, Czystości i Utrzymania Ładu (w skrócie: KOŚCIUŁ). Data została wybrana nieprzypadkowo, ponieważ dzień ten jest rocznicą wybuchu Rewolucji - jak sama nazwa wskazuje - Październikowej. Według planów założycieli Kongresu, od teraz data ta ma również kojarzyć się z nową inicjatywą i utrwalić w pamięci Rosjan także jako Rewolucja Ekologiczna. Nie jest również tajemnicą, że inni światowi przywódcy (tacy jak prezydent USA Ronald Tramp, prezydent Turcji Czerep Doberman, prezydent Chin Hui Singsing, prezydent Iranu Mohammed ibn el-Falafel, władca Korei Północnej Kim Dzong Dos, czy nawet prezydent Polski Andrzej Kobza) niespecjalnie przejmują się środowiskiem naturalnym, dlatego rosyjski przywódca chce na ich tle pozytywnie zapisać się w międzynarodowej świadomości.
Obsługę medialną Kongresu zapewniał, jak zwykle, koncern medialny Axel Springer Spaniel. Ponieważ jednak mam znajomości wśród jego pracowników, udało mi się bez trudu uzyskać akredytację. KOŚCIUŁ objął swoim honorowym patronatem sam prezydent Federacji - Władimir Władimirowicz, dlatego obrady odbywały się w najbardziej reprezentacyjnych salach Kremla. Już na samym początku przedstawiono przewodniczącego Kongresu, którym został słynny rosyjski fizyk atmosfery - profesor Oleksandr Nikołajewicz Ozonow. Naukowiec ten jest prawdziwym człowiekiem renesansu, bo oprócz tytułu naukowego z fizyki posiada również specjalizację z medycyny, a konkretnie - z ginekologii. I w tej właśnie dziedzinie dokonał on swojego największego odkrycia, znanego powszechnie jako Dziura Ozonowa.
Profesor Ozonow przedstawił osobiście Radę Programową Kongresu, w skład której weszli wybitni przedstawiciele walki o ochronę środowiska nie tylko z Rosji, ale z całego świata. Od wielości znanych nazwisk mogło się zakręcić w głowie, chociaż równie dobrze mógł to być efekt okowity obficie podawanej dziennikarzom przez kelnerki ubrane w stroje ze skrobi kukurydzianej. W skład wspomnianej Rady Programowej weszli między innymi: szwedzka nastolatka i aktywistka klimatyczna Kreta Bergthun, były wiceprezydent USA i bezkompromisowy ekolog Al Płonie, premier Japonii Shibainu Otoszuya, hollywoodzcy aktorzy Rafaello Di Karpio, Jane Honda i Harrison Opel, amerykańska gwiazda telewizji Opera Winter, modelka Dżoana Trupa i polski dziennikarz Szymon Bezhołowie.
Powołanie Kongresu odbiło się więc szerokim echem na całym świecie. Wiele podmiotów gospodarczych i osób fizycznych zapowiedziało, że wesprze KOŚCIUŁ na miarę swoich możliwości. I tak, na przykład słynni projektanci mody - bracia Giorgio i Emporio Armani przekazali na cele Kongresu okrągłą sumę miliona czterystu sześćdziesięciu ośmiu dolarów. Aktorzy Iwan McGregor oraz Żyd Prawo zapowiedzieli, że zrezygnują z honorarium za wystąpienie w spotach reklamowych Kongresu. Członkowie szwedzkiego zespołu muzycznego Sałaton reprezentującego nurt wege-metal nieodpłatnie zajmą się obsługą rozrywkową pikników ekologicznych organizowanych przez KOŚCIUŁ. Z kolei firma PENIS (czyli Petersburska Elita Nowoczesnych Inicjatyw Sieciowych) dostarczy niezbędne oprogramowanie informatyczne.
Nie ulega wątpliwości, że walka o ochronę środowiska wymaga ogromnych nakładów finansowych. W tym celu ustanowiono więc FETOR, czyli Fundusz Ekologiczny Terenów Oddanych Rosji. FETOR utrzymywać się będzie bardzo długo. Będzie się też utrzymywać z wpłat od darczyńców, a także z wpływów z wprowadzonej w życie opłaty ekologicznej, którą objęto rosyjskie społeczeństwo. Każdy dorosły obywatel Rosji będzie zobowiązany zapłacić na FETOR jednego rubla miesięcznie, a jeśli jest zameldowany przy ulicy, która w swej nazwie posiada przynajmniej jedną samogłoskę - wówczas dwa ruble.
Nie jest to oczywiście jedyna regulacja, którą wprowadził KOŚCIUŁ. Na forum Kongresu aż kipiało od innowacyjnych pomysłów. Ustalono przede wszystkim, że:
Otóż każdy dom jednorodzinny oraz każdy blok mieszkalny otrzyma 137 kolorowych pojemników na śmieci, do których będzie musiał wyrzucać odpady zgodnie z kluczem, którego fragment publikujemy:
- pojemnik błękitny - papier niezadrukowany
- pojemnik amarantowy - opakowania tekturowe
- pojemnik lazurowy - gazety codzienne
- pojemnik turkusowy - miesięczniki i kwartalniki
- pojemnik granatowy - papier samokopiujący i samowklejający
- pojemnik liliowy - wywrotowa literatura rosyjska z II połowy XIX wieku
- pojemnik srebrzysty - książki laureatów nagrody Nobla, Nike bądź Nagrody Sacharowa
- pojemnik łososiowy - zeszyty szkolne bez narysowanych penisów na ostatniej kartce
- pojemnik seledynowy - zeszyty szkolne z narysowanymi penisami na ostatniej kartce
- pojemnik śliwkowy - katalogi IKEA
- pojemnik szafranowy - zatłuszczony papier po maśle i margarynie
- pojemnik srebrny - opakowania po kosmetykach testowanych na bezkręgowcach
- pojemnik biały - nieaktualne banknoty, w których suma cyfr numeru seryjnego dzieli się przez 4
- pojemnik oliwkowy - ulotki agencji towarzyskich i korporacji taksówkarskich
- pojemnik rubinowy - kineskopy telewizorów marki Rubin
- pojemnik poziomkowy - szyby samochodów wyprodukowanych na terenie ZSRR przed rokiem 1983
- pojemnik zielony - opakowania po oleju silnikowym, smarach i mazucie
- pojemnik żółty - opakowania z metalu o zawartości mosiądzu poniżej 37%
- pojemnik czerwony - butelki po piwie o zawartości alkoholu powyżej 37%
- pojemnik pistacjowy - butelki po samogonie, którego spożycie wywołało niestrawność u minimum trzech osób
- pojemnik kanarkowy - opakowania po bułce Orkiszowa i bagietce Czosnkowa
- pojemnik wiśniowy - płyty CD zespołu Mikoś Jaskinia & Złe Ziarna
- pojemnik majtkowy - słoiki po ogórkach kiszonych leżakujących minimum trzy lata
- pojemnik smolisty - doniczki po roślinach owadożernych
- pojemnik czarny - resztki jedzenia zawierające mięso upolowane na wschód od Uralu
- pojemnik lila róż - pieluchy po dzieciach, których waga urodzeniowa nie przekraczała 3,81 kg
- pojemnik smolisty - niemetalowe części karabinu AK-47 Kałasznikow
- pojemnik limonkowy - pręty paliwowe do reaktorów atomowych
- pojemnik złocisty - torpedy superkawitacyjne do okrętów podwodnych o napędzie jądrowym
Pełna lista pojemników i właściwych im odpadów będzie dostarczona do każdego gospodarstwa domowego w Rosji w ciągu miesiąca od dnia ukonstytuowania się EPISKOPAT-u. Na szczęście nie cały ciężar wymogów nowoczesnej ochrony środowiska w Rosji będzie zrzucony na zwykłych obywateli. Do pracy zabrali się również naukowcy. Dowiedziałem się nieoficjalnymi kanałami, że dwaj pracownicy Moskiewskiego Instytutu Rolnictwa (MIR) - profesor Abraham Iwanowicz Masłow oraz docent Leonid Lodow wyhodowali innowacyjny gatunek ekologicznej sałaty.
- Wykorzystaliśmy zjawisko sprzężenia fosforylacji oksydacyjnej w celu złamania mechanizmu glukoneogenezy w łańcuchu transaminacji dekarboksylacyjnej - wyjaśnił mi przystępnie prof. Masłow - Dzięki temu krzywa izometrycznego dopasowania koenzymów oksydoreduktaz osiągnęła wydajność na poziomie substratu fosforylacji w cyklu Krebsa-Fischera.
- W ten sposób powstały dwa gatunki sałaty, wyposażone w układ przenoszący jabłaczanowo-asparaginowy, pirogronian mitochondrialny i ciała ketonowe nieswoiste - uzupełnił docent Lodow - Nasze gatunki sałaty, nazwane roboczo: sałata Masłowa i sałata Lodowa, nie tylko są zeroemisyjne w hodowli, ale posiadają też właściwości utleniające, wiążą dwutlenek węgla i przerabiają go na lipoproteiny, a według wstępnych badań mogą też odegrać niebagatelną rolę w terapii cukrzycy typu piątego i szóstego.
- Ale nie tylko takimi igraszkami zajmujemy się w naszym instytucie - dodał prof. Masłow - Ostatnio wynaleźliśmy również RuColę, czyli ekologiczny, rosyjski odpowiednik Coca-Coli o smaku sałaty, posiadający wszystkie pobudzające właściwości pierwowzoru oraz zdrowotne zalety roślin kapustnych.
Po wizycie w Moskiewskim Instytucie Rolnictwa postanowiłem jeszcze zebrać kilka komentarzy na temat ekologii od znanych osób, które nie są związane z projektem KOŚCIUŁ, a więc będą bardziej obiektywne w swoich wypowiedziach. Przypadkiem na Prospekcie Moskwicza natknąłem się na paru wartościowych rozmówców.
- Ochrona przyrody jest bardzo ważna. Dlatego moje rymy od teraz nie będą już czarne, ale zielone - przyrzekł znany raper Kanye East
- Ja od zawsze dbam o środowisko naturalne, zwłaszcza o powietrze - zastrzegł polski kierowca wyścigowy Rupert Haubica - W trakcie każdego wyścigu Formuły 1 bardzo oszczędnie używam pedału gazu, aby emitować jak najmniej spalin i zanieczyszczeń do atmosfery. Bywają nawet wyścigi, w których w ogóle nie używam tego właśnie pedału.
- A ja zawsze stosowałem doping wyłącznie pochodzenia naturalnego, czyli przetaczanie krwi - stwierdził amerykański kolarz Lance Awesome - Moi rywale stosowali środki syntetyczne, fiolki z plastiku, zanieczyszczające przyrodę, ale ja zawsze grałem fair.
- Ach, przyroda to najcenniejsze co mamy! - wykrzyknął słynny pisarz Pablo Koalio de Zołza - Promień słońca to odżywczy pokarm dla każdego Bojownika Światła. Z każdą kroplą deszczu spływa na nas niepowtarzalna mądrość całego Wszechświata, a w glebie grzebiemy wszystkie osiągnięcia naszego gatunku, które nasycają ją, a potem parują i ponownie spływają na nas w postaci kropel deszczu albo orzeźwiającej mgiełki. Taki jest ten wielki i niepowtarzalny cykl życia, przenikający każdy atom i każde jądro na naszej planecie. I każdy z nas stanie się kiedyś wiecznym i nieśmiertelnym elementem tego cyklu. A zatem każdy nasz ruch i każda nasza myśl dokłada jedną cegiełkę do tego nieskończonego cyklu. Starajmy się więc, aby były to cegły dobrej jakości, albowiem lepiej jest budować niż burzyć, a jak mawiają Magowie ze Wschodu - im lepszej jakości jest cegła, tym lepszej jakości będzie zbudowana z nich budowla. A ja doszedłem do jeszcze istotniejszego wniosku - że im gorszej jakości będzie cegła, tym gorszej jakości będzie budowla. Zatem kto chce budować nasz wspólny, niepowtarzalny cykl życia, niech go buduje. A kto nie chce - niech nie buduje. I kto chce oddychać powietrzem - niech go zaczerpnie. A kto nie chce oddychać - niech go nie zaczerpnie.
22.11.2019 (15:04 czasu moskiewskiego)
Rosja nie słynęła dotąd ze szczególnej wrażliwości na sprawy związane z ochroną naturalnych zasobów naszej planety. Wręcz przeciwnie - w powszechnej opinii jest to mocarstwo, które nie szanuje nie tylko swoich obywateli, ale również przyrody. Eksploruje bez opamiętania surowce naturalne, traktując je jak element polityki i wpływu na inne kraje, a rozbuchany przemysł ciężki zatruwa powietrze, wodę i glebę. Wizerunku Rosji nie poprawiła również największa w ostatnich latach impreza sportowa w tym kraju - Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Soczi w 2014 roku. Pomimo faktu, że na ich organizację wydano rekordową kwotę 51 miliardów dolarów, nie zadbano przy tym o ochronę środowiska. Naruszono unikalny ekosystem, drogami przecięto ścieżki migracyjne niedźwiedzi, wycięto ogromne połacie unikalnego drzewostanu, przepłoszono ptactwo i ryby. Nie zapominajmy również, że wiele zwierząt zapadło w sen zimowy, a skumulowane w ostatniej chwili prace budowlane z pewnością nie ułatwiały im odpoczynku. Doszło nawet do głośnego (nomen omen) incydentu, gdy hałasy buldożerów obudziły pewnego świstaka. Wściekły, że przerwano mu sen, świstak (znany ze swoich talentów w zakresie meteorologii) w odwecie przepowiedział organizatorom igrzysk trzy tygodnie wiosny. Ale wtedy władca z Kremla przepowiedział świstakowi trzydzieści lat łagru i gryzoń musiał dać za wygraną.
W najbliższych latach Rosję czekają kolejne wielkie wydarzenia sportowe - Mistrzostwa Świata w siatkówce w 2022 roku, oraz Mistrzostwa Świata w hokeju na lodzie rok później. W obliczu tych wyzwań, rosyjscy decydenci postanowili zrobić wszystko, aby zmienić ten niekorzystny wizerunek Rosji, gdy chodzi o ochronę środowiska. W tym celu, 7.listopada w Moskwie powołano do życia Kongres Ochrony Środowiska, Czystości i Utrzymania Ładu (w skrócie: KOŚCIUŁ). Data została wybrana nieprzypadkowo, ponieważ dzień ten jest rocznicą wybuchu Rewolucji - jak sama nazwa wskazuje - Październikowej. Według planów założycieli Kongresu, od teraz data ta ma również kojarzyć się z nową inicjatywą i utrwalić w pamięci Rosjan także jako Rewolucja Ekologiczna. Nie jest również tajemnicą, że inni światowi przywódcy (tacy jak prezydent USA Ronald Tramp, prezydent Turcji Czerep Doberman, prezydent Chin Hui Singsing, prezydent Iranu Mohammed ibn el-Falafel, władca Korei Północnej Kim Dzong Dos, czy nawet prezydent Polski Andrzej Kobza) niespecjalnie przejmują się środowiskiem naturalnym, dlatego rosyjski przywódca chce na ich tle pozytywnie zapisać się w międzynarodowej świadomości.
Obsługę medialną Kongresu zapewniał, jak zwykle, koncern medialny Axel Springer Spaniel. Ponieważ jednak mam znajomości wśród jego pracowników, udało mi się bez trudu uzyskać akredytację. KOŚCIUŁ objął swoim honorowym patronatem sam prezydent Federacji - Władimir Władimirowicz, dlatego obrady odbywały się w najbardziej reprezentacyjnych salach Kremla. Już na samym początku przedstawiono przewodniczącego Kongresu, którym został słynny rosyjski fizyk atmosfery - profesor Oleksandr Nikołajewicz Ozonow. Naukowiec ten jest prawdziwym człowiekiem renesansu, bo oprócz tytułu naukowego z fizyki posiada również specjalizację z medycyny, a konkretnie - z ginekologii. I w tej właśnie dziedzinie dokonał on swojego największego odkrycia, znanego powszechnie jako Dziura Ozonowa.
Profesor Ozonow przedstawił osobiście Radę Programową Kongresu, w skład której weszli wybitni przedstawiciele walki o ochronę środowiska nie tylko z Rosji, ale z całego świata. Od wielości znanych nazwisk mogło się zakręcić w głowie, chociaż równie dobrze mógł to być efekt okowity obficie podawanej dziennikarzom przez kelnerki ubrane w stroje ze skrobi kukurydzianej. W skład wspomnianej Rady Programowej weszli między innymi: szwedzka nastolatka i aktywistka klimatyczna Kreta Bergthun, były wiceprezydent USA i bezkompromisowy ekolog Al Płonie, premier Japonii Shibainu Otoszuya, hollywoodzcy aktorzy Rafaello Di Karpio, Jane Honda i Harrison Opel, amerykańska gwiazda telewizji Opera Winter, modelka Dżoana Trupa i polski dziennikarz Szymon Bezhołowie.
Powołanie Kongresu odbiło się więc szerokim echem na całym świecie. Wiele podmiotów gospodarczych i osób fizycznych zapowiedziało, że wesprze KOŚCIUŁ na miarę swoich możliwości. I tak, na przykład słynni projektanci mody - bracia Giorgio i Emporio Armani przekazali na cele Kongresu okrągłą sumę miliona czterystu sześćdziesięciu ośmiu dolarów. Aktorzy Iwan McGregor oraz Żyd Prawo zapowiedzieli, że zrezygnują z honorarium za wystąpienie w spotach reklamowych Kongresu. Członkowie szwedzkiego zespołu muzycznego Sałaton reprezentującego nurt wege-metal nieodpłatnie zajmą się obsługą rozrywkową pikników ekologicznych organizowanych przez KOŚCIUŁ. Z kolei firma PENIS (czyli Petersburska Elita Nowoczesnych Inicjatyw Sieciowych) dostarczy niezbędne oprogramowanie informatyczne.
Nie ulega wątpliwości, że walka o ochronę środowiska wymaga ogromnych nakładów finansowych. W tym celu ustanowiono więc FETOR, czyli Fundusz Ekologiczny Terenów Oddanych Rosji. FETOR utrzymywać się będzie bardzo długo. Będzie się też utrzymywać z wpłat od darczyńców, a także z wpływów z wprowadzonej w życie opłaty ekologicznej, którą objęto rosyjskie społeczeństwo. Każdy dorosły obywatel Rosji będzie zobowiązany zapłacić na FETOR jednego rubla miesięcznie, a jeśli jest zameldowany przy ulicy, która w swej nazwie posiada przynajmniej jedną samogłoskę - wówczas dwa ruble.
Nie jest to oczywiście jedyna regulacja, którą wprowadził KOŚCIUŁ. Na forum Kongresu aż kipiało od innowacyjnych pomysłów. Ustalono przede wszystkim, że:
- Wycinka drzew na prywatnych posesjach zostanie zakazana. Obywatel Rosji będzie mógł wyciąć drzewo jedynie wówczas, gdy ponad wszelką wątpliwość udowodni, że w jego zasadzeniu brał udział ktoś z Ukrainy.
- Elektrownie węglowe przekwalifikują się z węgla kamiennego na węgiel leczniczy, którego spalanie jest znacznie mniej uciążliwe dla środowiska, a jego jedynym mankamentem jest nieprzyjemny zapach.
- Na terenach zasiedlanych przez niedźwiedzie brunatne zostaną ustanowione plantacje ich naturalnego pokarmu - czosnku niedźwiedziego, które mają skłonić zwierzęta do niepodejmowania rozległych migracji zagrażających zarówno ludziom, jak i samym niedźwiedziom.
- Śmiecenie na ulicy będzie zagrożone karą łagru od lat pięciu do trzynastu. Wyjątkiem będą butelki po wódce o zawartości spirytusu powyżej 71%, które - jak do tej pory - można będzie wyrzucać gdzie popadnie.
- W celu przeciwdziałania marnowaniu żywności, sklepy i supermarkety będą miały obowiązek oddawać przeterminowaną żywność do zakładów karnych. Zostanie wprowadzona zmiana w Kodeksie Karnym, zgodnie z którą skazany będzie mógł zamienić karę pozbawienia wolności, na karę stołowania się przeterminowaną żywnością, przez okres proporcjonalny do długości wyroku. Kara będzie realizowana w systemie ambulatoryjnym, w specjalnych przywięziennych stołówkach pod roboczą nazwą McExpired. Wciąż dyskutowany jest pomysł, aby powiązać rodzaj przestępstwa z kategorią żywności. Zgodnie z tą koncepcją, kieszonkowcy otrzymywaliby przeterminowane słodycze, fałszerze banknotów - nabiał, a seryjni mordercy - przeterminowane mięso i ryby.
- Sieciowe sklepy samoobsługowe będą zobowiązane do wprowadzenia odpłatnych, biodegradowalnych siatek na zakupy w miejsce tradycyjnych foliówek. Nowe reklamówki będą w 100% ekologiczne i będą rozkładać się już od momentu zapłacenia za zakupy w kasie. Najdroższe z tych siatek powinny spokojnie wytrzymać nawet dwugodzinną podróż do domu, najtańsze rozłożą się w całości na kompost w ciągu kwadransa od opuszczenia sklepu.
Otóż każdy dom jednorodzinny oraz każdy blok mieszkalny otrzyma 137 kolorowych pojemników na śmieci, do których będzie musiał wyrzucać odpady zgodnie z kluczem, którego fragment publikujemy:
- pojemnik błękitny - papier niezadrukowany
- pojemnik amarantowy - opakowania tekturowe
- pojemnik lazurowy - gazety codzienne
- pojemnik turkusowy - miesięczniki i kwartalniki
- pojemnik granatowy - papier samokopiujący i samowklejający
- pojemnik liliowy - wywrotowa literatura rosyjska z II połowy XIX wieku
- pojemnik srebrzysty - książki laureatów nagrody Nobla, Nike bądź Nagrody Sacharowa
- pojemnik łososiowy - zeszyty szkolne bez narysowanych penisów na ostatniej kartce
- pojemnik seledynowy - zeszyty szkolne z narysowanymi penisami na ostatniej kartce
- pojemnik śliwkowy - katalogi IKEA
- pojemnik szafranowy - zatłuszczony papier po maśle i margarynie
- pojemnik srebrny - opakowania po kosmetykach testowanych na bezkręgowcach
- pojemnik biały - nieaktualne banknoty, w których suma cyfr numeru seryjnego dzieli się przez 4
- pojemnik oliwkowy - ulotki agencji towarzyskich i korporacji taksówkarskich
- pojemnik rubinowy - kineskopy telewizorów marki Rubin
- pojemnik poziomkowy - szyby samochodów wyprodukowanych na terenie ZSRR przed rokiem 1983
- pojemnik zielony - opakowania po oleju silnikowym, smarach i mazucie
- pojemnik żółty - opakowania z metalu o zawartości mosiądzu poniżej 37%
- pojemnik czerwony - butelki po piwie o zawartości alkoholu powyżej 37%
- pojemnik pistacjowy - butelki po samogonie, którego spożycie wywołało niestrawność u minimum trzech osób
- pojemnik kanarkowy - opakowania po bułce Orkiszowa i bagietce Czosnkowa
- pojemnik wiśniowy - płyty CD zespołu Mikoś Jaskinia & Złe Ziarna
- pojemnik majtkowy - słoiki po ogórkach kiszonych leżakujących minimum trzy lata
- pojemnik smolisty - doniczki po roślinach owadożernych
- pojemnik czarny - resztki jedzenia zawierające mięso upolowane na wschód od Uralu
- pojemnik lila róż - pieluchy po dzieciach, których waga urodzeniowa nie przekraczała 3,81 kg
- pojemnik smolisty - niemetalowe części karabinu AK-47 Kałasznikow
- pojemnik limonkowy - pręty paliwowe do reaktorów atomowych
- pojemnik złocisty - torpedy superkawitacyjne do okrętów podwodnych o napędzie jądrowym
Pełna lista pojemników i właściwych im odpadów będzie dostarczona do każdego gospodarstwa domowego w Rosji w ciągu miesiąca od dnia ukonstytuowania się EPISKOPAT-u. Na szczęście nie cały ciężar wymogów nowoczesnej ochrony środowiska w Rosji będzie zrzucony na zwykłych obywateli. Do pracy zabrali się również naukowcy. Dowiedziałem się nieoficjalnymi kanałami, że dwaj pracownicy Moskiewskiego Instytutu Rolnictwa (MIR) - profesor Abraham Iwanowicz Masłow oraz docent Leonid Lodow wyhodowali innowacyjny gatunek ekologicznej sałaty.
- Wykorzystaliśmy zjawisko sprzężenia fosforylacji oksydacyjnej w celu złamania mechanizmu glukoneogenezy w łańcuchu transaminacji dekarboksylacyjnej - wyjaśnił mi przystępnie prof. Masłow - Dzięki temu krzywa izometrycznego dopasowania koenzymów oksydoreduktaz osiągnęła wydajność na poziomie substratu fosforylacji w cyklu Krebsa-Fischera.
- W ten sposób powstały dwa gatunki sałaty, wyposażone w układ przenoszący jabłaczanowo-asparaginowy, pirogronian mitochondrialny i ciała ketonowe nieswoiste - uzupełnił docent Lodow - Nasze gatunki sałaty, nazwane roboczo: sałata Masłowa i sałata Lodowa, nie tylko są zeroemisyjne w hodowli, ale posiadają też właściwości utleniające, wiążą dwutlenek węgla i przerabiają go na lipoproteiny, a według wstępnych badań mogą też odegrać niebagatelną rolę w terapii cukrzycy typu piątego i szóstego.
- Ale nie tylko takimi igraszkami zajmujemy się w naszym instytucie - dodał prof. Masłow - Ostatnio wynaleźliśmy również RuColę, czyli ekologiczny, rosyjski odpowiednik Coca-Coli o smaku sałaty, posiadający wszystkie pobudzające właściwości pierwowzoru oraz zdrowotne zalety roślin kapustnych.
Po wizycie w Moskiewskim Instytucie Rolnictwa postanowiłem jeszcze zebrać kilka komentarzy na temat ekologii od znanych osób, które nie są związane z projektem KOŚCIUŁ, a więc będą bardziej obiektywne w swoich wypowiedziach. Przypadkiem na Prospekcie Moskwicza natknąłem się na paru wartościowych rozmówców.
- Ochrona przyrody jest bardzo ważna. Dlatego moje rymy od teraz nie będą już czarne, ale zielone - przyrzekł znany raper Kanye East
- Ja od zawsze dbam o środowisko naturalne, zwłaszcza o powietrze - zastrzegł polski kierowca wyścigowy Rupert Haubica - W trakcie każdego wyścigu Formuły 1 bardzo oszczędnie używam pedału gazu, aby emitować jak najmniej spalin i zanieczyszczeń do atmosfery. Bywają nawet wyścigi, w których w ogóle nie używam tego właśnie pedału.
- A ja zawsze stosowałem doping wyłącznie pochodzenia naturalnego, czyli przetaczanie krwi - stwierdził amerykański kolarz Lance Awesome - Moi rywale stosowali środki syntetyczne, fiolki z plastiku, zanieczyszczające przyrodę, ale ja zawsze grałem fair.
- Ach, przyroda to najcenniejsze co mamy! - wykrzyknął słynny pisarz Pablo Koalio de Zołza - Promień słońca to odżywczy pokarm dla każdego Bojownika Światła. Z każdą kroplą deszczu spływa na nas niepowtarzalna mądrość całego Wszechświata, a w glebie grzebiemy wszystkie osiągnięcia naszego gatunku, które nasycają ją, a potem parują i ponownie spływają na nas w postaci kropel deszczu albo orzeźwiającej mgiełki. Taki jest ten wielki i niepowtarzalny cykl życia, przenikający każdy atom i każde jądro na naszej planecie. I każdy z nas stanie się kiedyś wiecznym i nieśmiertelnym elementem tego cyklu. A zatem każdy nasz ruch i każda nasza myśl dokłada jedną cegiełkę do tego nieskończonego cyklu. Starajmy się więc, aby były to cegły dobrej jakości, albowiem lepiej jest budować niż burzyć, a jak mawiają Magowie ze Wschodu - im lepszej jakości jest cegła, tym lepszej jakości będzie zbudowana z nich budowla. A ja doszedłem do jeszcze istotniejszego wniosku - że im gorszej jakości będzie cegła, tym gorszej jakości będzie budowla. Zatem kto chce budować nasz wspólny, niepowtarzalny cykl życia, niech go buduje. A kto nie chce - niech nie buduje. I kto chce oddychać powietrzem - niech go zaczerpnie. A kto nie chce oddychać - niech go nie zaczerpnie.
22.11.2019 (15:04 czasu moskiewskiego)
piątek, 24 maja 2019
wielkie targi książki
Władze Rosji postanowiły, że nie chcą, aby ich kraj dłużej kojarzył się jako mocarstwo militarne, nastawione na przemysł ciężki i wydobycie surowców naturalnych. Jako idealną metodę na "ocieplenie wizerunku" wybrano kulturę, a konkretnie - literaturę. Aby pokazać Rosję z zupełnie innej perspektywy, w Carskim Siole zorganizowano międzynarodowe Targi Książki pod nazwą "BOOK-wa". Dostałem wejściówkę na owe targi od zaprzyjaźnionego dziennikarza - korespondenta w Moskwie pracującego dla koncernu medialnego Axel Springer Spaniel, dlatego nie mogłem nie skorzystać z okazji i musiałem zobaczyć tę imprezę na własne oczy...
Targi BOOK-wa umiejscowiono w barokowym kompleksie parkowo-pałacowym w Carskim Siole nieopodal Sankt Petersburga. Tereny wystawiennicze wyznaczono z rosyjskim, mocarstwowym rozmachem - zajęły bowiem aż czternaście hektarów. Poszczególne strefy, mieszczące olbrzymie namioty, stoliki do spotkań autorów z czytelnikami i do dystrybucji książek, mini-sceny do odczytów i występów artystycznych oraz punkty gastronomiczne, zostały nazwane imionami i nazwiskami najwybitniejszych przedstawicieli rosyjskiej literatury. Zorganizowano pięć takich stref, które zgodnie z podaną zasadą, nazywały się:
- Fiodor Windowstojewski
- Tygrys Tołstoj
- Aleksander Papużkin
- Michaił Chlebakow
- Władimir Naprostow
Pomiędzy strefami można było poruszać się pieszo, na hulajnogach elektrycznych, lub w specjalnych pojazdach napędzanych rosyjskim gazem. Na wrotkach poruszały się z kolei hostessy, które serwowały gościom darmową okowitę, a dla posiadaczy wejściówki VIP - również kawior i kawę. Nietrudno było też natknąć się na przedstawicieli firmy cukierniczej Czosnkow & Orkiszow, którzy częstowali przybyłych próbkami swoich wyrobów, wśród których nie zabrakło takich specjałów jak bagietka Czosnkowa i bułka Orkiszowa. Wreszcie, w punktach gastronomicznych można było skosztować czegoś bardziej konkretnego, jak tradycyjne potrawy rosyjskie: stek wieprzowy z mięsa mielonego czy ostra zupa ucha (której skład jest tajny, gdyż uchatki kalifornijskie są pod ścisłą ochroną).
Punktualnie o godzinie dwunastej Targi otworzył sam prezydent Rosji - Władimir Władimirowicz w towarzystwie wiceministra kultury odpowiedzialnego za książki - Siergieja Stronicowa. Prezydent mówił krótko i zwięźle na temat roli Targów w procesie zmieniania wizerunku Rosji na świecie, podawał zalety płynące z czytelnictwa, a wreszcie zdradził, że w dzieciństwie sam był zapalonym czytelnikiem, a najbardziej podobała mu się książka pod tytułem "Jak Wania został strażakiem".
Następnie głos przejął minister Stronicow. Kontynuując wątek o ważnej i doniosłej funkcji jaką spełnia czytanie książek w kształtowaniu osobowości każdego człowieka przyznał jednocześnie, że do tej pory czytelnictwo w Rosji było na zatrważająco niskim poziomie (niższe wyniki zanotowano tylko w dwóch regionach świata: w Polsce oraz na Ziemi Królowej Maud na Antarktydzie). Winę za taki stan rzeczy miały ponosić przede wszystkim wysokie ceny książek. Dlatego władze rosyjskie - jak ogłosił Stronicow - postanowiły dogłębnie przyjrzeć się sprawie i raz na zawsze rozwiązać ten problem. Od tej pory cena książki będzie jednolita, stała i odgórnie ustalana przez państwo. Zajmie się tym specjalna komórka rządowa: Kremlowski Instytut Statystyki i Encyklopedyzacji Literatury (w skrócie KISiEL) pod kierunkiem profesora Olega Okładkowa.
Metoda na obliczanie stałej ceny książki ma być niezwykle prosta i właściwie każdy obywatel mógłby sam te obliczenia wykonać w pamięci. Jak przedstawił prof. Okładkow cała procedura polegać będzie na tym, że liczbę stron danej książki przemnoży się przez liczbę rozdziałów. Otrzymany wynik podzieli się przez liczbę zawartych w książce zdań podrzędnie złożonych, a następnie doda się do tego współczynnik powstały przez spierwiastkowanie liczby zdań w książce, które zawierają przynajmniej jeden okolicznik czasu lub miejsca. Następnie obliczy się częstość występowania w książce wyrażeń przyimkowych i odejmie od tej liczby podniesioną do trzeciej potęgi sumę zawartych w pierwszym rozdziale spółgłosek przedniojęzykowo-zębowych. Potem wystarczy już tylko zaokrąglić liczbę dopełniaczy zawartych na stronach nieparzystych, a otrzymany wynik poddać całkowaniu (chyba że mamy do czynienia z literaturą akademicką, to w takim przypadku nie). Uzyskaną liczbę dzielimy przez rok urodzenia aktualnego w chwili wydania książki prezydenta Rosji, a następnie trzy ostatnie cyfry mnożymy przez aktualny kurs rubla w Macedonii Północnej. Otrzymana liczba stanowić będzie ostateczną cenę danej książki, która nie będzie podlegać negocjacji i ma obowiązywać zarówno na terenie Rosji, jak i - po przewalutowaniu - na rynkach zagranicznych.
Ta rewolucyjna koncepcja zyskała powszechne uznanie i została nagrodzona gromkim aplauzem, a w kuluarach ukuto już dla niej popularną nazwę: cena Okładkowa. Minister Stronicow przyznał jeszcze, że chociaż metoda jest faktycznie banalna w swojej prostocie, aby nie pozostawiać pola dla ewentualnych wątpliwości i niedomówień, cenę każdej książki obliczy KISiEL przy pomocy specjalistycznego oprogramowania informatycznego, które dostarczy wiodący rosyjski producent nowoczesnych technologii, wyrastający na głównego rywala amerykańskiego MicroHardu, czyli firma PENIS (co rozwija się jako: Petersburska Elita Nowoczesnych Inicjatyw Sieciowych).
Po części oficjalnej, otwarciu i przemówieniach ważnych gości, można już było w pełni rozpocząć Targi. Atrakcji było tak wiele, że trudno było zdecydować, gdzie najpierw skierować swoje kroki. Co chwilę napotykało się znajomą twarz, pisarza o światowej sławie lub innego celebrytę z pierwszych stron gazet.
Bardzo licznie była reprezentowana Polska. Przybył między innymi najpopularniejszy aktualnie polski pisarz, czyli Remigiusz Upał, autor trzystu osiemdziesięciu powieści, w tym cyklu o komisarzu Froście i adwokat Zmyłce. Wraz z Remigiuszem Upałem przyjechała związana z nim Katarzyna Związana, również pisarka i autorka poczytnych kryminałów.
Polskę reprezentowała również popularna blogerka i żona znanego piłkarza - Anna Prawandowska, ze swoją najnowszą książką: "Glutenowe Wojny część V - Laktoza Kontratakuje". Wiele mówi się o tym, że prawa do ekranizacji całej serii zostały już sprzedane. Miała je podobno nabyć słynna amerykańska wytwórnia filmowa Dwudziestowieczny Lis, a plotki głoszą, że w jej studiach powstaje już zwiastun pierwszego filmu na podstawie książek Prawandowskiej, który zaczynać będzie się kultowym zdaniem: "Dawno dawno temu, w odległej galaktozie...".
Największy rozgłos na Targach zyskała jednak nie polska propagatorka zdrowego stylu życia, ale gość zza oceanu - znany pisarz fantasy Martin R.R.R.R. George, autor bestsellerowej sagi "Pleśń Lodu i Ognia", na podstawie której powstał najdroższy serial w dziejach telewizji: "Gra o Trąd". Stoisko przy którym George podpisywał swoje książki było tak oblegane, że w pewnym momencie porządek musiała przywrócić Armia Czerwona. Zainteresowanie tłumu wiązało się zapewne również z faktem, że w tym samym namiocie fragmenty "Pleśni Lodu i Ognia" odczytywał niezwykle przystojny aktor znany z serialu "Gra o Trąd", gdzie wciela się w rolę postaci znanej jako Jan Śnieg.
Równie duże zainteresowanie towarzyszyło stoisku, na którym swoje dzieła prezentował inny gość zza oceanu, król horroru - Stefan Król, autor ponad stu powieści grozy, w tym tak znanych jak: "Cmętarz Lódzi", "Insider", "Pan BMW", "Tamto", czy "Bastian". Szczególnie promowana była jego najnowsza książka: "Mroczna Dzieża", opowiadająca o podupadającej piekarni w Portland, w stanie Maine. Pewnego razu na nocnej zmianie, cierpiący na bezsenność pomocnik piekarza widzi tajemnicze lśnienie, które prowadzi go zieloną milą przez mgłę. Ten wielki marsz kończy się w ukrytej komórce w czarnym domu, w którym znajduje się sklepik z marzeniami. Tam spotyka córkę właściciela - Christine Carrie, która kiedyś była podpalaczką. Razem odkrywają martwą strefę, gdzie pod kopułą spoczywa tytułowa mroczna dzieża oraz zagadkowy worek kości. Po wsypaniu kości do dzieży i dodaniu mąki oraz wody, wyrasta z niej przerażający Zakalec. Jest to monstrum, które zwraca się przeciw swoim twórcom, a jakiej używa broni nie będziemy zdradzać, aby nie przerazić co bardziej wrażliwych czytelników, ale podpowiemy, że odpowiedź ukryta jest w nazwie potwora.
Fragmenty "Mrocznej Dzieży" odczytywał publicznie słynny hollywoodzki aktor: Żyd Prawo, znany z takich filmów jak: "A.D. - Sztuczna Głupota" (nakręconego przez Stefana Bergspiela na podstawie pomysłu Stanisława Kubraka) czy obrazoburczego serialu "Stary Papież", autorstwa włoskiego reżysera - Paolo Vitellino. Sam Stefan Król za to chętnie podpisywał swoje książki, oraz odpowiadał na pytania czytelników. Mnie interesowało w jaki sposób mistrz uzyskuje atmosferę grozy i przerażenia. Król odpowiedział, że z pisaniem horrorów jest podobnie jak z ogrodnictwem. Najpierw sieje się panikę, a gdy przyjdą obfite d(r)eszcze, wówczas groza sama narasta.
Inny niezwykle poczytny pisarz zamiast tak pompatycznej promocji swojej twórczości, postanowił sam publicznie czytać fragmenty swoich dzieł. Chodzi oczywiście o Pablo Koalio de Zołzę, który w namiocie w strefie "Tygrys Tołstoj" recytował prolog swojej najnowszej powieści: "Na progu sklepu Biedry usiadłem i płakałem". Dodatkowo, dla każdego czytelnika, który zakupił jedną z jego wielu książek (np. "Al Chemik", "Berenika postanawia ujrzeć", "Być jak biegnąca apteka"), sam autor formułował na poczekaniu jedną mądrość życiową, a jeśli ktoś kupił książkę w twardej oprawie - wówczas dwie.
Oczywiście to nie wszystkie atrakcje, jakie czekały na gości targów BOOK-wa. Nie zabrakło czegoś dla miłośników sensacji i kryminałów. Swoje stoiska na targach mieli bowiem między innymi Lee Dziecko (twórca postaci Jacka Teachera - nieustraszonego nauczyciela, który podejmuje pracę w prowincjonalnym gimnazjum), Ty Nesbo, Karina Rzeźnia czy Charlotte Url.
Bardziej wyrafinowanych miłośników literatury z pewnością ucieszył włoski erudyta Humberto Deko ze swoją najnowszą powieścią "Cmentarz na Pradze", oraz gość z Kraju Kwitnącej Wiśni - Haruki Płotakami - autor słynnej książki "Norweskie Drewno", opowiadającej o nieudolnym aktorze z przedmieść Trondheim. Warto dodać, że dzieło to zostało sfilmowane przez rodaka autora - Akirę Kaczkosawę, a w postać głównego bohatera wcielił się znany z hollywoodzkich blockbusterów - Mikołaj Klatka. Koneserzy docenili również z pewnością obecność Szczepana Miękdocha - laureata polskiej nagrody Reeboka i amerykańskiej - Policera.
Nie zabrakło czegoś dla miłośników sportu. Staszek Gąsienica-Dżdżownica, grafoman-amator spod Starego Targu, promował swoje wspomnienia pt. "Papa mo bile, cyli jak ucyłem Łojca Świntygo grać w bilard". Z kolei były selekcjoner polskiej reprezentacji piłkarskiej - Adam Rozwałka przybył ze swoją książką napisaną wspólnie z Wisławą Michalińską: "Sztuka kopania, czyli chociaż jestem hetero lubię przegrywać trzy zero". Swoich zwolenników znalazł też "Rajd utracony", czyli wywiad-rzeka jaki brytyjski dziennikarz motoryzacyjny John Milton (gwiazda programu "Top Zbir") przeprowadził z polskim kierowcą wyścigowym Rupertem Haubicą.
Znalazło się także coś dla miłośników literatury nie najwyższych lotów. Ot, choćby cykl "Saga Świt - księżyc w ołowiu", opowiadający o zakochanych szyszymorach, czy "50 twarzy Earl Greya" - zapis erotycznych podbojów studentki kulturoznawstwa Joanny Dark.
Fanów fantastyki ucieszył z pewnością Andrzej Dyszkowski i jego "Niedźwiedźmin", a nieco młodszych nastolatków - "Szatyn z siódmej klasy" autorstwa Marcela Korneszyńskiego.
Kto odczuwał przesyt dobrą literaturą, w międzyczasie mógł posłuchać dobrej muzyki. Na głównej scenie występowali między innymi: Bruno Wenus, Mikoś Jaskinia wraz z zespołem Złe Ziarna, wokalista disco-ruso Brajan Adams, a także Sałaton - szwedzki przedstawiciel nurtu wege-metal. Gwiazdą wieczoru był latynoski duet Henryk Kościelny & Doberman, którzy wykonali swój taneczny przebój "I like E.T."
Wiele atrakcji znajdowało się również w strefie rozrywki. Można tu było między innymi:
- zagrać w rosyjską ruletkę (pistoletem na kapiszony)
- zagrać w pokera metodą Moscow Hold'em
- zagrać w brydża z Dziadkiem Mrozem
- na konsoli XXX BOX MegaBoombastic StationPlay 3000 zagrać w grę FIFA 2246
- spróbować sił w nowej rosyjskiej grze: DART WIADER, w której chodzi o to, że rzuca się strzałkami do okrągłej tarczy, mając założone na głowę czarne wiadro
- sprawdzić się w poprawnym przeliterowywaniu nazwiska węgierskiego naukowca i pisarza - Mihaliya Csiksentmihalyia
Ja tymczasem ustawiłem się w kolejce do rozmowy z prezydentem Władimirem Władimirowiczem. Z uwagi na sporą liczbę chętnych, każdy dziennikarz mógł zadać tylko jedno pytanie. Zapytałem skąd pomysł na targi książki, czy chodzi tylko o poprawę wizerunku Rosji w świecie, czy jednak o coś więcej. Odpowiedzi, jakiej udzielił mi prezydent, długo nie zapomnę. Spojrzał mi bowiem prosto w oczy, rozejrzał się na boki, po czym konspiracyjnym szeptem zdradził:
- Cóż, oczywiście, że chodzi o coś więcej... Podczas niedawnej wizyty w Japonii, premier tego kraju - Shibainu Otoszuya wręczył mi w prezencie księgę aforyzmów. I tam przeczytałem jedno mądre zdanie: "Pióro potężniejsze jest od miecza". Wówczas zrozumiałem, że cała ta militarna potęga jaką budujemy tu w Rosji jest bezcelowa. Tak naprawdę liczy się bowiem literatura, książki - oto jest cała ukryta w tym aforyzmie tajemnica sukcesu, potęgi i panowania nad światem. Czy pan wie, że prezydent USA Ronald Tramp w życiu nie przeczytał ani jednej książki? Z kolei prezydent Polski Andrzej Kobza może i przeczytał, ale on bardziej woli przepisywać na nowo stare książki i wykreślać fragmenty z dzieł klasyków. Tymczasem, my, stawiając na prawdziwą literaturę, już wkrótce będziemy niezwyciężeni!
24.05.2019 (15:34 czasu moskiewskiego)
Targi BOOK-wa umiejscowiono w barokowym kompleksie parkowo-pałacowym w Carskim Siole nieopodal Sankt Petersburga. Tereny wystawiennicze wyznaczono z rosyjskim, mocarstwowym rozmachem - zajęły bowiem aż czternaście hektarów. Poszczególne strefy, mieszczące olbrzymie namioty, stoliki do spotkań autorów z czytelnikami i do dystrybucji książek, mini-sceny do odczytów i występów artystycznych oraz punkty gastronomiczne, zostały nazwane imionami i nazwiskami najwybitniejszych przedstawicieli rosyjskiej literatury. Zorganizowano pięć takich stref, które zgodnie z podaną zasadą, nazywały się:
- Fiodor Windowstojewski
- Tygrys Tołstoj
- Aleksander Papużkin
- Michaił Chlebakow
- Władimir Naprostow
Pomiędzy strefami można było poruszać się pieszo, na hulajnogach elektrycznych, lub w specjalnych pojazdach napędzanych rosyjskim gazem. Na wrotkach poruszały się z kolei hostessy, które serwowały gościom darmową okowitę, a dla posiadaczy wejściówki VIP - również kawior i kawę. Nietrudno było też natknąć się na przedstawicieli firmy cukierniczej Czosnkow & Orkiszow, którzy częstowali przybyłych próbkami swoich wyrobów, wśród których nie zabrakło takich specjałów jak bagietka Czosnkowa i bułka Orkiszowa. Wreszcie, w punktach gastronomicznych można było skosztować czegoś bardziej konkretnego, jak tradycyjne potrawy rosyjskie: stek wieprzowy z mięsa mielonego czy ostra zupa ucha (której skład jest tajny, gdyż uchatki kalifornijskie są pod ścisłą ochroną).
Punktualnie o godzinie dwunastej Targi otworzył sam prezydent Rosji - Władimir Władimirowicz w towarzystwie wiceministra kultury odpowiedzialnego za książki - Siergieja Stronicowa. Prezydent mówił krótko i zwięźle na temat roli Targów w procesie zmieniania wizerunku Rosji na świecie, podawał zalety płynące z czytelnictwa, a wreszcie zdradził, że w dzieciństwie sam był zapalonym czytelnikiem, a najbardziej podobała mu się książka pod tytułem "Jak Wania został strażakiem".
Następnie głos przejął minister Stronicow. Kontynuując wątek o ważnej i doniosłej funkcji jaką spełnia czytanie książek w kształtowaniu osobowości każdego człowieka przyznał jednocześnie, że do tej pory czytelnictwo w Rosji było na zatrważająco niskim poziomie (niższe wyniki zanotowano tylko w dwóch regionach świata: w Polsce oraz na Ziemi Królowej Maud na Antarktydzie). Winę za taki stan rzeczy miały ponosić przede wszystkim wysokie ceny książek. Dlatego władze rosyjskie - jak ogłosił Stronicow - postanowiły dogłębnie przyjrzeć się sprawie i raz na zawsze rozwiązać ten problem. Od tej pory cena książki będzie jednolita, stała i odgórnie ustalana przez państwo. Zajmie się tym specjalna komórka rządowa: Kremlowski Instytut Statystyki i Encyklopedyzacji Literatury (w skrócie KISiEL) pod kierunkiem profesora Olega Okładkowa.
Metoda na obliczanie stałej ceny książki ma być niezwykle prosta i właściwie każdy obywatel mógłby sam te obliczenia wykonać w pamięci. Jak przedstawił prof. Okładkow cała procedura polegać będzie na tym, że liczbę stron danej książki przemnoży się przez liczbę rozdziałów. Otrzymany wynik podzieli się przez liczbę zawartych w książce zdań podrzędnie złożonych, a następnie doda się do tego współczynnik powstały przez spierwiastkowanie liczby zdań w książce, które zawierają przynajmniej jeden okolicznik czasu lub miejsca. Następnie obliczy się częstość występowania w książce wyrażeń przyimkowych i odejmie od tej liczby podniesioną do trzeciej potęgi sumę zawartych w pierwszym rozdziale spółgłosek przedniojęzykowo-zębowych. Potem wystarczy już tylko zaokrąglić liczbę dopełniaczy zawartych na stronach nieparzystych, a otrzymany wynik poddać całkowaniu (chyba że mamy do czynienia z literaturą akademicką, to w takim przypadku nie). Uzyskaną liczbę dzielimy przez rok urodzenia aktualnego w chwili wydania książki prezydenta Rosji, a następnie trzy ostatnie cyfry mnożymy przez aktualny kurs rubla w Macedonii Północnej. Otrzymana liczba stanowić będzie ostateczną cenę danej książki, która nie będzie podlegać negocjacji i ma obowiązywać zarówno na terenie Rosji, jak i - po przewalutowaniu - na rynkach zagranicznych.
Ta rewolucyjna koncepcja zyskała powszechne uznanie i została nagrodzona gromkim aplauzem, a w kuluarach ukuto już dla niej popularną nazwę: cena Okładkowa. Minister Stronicow przyznał jeszcze, że chociaż metoda jest faktycznie banalna w swojej prostocie, aby nie pozostawiać pola dla ewentualnych wątpliwości i niedomówień, cenę każdej książki obliczy KISiEL przy pomocy specjalistycznego oprogramowania informatycznego, które dostarczy wiodący rosyjski producent nowoczesnych technologii, wyrastający na głównego rywala amerykańskiego MicroHardu, czyli firma PENIS (co rozwija się jako: Petersburska Elita Nowoczesnych Inicjatyw Sieciowych).
Po części oficjalnej, otwarciu i przemówieniach ważnych gości, można już było w pełni rozpocząć Targi. Atrakcji było tak wiele, że trudno było zdecydować, gdzie najpierw skierować swoje kroki. Co chwilę napotykało się znajomą twarz, pisarza o światowej sławie lub innego celebrytę z pierwszych stron gazet.
Bardzo licznie była reprezentowana Polska. Przybył między innymi najpopularniejszy aktualnie polski pisarz, czyli Remigiusz Upał, autor trzystu osiemdziesięciu powieści, w tym cyklu o komisarzu Froście i adwokat Zmyłce. Wraz z Remigiuszem Upałem przyjechała związana z nim Katarzyna Związana, również pisarka i autorka poczytnych kryminałów.
Polskę reprezentowała również popularna blogerka i żona znanego piłkarza - Anna Prawandowska, ze swoją najnowszą książką: "Glutenowe Wojny część V - Laktoza Kontratakuje". Wiele mówi się o tym, że prawa do ekranizacji całej serii zostały już sprzedane. Miała je podobno nabyć słynna amerykańska wytwórnia filmowa Dwudziestowieczny Lis, a plotki głoszą, że w jej studiach powstaje już zwiastun pierwszego filmu na podstawie książek Prawandowskiej, który zaczynać będzie się kultowym zdaniem: "Dawno dawno temu, w odległej galaktozie...".
Największy rozgłos na Targach zyskała jednak nie polska propagatorka zdrowego stylu życia, ale gość zza oceanu - znany pisarz fantasy Martin R.R.R.R. George, autor bestsellerowej sagi "Pleśń Lodu i Ognia", na podstawie której powstał najdroższy serial w dziejach telewizji: "Gra o Trąd". Stoisko przy którym George podpisywał swoje książki było tak oblegane, że w pewnym momencie porządek musiała przywrócić Armia Czerwona. Zainteresowanie tłumu wiązało się zapewne również z faktem, że w tym samym namiocie fragmenty "Pleśni Lodu i Ognia" odczytywał niezwykle przystojny aktor znany z serialu "Gra o Trąd", gdzie wciela się w rolę postaci znanej jako Jan Śnieg.
Równie duże zainteresowanie towarzyszyło stoisku, na którym swoje dzieła prezentował inny gość zza oceanu, król horroru - Stefan Król, autor ponad stu powieści grozy, w tym tak znanych jak: "Cmętarz Lódzi", "Insider", "Pan BMW", "Tamto", czy "Bastian". Szczególnie promowana była jego najnowsza książka: "Mroczna Dzieża", opowiadająca o podupadającej piekarni w Portland, w stanie Maine. Pewnego razu na nocnej zmianie, cierpiący na bezsenność pomocnik piekarza widzi tajemnicze lśnienie, które prowadzi go zieloną milą przez mgłę. Ten wielki marsz kończy się w ukrytej komórce w czarnym domu, w którym znajduje się sklepik z marzeniami. Tam spotyka córkę właściciela - Christine Carrie, która kiedyś była podpalaczką. Razem odkrywają martwą strefę, gdzie pod kopułą spoczywa tytułowa mroczna dzieża oraz zagadkowy worek kości. Po wsypaniu kości do dzieży i dodaniu mąki oraz wody, wyrasta z niej przerażający Zakalec. Jest to monstrum, które zwraca się przeciw swoim twórcom, a jakiej używa broni nie będziemy zdradzać, aby nie przerazić co bardziej wrażliwych czytelników, ale podpowiemy, że odpowiedź ukryta jest w nazwie potwora.
Fragmenty "Mrocznej Dzieży" odczytywał publicznie słynny hollywoodzki aktor: Żyd Prawo, znany z takich filmów jak: "A.D. - Sztuczna Głupota" (nakręconego przez Stefana Bergspiela na podstawie pomysłu Stanisława Kubraka) czy obrazoburczego serialu "Stary Papież", autorstwa włoskiego reżysera - Paolo Vitellino. Sam Stefan Król za to chętnie podpisywał swoje książki, oraz odpowiadał na pytania czytelników. Mnie interesowało w jaki sposób mistrz uzyskuje atmosferę grozy i przerażenia. Król odpowiedział, że z pisaniem horrorów jest podobnie jak z ogrodnictwem. Najpierw sieje się panikę, a gdy przyjdą obfite d(r)eszcze, wówczas groza sama narasta.
Inny niezwykle poczytny pisarz zamiast tak pompatycznej promocji swojej twórczości, postanowił sam publicznie czytać fragmenty swoich dzieł. Chodzi oczywiście o Pablo Koalio de Zołzę, który w namiocie w strefie "Tygrys Tołstoj" recytował prolog swojej najnowszej powieści: "Na progu sklepu Biedry usiadłem i płakałem". Dodatkowo, dla każdego czytelnika, który zakupił jedną z jego wielu książek (np. "Al Chemik", "Berenika postanawia ujrzeć", "Być jak biegnąca apteka"), sam autor formułował na poczekaniu jedną mądrość życiową, a jeśli ktoś kupił książkę w twardej oprawie - wówczas dwie.
Oczywiście to nie wszystkie atrakcje, jakie czekały na gości targów BOOK-wa. Nie zabrakło czegoś dla miłośników sensacji i kryminałów. Swoje stoiska na targach mieli bowiem między innymi Lee Dziecko (twórca postaci Jacka Teachera - nieustraszonego nauczyciela, który podejmuje pracę w prowincjonalnym gimnazjum), Ty Nesbo, Karina Rzeźnia czy Charlotte Url.
Bardziej wyrafinowanych miłośników literatury z pewnością ucieszył włoski erudyta Humberto Deko ze swoją najnowszą powieścią "Cmentarz na Pradze", oraz gość z Kraju Kwitnącej Wiśni - Haruki Płotakami - autor słynnej książki "Norweskie Drewno", opowiadającej o nieudolnym aktorze z przedmieść Trondheim. Warto dodać, że dzieło to zostało sfilmowane przez rodaka autora - Akirę Kaczkosawę, a w postać głównego bohatera wcielił się znany z hollywoodzkich blockbusterów - Mikołaj Klatka. Koneserzy docenili również z pewnością obecność Szczepana Miękdocha - laureata polskiej nagrody Reeboka i amerykańskiej - Policera.
Nie zabrakło czegoś dla miłośników sportu. Staszek Gąsienica-Dżdżownica, grafoman-amator spod Starego Targu, promował swoje wspomnienia pt. "Papa mo bile, cyli jak ucyłem Łojca Świntygo grać w bilard". Z kolei były selekcjoner polskiej reprezentacji piłkarskiej - Adam Rozwałka przybył ze swoją książką napisaną wspólnie z Wisławą Michalińską: "Sztuka kopania, czyli chociaż jestem hetero lubię przegrywać trzy zero". Swoich zwolenników znalazł też "Rajd utracony", czyli wywiad-rzeka jaki brytyjski dziennikarz motoryzacyjny John Milton (gwiazda programu "Top Zbir") przeprowadził z polskim kierowcą wyścigowym Rupertem Haubicą.
Znalazło się także coś dla miłośników literatury nie najwyższych lotów. Ot, choćby cykl "Saga Świt - księżyc w ołowiu", opowiadający o zakochanych szyszymorach, czy "50 twarzy Earl Greya" - zapis erotycznych podbojów studentki kulturoznawstwa Joanny Dark.
Fanów fantastyki ucieszył z pewnością Andrzej Dyszkowski i jego "Niedźwiedźmin", a nieco młodszych nastolatków - "Szatyn z siódmej klasy" autorstwa Marcela Korneszyńskiego.
Kto odczuwał przesyt dobrą literaturą, w międzyczasie mógł posłuchać dobrej muzyki. Na głównej scenie występowali między innymi: Bruno Wenus, Mikoś Jaskinia wraz z zespołem Złe Ziarna, wokalista disco-ruso Brajan Adams, a także Sałaton - szwedzki przedstawiciel nurtu wege-metal. Gwiazdą wieczoru był latynoski duet Henryk Kościelny & Doberman, którzy wykonali swój taneczny przebój "I like E.T."
Wiele atrakcji znajdowało się również w strefie rozrywki. Można tu było między innymi:
- zagrać w rosyjską ruletkę (pistoletem na kapiszony)
- zagrać w pokera metodą Moscow Hold'em
- zagrać w brydża z Dziadkiem Mrozem
- na konsoli XXX BOX MegaBoombastic StationPlay 3000 zagrać w grę FIFA 2246
- spróbować sił w nowej rosyjskiej grze: DART WIADER, w której chodzi o to, że rzuca się strzałkami do okrągłej tarczy, mając założone na głowę czarne wiadro
- sprawdzić się w poprawnym przeliterowywaniu nazwiska węgierskiego naukowca i pisarza - Mihaliya Csiksentmihalyia
Ja tymczasem ustawiłem się w kolejce do rozmowy z prezydentem Władimirem Władimirowiczem. Z uwagi na sporą liczbę chętnych, każdy dziennikarz mógł zadać tylko jedno pytanie. Zapytałem skąd pomysł na targi książki, czy chodzi tylko o poprawę wizerunku Rosji w świecie, czy jednak o coś więcej. Odpowiedzi, jakiej udzielił mi prezydent, długo nie zapomnę. Spojrzał mi bowiem prosto w oczy, rozejrzał się na boki, po czym konspiracyjnym szeptem zdradził:
- Cóż, oczywiście, że chodzi o coś więcej... Podczas niedawnej wizyty w Japonii, premier tego kraju - Shibainu Otoszuya wręczył mi w prezencie księgę aforyzmów. I tam przeczytałem jedno mądre zdanie: "Pióro potężniejsze jest od miecza". Wówczas zrozumiałem, że cała ta militarna potęga jaką budujemy tu w Rosji jest bezcelowa. Tak naprawdę liczy się bowiem literatura, książki - oto jest cała ukryta w tym aforyzmie tajemnica sukcesu, potęgi i panowania nad światem. Czy pan wie, że prezydent USA Ronald Tramp w życiu nie przeczytał ani jednej książki? Z kolei prezydent Polski Andrzej Kobza może i przeczytał, ale on bardziej woli przepisywać na nowo stare książki i wykreślać fragmenty z dzieł klasyków. Tymczasem, my, stawiając na prawdziwą literaturę, już wkrótce będziemy niezwyciężeni!
24.05.2019 (15:34 czasu moskiewskiego)
piątek, 4 stycznia 2019
w tajnej służbie jej królewskiej kości
Niepokojące wieści dochodzą ostatnio zza wschodniej granicy. Podobno Rosja, rękami prezydenta Władimira Władimirowicza, przymierza się do aneksji kolejnego państwa. Tym razem chodzi o Białoruś, a całość ma się odbyć w znacznie bardziej pokojowy sposób niż to miało miejsce w przypadku Krymu. Państwo Aleksandra Łukaszenki jest już bowiem związane ze swoim potężnym sąsiadem poprzez osobliwy związek polityczno-gospodarczy pod nazwą ZBiR (Związek Białorusi i Rosji). Czy jest to jednak zaledwie początek ekspansji Rosji kolejne terytoria w regionie? Będąc na miejscu, czyli w Moskwie, postanowiłem to sprawdzić.
Tajni agenci, służby specjalne i komórki wywiadowcze inwigilują współcześnie każde państwo, każdy rząd i każdą władzę polityczną. Nie inaczej musi być w Rosji. Nie tylko rosyjscy agenci są bowiem rozsiani po całym świecie, ale też z całą pewnością agenci obcych wywiadów są poutykani w strukturach zbliżonych do Kremla. Pozostało mi jedynie namierzyć któregoś z nich, aby - metodą handlu wymiennego i wzajemnych przysług - uzyskać więcej interesujących mnie informacji.
Zacząłem od znajomego dziennikarza koncernu medialnego Axel Springer Spaniel. W zamian za dwa litry wódki Stolicznaja otrzymałem od niego kontakt do osoby zbliżonej do wywiadu duńskiego. Od tej osoby, w zamian za egzemplarz książki "Na progu sklepy Biedry usiadłem i płakałem" podpisany przez autora, czyli Pablo Koalio de Zołzę, uzyskałem kontakt do osoby zbliżonej do wywiadu Burkina Faso. Od tej osoby, w zamian za dwa litry grzanej whisky z lodem, uzyskałem kontakt do osoby zbliżonej do wywiadu eskimoskiego. Wreszcie, od tej osoby, w zamian za przepis na stek wieprzowy z mięsa mielonego, uzyskałem kontakt do tajnego oficera wywiadu brytyjskiego czyli MI6.
Negocjacje z brytyjskim oficerem, który przedstawił mi się jako Tom Cruz, nie były już tak łatwe. Facet odmawiał każdej łapówki - od kilograma herbaty "Sekundka", przez jedyną istniejącą cyfrową fotografię Królowej Wiktorii, aż po długopis z naniesionym planem londyńskiego metra w skali 1:1. Skapitulował dopiero, gdy zaoferowałem mu rękopis książki Davida Igrecke pt. "Ludzka maso, powstań z polan", w której pisarz jasno dowodzi, że brytyjska premier Theresa May pochodzi w prostej linii od ostatniego władcy starożytnego plemienia Majów i natychmiast po Brexicie zamierza przyłączyć Wielką Brytanię do Gwatemali.
W ten sposób otrzymałem bezcenny kontakt do brytyjskiego agenta, który od lat działa w konspiracji na Kremlu inwigilując władze rosyjskie. Oczywiście nie poznałem jego nazwiska, a jedynie kryptonim (Doktor Yes), oraz numer telefonu na smartfon jednorazowy, który natychmiast po zakończonym połączeniu sam się anihiluje. Teraz pozostało już tylko czekać na spotkanie.
Z Doktorem Yes umówiłem się w rosyjskim barze Kasyno Rogale, który w menu posiada tylko trzy pozycje: herbata z samowaru, bagietka Czosnkowa oraz ośmiorniczka. Można tam również oddać się hazardowi, przy którym słynna rosyjska ruletka to zabawa dla przedszkolaków. Kasyno Rogale oferuje bowiem grę w siedmiorękiego bandytę (urządzenie produkcji indyjskiej firmy Kali Incorporated, w razie przegranej odcina graczowi głowę nożem kukri), oraz możliwość typowania wyników III ligi hokeja na lodzie w Tadżykistanie.
Punktualnie o umówionej godzinie, do baru wślizgnął się wysoki osobnik, w długim czarnym płaszczu i ciemnych okularach, który konspiracyjnym szeptem poinformował barmana, że podąża za białym królikiem. Barman mruknął tylko, że Swietłana czeka na zapleczu i wrócił do mieszania samogonu z rumem w butelce z napisem "Koniak trzeciego gatunku". Tymczasem przy stoliku obok mnie usiadł człowiek przypominający wyglądem Davida Sucheta w roli Herkulesa Poirot.
- Yes? - zapytałem
- No - odpowiedział
- Oh, no! - zmartwiłem się
- No? - zdziwił się
- Yes - potwierdziłem
- Oh, yes! - przytaknął
W ten sposób uzyskałem pewność, że to jest człowiek, którego szukałem. Ale należało jeszcze to potwierdzić tajnym hasłem. Wyjąłem z kieszeni gumę do żucia i podałem mu, mówiąc:
- Żuj i pozwól umrzeć.
- Żuje się tylko dwa razy - odpowiedział Doktor Yes, a potem przekazał mi informacje, na które czekałem.
Według danych zebranych przez Doktora Yes, cała sprawa związana z rzekomą aneksją Białorusi przez Rosję jest jednym wielkim blefem. W rzeczywistości jest to tylko elementem wielkiej transakcji wiązanej w regionie, której szczegóły są jeszcze dopinane, jak spodnie biodrówki w rozmiarze 31 na japońskim mistrzu sumo. Na mocy tego porozumienia, Rosja odda Polsce obwód kaliningradzki, Polska odda Ukrainie Przemyśl, Ukraina Białorusi Czarnobyl, a Białoruś Mołdawii kij hokejowy Aleksandra Łukaszenki z autografem. Wówczas Mołdawia otworzy na Słowacji rafinerię oleju do transformatorów wielofazowych, Słowacja dostarczy Polsce dzieła zebrane Słowackiego czytane z podziałem na role, a wtedy Polska wydeleguje do Kijowa czterdzieści wagonów musztardy krymskiej oraz dwadzieścia wagonów musztardy sarepskiej, co ma zrekompensować Ukrainie utratę Krymu, a jednocześnie zaostrzyć stosunki wewnętrzne w tym państwie, co jest na rękę Rosji właśnie.
Doktor Yes nie potrafił powiedzieć nic więcej, ale obiecał podać mi kontakt do agenta izraelskiego, który ma być jeszcze bliżej najwyższych kręgów Kremla. Gdy żegnaliśmy się przed Kasyno Rogale, wcisnął mi w dłoń świstek papieru z napisanym odręcznie jednym słowem "GoldenEi" i ciągiem cyfr "666 36 36". Po czterech godzinach główkowania w hotelu, domyśliłem się, że ten ciąg cyfr musi być numerem telefonu. Czym prędzej wykręciłem ten numer i usłyszałem damski głos:
- Good Tag. How can I hilfe?
- Eee... - zdziwiłem się na tę osobliwą mieszaninę językową - GoldenEi?
- I don't verstehe - odrzekła kobieta - Tell me das Nummer.
- Sechs sechs sechs, three sechs, three sechs - podałem
- Sex sex sex, free sex, free sex - powtórzyła moja rozmówczyni, a potem dodała - Put in, put in, put in...
Natychmiast odłożyłem słuchawkę, bo przestraszyłem się, że dodzwoniłem się na linię numer 1 na Kremlu, bo w ostatnich słowach mogło chodzić tylko o jedną osobę. A jeśli tak, to już po mnie...
Następnego dnia rano, na progu mojego pokoju hotelowego nie czekali jednak agenci KGB, ale szara koperta. Otworzyłem ją, a w środku ponownie znalazłem kartkę z jednym tylko słowem: "MAUSOLEUM". Czym prędzej udałem się na Plac Czerwony i czekałem na dalszy rozwój wypadków przy mauzoleum Lenina. Po czterech godzinach stania na czternastostopniowym mrozie podeszła do mnie kobieta ubrana nadzwyczaj kuso jak na panującą temperaturę.
- Free sex, free sex? - zapytała
- Nie, spasiba, ja... eee... czekam na kogoś - dodałem po polsku
- GoldenEi? - spytała ponownie
- Da! - krzyknąłem - Znaczy... tak, ja, GoldenEi!
- To dobrze - kobieta rozejrzała się dookoła, po czym przedstawiła się - Hajfa Tahini-Babaganusz, oficer Mossadu - Chodź ze mną...
Hajfa poprowadziła mnie wąskimi uliczkami rosyjskiej stolicy aż do ciemnego zaułka, gdzie mieścił się sklep z zakurzoną markizą, zaklejonymi oknami i drewnianym szyldem z napisem: "MAUS OLEUM".
- Zaszło nieporozumienie - poinformowała mnie Tahini-Babaganusz, gdy zatrzymaliśmy się przed wejściem - Na kartce, którą podrzuciliśmy ci do hotelu, słowo "mausoleum" nie oznaczało mauzoleum Lenina, tylko ten sklep - wskazała na szyld - Jedyny w Rosji sklep, w którym można kupić olej z wątroby myszy i myszarki, cudowne panaceum na wszelkie choroby, zwłaszcza na ziarnicę złośliwą.
- Ach tak... - zdziwiłem się
- Ten sklep jest również komórką kontaktową Mossadu w Moskwie. Na zapleczu czeka na ciebie nasz szef. GoldenEi. Człowiek ze złotym okiem, złotym palcem, złotym pistoletem i złotym czymś jeszcze, o czym nie wypada mówić publicznie przed godziną dwudziestą trzecią czasu moskiewskiego. Jesteś gotowy?
- Tak - potwierdziłem
- To dobrze. A teraz uważaj, bo to jest tylko dla twoich oczu - powiedziała, po czym rozsunęła poły płaszcza.
Spodziewaliście się pewnie czegoś innego, ale na szyi agentki Hajfy wisiała karta magnetyczna, połyskująca w mdłym świetle latarni ulicznej.
- To jest bioniczna karta magnetyczna, która aktywuje się jednorazowo po zetknięciu z liniami papilarnymi - wyjaśniła Tahini-Babaganusz - Dlatego nie mogę ci jej podać, musisz sam ją wziąć do ręki. Użyjesz jej do wejścia na zaplecze sklepu, gdzie czeka GoldenEi. Zaraz potem karta samoistnie się zdematerializuje. Powodzenia!
Stosując instrukcje agentki dostałem się na zaplecze "Maus Oleum". Tam, pomiędzy regałami pełnymi zakurzonych glinianych buteleczek, czekał na mnie człowiek, którego twarzy nie mogłem dostrzec w panującym półmroku. Widziałem tylko jego połyskujące złote oko.
- Podejdź do mnie - przywołał mnie złotym palcem
Wykonałem polecenie zanim agent zdążył wykorzystać pozostałe elementy swojego złotego wyposażenia.
- A teraz słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać - powiedział stanowczo i zaczął mówić
Przez następny kwadrans uzyskałem informacje na temat najpilniej strzeżonych rosyjskich tajemnic. Zwłaszcza jednej z nich. Dowiedziałem się, że GRU to wcale nie jest Główny Zarząd Wywiadowczy Rosji. Owszem, oficjalnie instytucja zajmuje się wywiadem, ale w rzeczywistości jest to tylko przykrywka dla prawdziwego celu działalności GRU. A tym prawdziwym celem jest hodowla bardzo wysoko wyspecjalizowanych gołębi militarno-wywiadowczych. Według informacji, które zgromadził Mossad, GRU posiada w tej chwili armię około 200 skrajnie niebezpiecznych gołębi, z których każdy wart jest około 10 milionów rubli.
Gołębie GRU nie są zwykłymi gołębiami. To produkty inżynierii genetycznej oraz najnowocześniejszej technologii wojskowej i informatycznej. Każdy z nich ma wszczepiony do mózgu moduł komputerowy, sterowany szesnastordzeniowym procesorem Intel Pigeon 5. Moduł ten obsługuje pamięć operacyjną o pojemności 8 terabajtów. Specjalny chip ma możliwość łączyć się ze wszystkimi satelitami wojskowymi Rosji, a także ze stacją orbitalną MIR. Gołąb jest również wyposażony w najnowocześniejsze soczewki marki Carl Zeiss Taube Zoom, o gigantycznej ogniskowej i niespotykanym przybliżeniu. Dzięki temu gołąb, siedząc na gałęzi w Sankt Petersburgu, jest w stanie przeczytać gazetę, którą trzyma facet siedzący na kiblu w Nowym Jorku.
Gołąb GRU jest produktem specjalistycznych manipulacji genetycznych, dlatego w przeciwieństwie do zwykłych przedstawicieli swojego gatunku, posiada zęby, i to tak silne, że przegryzają stal. Jego dziób jest w stanie przepiłować każdy diament. Z kolei jego olbrzymie skrzydła (będące efektem krzyżowania z bocianem) pozwalają mu przelecieć dystans z Moskwy do Władywostoku w trzy godziny, a jeśli wykorzystuje korytarz powietrzny wytworzony przez pociąg Kolei Transsyberyjskiej, to nawet w dwie i pół. Oddech tych gołębi jest bardziej śmiercionośny niż napalm, a ślina posiada właściwości zbliżone do ciekłego azotu. Wreszcie, gołąb GRU jest karmiony specjalną mieszanką sorga, prosa i wody królewskiej, dzięki czemu jego odchody mają odczyn zbliżony do stężenia kwasu siarkowego i mogą kruszyć beton, roztapiać mosiądz i platynę, oraz zamieniać złoto w wódkę, a wodę w smołę.
Gołębie GRU są od lat wykorzystywane przez Rosję w różnorakich operacjach wojskowych. Brały udział w inwazji na Afganistan, Syrię i Dagestan. Istotnie przyczyniły się do błyskawicznej aneksji Krymu, zatruwając wody przybrzeżne Krymu w właściwy gołębiom sposób, aż Morze Czarne nabrało barwy, która uzasadnia jego historyczną nazwę. Gołębie GRU doprowadziły również do katastrofy polskiego samolotu prezydenckiego w okolicach Smoleńska, niemal dekadę temu. Według informacji, na które wpadł były polski minister obrony narodowej (który potem został zastraszony i musiał ustąpić ze stanowiska), to właśnie gołębie GRU, ukryte w okolicznych lasach, uszkodziły poszycie Tupolewa, prowadząc do gwałtownej dekompresji na krótko przed lądowaniem. Słyszalne na nagraniach wybuchy, były w rzeczywistości okrzykami godowymi gołębi, których płuca o pojemności sześciuset litrów są w stanie wzmocnić dźwięk do głośności dwustu decybeli.
Na zakończenie, GoldenEi powiedział mi jeszcze, że są na Kremlu tajemnice, których nie zna nawet on, ale istnieją ludzie z wywiadu amerykańskiego, którzy mogą mi je przekazać.
- Jak ich znajdę? - zapytałem
- Oni znajdą ciebie - powiedział tylko GoldenEi, po czym wyprowadził mnie ze sklepu tylnym wyjściem - Już wszystko wiedzą. Śmieć nadejdzie jutro.
Wkrótce przekonałem się, że miał rację. Następnego dnia, tuż przed skrzyżowaniem prospektu Moskwicza z prospektem Łomonosowa, drogę zajechała mi czarna śmieciarka. W mgnieniu oka ktoś wciągnął mnie do środka, gdzie było ciemno, ale mimo to zarzucono mi na głowę papierową torbę z Happy Meal. Po około kwadransie jazdy, wyrzucono mnie z auta na jakichś peryferiach. W oddali majaczyła ciemna linia lasu, nigdzie wokół nie było widać śladów żadnej cywilizacji. Obok mnie wyrósł nagle wysoki człowiek w garniturze i kominiarce i na głowie.
- I'm Johnny American, najwyżej postawiony amerykański agent na Kremlu - przedstawił się - Powiem ci, co tylko chcesz wiedzieć, ale musisz mi dać słowo, że przestaniesz dalej drążyć.
- Dobrze, przestanę - obiecałem - Jeśli powiesz mi, jaki jest największy sekret Władimira Władimirowicza. Jakaś tajna broń? Metro pod Kremlem? Bursztynowa Komnata?
- Władimir Władimirowicz nie żyje - powiedział spokojnie Johnny American
- Co????
- Prezydent Rosji zmarł na zawał serca 18.lutego 2014 roku - kontynuował agent - W tym dniu reprezentacja Rosji w hokeju na lodzie przegrała w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich w Soczi z Finlandią 1-3 i odpadła z walki o medale. Całe igrzyska były oczkiem w głowie Prezydenta, wydał na nie ponad 50 miliardów dolarów, ale turniej hokejowy był wisienką na torcie. Rosjanie po prostu musieli zdobyć złoty medal. Tymczasem już w ćwierćfinale Finowie ich rozbili i Rosja straciła szanse na miejsce na podium. Serce Władimira Władimirowicza tego nie wytrzymało...
- To niemożliwe - wyszeptałem
- Ale to prawda. Wie o tym dosłownie kilkanaście osób na świecie. Nawet prezydent USA nie ma o tym pojęcia.
- Więc kto w takim razie rządzi Rosją? Sobowtór?
- Nie - zaprzeczył agent - Rosją rządzi jakiś tajemniczy człowiek, podobno genialny szachista. Nikt nigdy nie widział go na żywo. Kontaktuje się z rządem i gabinetem poprzez telekonferencje i ma wtedy maskę na twarzy, a jego głos jest modulowany przez syntezator mowy. Natomiast oficjalnie wszędzie pokazywany jest sobowtór Władimira Władimirowicza.
- Jeden? Czy jest ich więcej? - drążyłem
- Jest ich mnóstwo - przyznał Johnny - Ja wiem o istnieniu dwudziestu ośmiu, ale z pewnością jest ich dużo więcej. Na każdą okazję wystawiany jest inny. Jeden sobowtór świetnie pływa, drugi świetnie jeździ konno, trzeci płynnie mówi po niemiecku, czwarty po angielsku, piąty ma imponującą muskulaturę, szósty genialnie gra na fortepianie i tak dalej. Właściwie nie zdziwiłbym się, gdyby były ich setki... To jest w każdym razie tajemnica tego, skąd prezydent Rosji jest tak nadludzko zdolny w tak wielu dziedzinach.
Po usłyszeniu tak niesamowitych informacji, aż zakręciło mi się w głowie. Zaraz jednak okazało się, że to nie od nadmiaru sensacji, ale od igły strzykawki, przez którą Johnny American wstrzyknął mi w szyję jakąś substancję. Ostatnimi słowami, jakie od niego usłyszałem było: "Pamiętaj - diamenty są wietrzne".
Obudziłem się w łóżku, w swoim pokoju hotelowym. Byłem pewny, że to wszystko nie było snem. Wkrótce uzyskałem potwierdzenie moich przeczuć. Na lustrze przyklejona była widokówka z pejzażem Kremla, narysowanym diamentem i odręcznym napisem: "Pozdrowienia z Moskwy!".
4.01.2019 (21:44 czasu moskiewskiego)
PS. Wszystkie wydarzenia, osoby i cytaty są fikcyjne. Ich podobieństwo do wydarzeń, osób i cytatów realnych jest zamierzone, a wręcz pożądane.
Tajni agenci, służby specjalne i komórki wywiadowcze inwigilują współcześnie każde państwo, każdy rząd i każdą władzę polityczną. Nie inaczej musi być w Rosji. Nie tylko rosyjscy agenci są bowiem rozsiani po całym świecie, ale też z całą pewnością agenci obcych wywiadów są poutykani w strukturach zbliżonych do Kremla. Pozostało mi jedynie namierzyć któregoś z nich, aby - metodą handlu wymiennego i wzajemnych przysług - uzyskać więcej interesujących mnie informacji.
Zacząłem od znajomego dziennikarza koncernu medialnego Axel Springer Spaniel. W zamian za dwa litry wódki Stolicznaja otrzymałem od niego kontakt do osoby zbliżonej do wywiadu duńskiego. Od tej osoby, w zamian za egzemplarz książki "Na progu sklepy Biedry usiadłem i płakałem" podpisany przez autora, czyli Pablo Koalio de Zołzę, uzyskałem kontakt do osoby zbliżonej do wywiadu Burkina Faso. Od tej osoby, w zamian za dwa litry grzanej whisky z lodem, uzyskałem kontakt do osoby zbliżonej do wywiadu eskimoskiego. Wreszcie, od tej osoby, w zamian za przepis na stek wieprzowy z mięsa mielonego, uzyskałem kontakt do tajnego oficera wywiadu brytyjskiego czyli MI6.
Negocjacje z brytyjskim oficerem, który przedstawił mi się jako Tom Cruz, nie były już tak łatwe. Facet odmawiał każdej łapówki - od kilograma herbaty "Sekundka", przez jedyną istniejącą cyfrową fotografię Królowej Wiktorii, aż po długopis z naniesionym planem londyńskiego metra w skali 1:1. Skapitulował dopiero, gdy zaoferowałem mu rękopis książki Davida Igrecke pt. "Ludzka maso, powstań z polan", w której pisarz jasno dowodzi, że brytyjska premier Theresa May pochodzi w prostej linii od ostatniego władcy starożytnego plemienia Majów i natychmiast po Brexicie zamierza przyłączyć Wielką Brytanię do Gwatemali.
W ten sposób otrzymałem bezcenny kontakt do brytyjskiego agenta, który od lat działa w konspiracji na Kremlu inwigilując władze rosyjskie. Oczywiście nie poznałem jego nazwiska, a jedynie kryptonim (Doktor Yes), oraz numer telefonu na smartfon jednorazowy, który natychmiast po zakończonym połączeniu sam się anihiluje. Teraz pozostało już tylko czekać na spotkanie.
Z Doktorem Yes umówiłem się w rosyjskim barze Kasyno Rogale, który w menu posiada tylko trzy pozycje: herbata z samowaru, bagietka Czosnkowa oraz ośmiorniczka. Można tam również oddać się hazardowi, przy którym słynna rosyjska ruletka to zabawa dla przedszkolaków. Kasyno Rogale oferuje bowiem grę w siedmiorękiego bandytę (urządzenie produkcji indyjskiej firmy Kali Incorporated, w razie przegranej odcina graczowi głowę nożem kukri), oraz możliwość typowania wyników III ligi hokeja na lodzie w Tadżykistanie.
Punktualnie o umówionej godzinie, do baru wślizgnął się wysoki osobnik, w długim czarnym płaszczu i ciemnych okularach, który konspiracyjnym szeptem poinformował barmana, że podąża za białym królikiem. Barman mruknął tylko, że Swietłana czeka na zapleczu i wrócił do mieszania samogonu z rumem w butelce z napisem "Koniak trzeciego gatunku". Tymczasem przy stoliku obok mnie usiadł człowiek przypominający wyglądem Davida Sucheta w roli Herkulesa Poirot.
- Yes? - zapytałem
- No - odpowiedział
- Oh, no! - zmartwiłem się
- No? - zdziwił się
- Yes - potwierdziłem
- Oh, yes! - przytaknął
W ten sposób uzyskałem pewność, że to jest człowiek, którego szukałem. Ale należało jeszcze to potwierdzić tajnym hasłem. Wyjąłem z kieszeni gumę do żucia i podałem mu, mówiąc:
- Żuj i pozwól umrzeć.
- Żuje się tylko dwa razy - odpowiedział Doktor Yes, a potem przekazał mi informacje, na które czekałem.
Według danych zebranych przez Doktora Yes, cała sprawa związana z rzekomą aneksją Białorusi przez Rosję jest jednym wielkim blefem. W rzeczywistości jest to tylko elementem wielkiej transakcji wiązanej w regionie, której szczegóły są jeszcze dopinane, jak spodnie biodrówki w rozmiarze 31 na japońskim mistrzu sumo. Na mocy tego porozumienia, Rosja odda Polsce obwód kaliningradzki, Polska odda Ukrainie Przemyśl, Ukraina Białorusi Czarnobyl, a Białoruś Mołdawii kij hokejowy Aleksandra Łukaszenki z autografem. Wówczas Mołdawia otworzy na Słowacji rafinerię oleju do transformatorów wielofazowych, Słowacja dostarczy Polsce dzieła zebrane Słowackiego czytane z podziałem na role, a wtedy Polska wydeleguje do Kijowa czterdzieści wagonów musztardy krymskiej oraz dwadzieścia wagonów musztardy sarepskiej, co ma zrekompensować Ukrainie utratę Krymu, a jednocześnie zaostrzyć stosunki wewnętrzne w tym państwie, co jest na rękę Rosji właśnie.
Doktor Yes nie potrafił powiedzieć nic więcej, ale obiecał podać mi kontakt do agenta izraelskiego, który ma być jeszcze bliżej najwyższych kręgów Kremla. Gdy żegnaliśmy się przed Kasyno Rogale, wcisnął mi w dłoń świstek papieru z napisanym odręcznie jednym słowem "GoldenEi" i ciągiem cyfr "666 36 36". Po czterech godzinach główkowania w hotelu, domyśliłem się, że ten ciąg cyfr musi być numerem telefonu. Czym prędzej wykręciłem ten numer i usłyszałem damski głos:
- Good Tag. How can I hilfe?
- Eee... - zdziwiłem się na tę osobliwą mieszaninę językową - GoldenEi?
- I don't verstehe - odrzekła kobieta - Tell me das Nummer.
- Sechs sechs sechs, three sechs, three sechs - podałem
- Sex sex sex, free sex, free sex - powtórzyła moja rozmówczyni, a potem dodała - Put in, put in, put in...
Natychmiast odłożyłem słuchawkę, bo przestraszyłem się, że dodzwoniłem się na linię numer 1 na Kremlu, bo w ostatnich słowach mogło chodzić tylko o jedną osobę. A jeśli tak, to już po mnie...
Następnego dnia rano, na progu mojego pokoju hotelowego nie czekali jednak agenci KGB, ale szara koperta. Otworzyłem ją, a w środku ponownie znalazłem kartkę z jednym tylko słowem: "MAUSOLEUM". Czym prędzej udałem się na Plac Czerwony i czekałem na dalszy rozwój wypadków przy mauzoleum Lenina. Po czterech godzinach stania na czternastostopniowym mrozie podeszła do mnie kobieta ubrana nadzwyczaj kuso jak na panującą temperaturę.
- Free sex, free sex? - zapytała
- Nie, spasiba, ja... eee... czekam na kogoś - dodałem po polsku
- GoldenEi? - spytała ponownie
- Da! - krzyknąłem - Znaczy... tak, ja, GoldenEi!
- To dobrze - kobieta rozejrzała się dookoła, po czym przedstawiła się - Hajfa Tahini-Babaganusz, oficer Mossadu - Chodź ze mną...
Hajfa poprowadziła mnie wąskimi uliczkami rosyjskiej stolicy aż do ciemnego zaułka, gdzie mieścił się sklep z zakurzoną markizą, zaklejonymi oknami i drewnianym szyldem z napisem: "MAUS OLEUM".
- Zaszło nieporozumienie - poinformowała mnie Tahini-Babaganusz, gdy zatrzymaliśmy się przed wejściem - Na kartce, którą podrzuciliśmy ci do hotelu, słowo "mausoleum" nie oznaczało mauzoleum Lenina, tylko ten sklep - wskazała na szyld - Jedyny w Rosji sklep, w którym można kupić olej z wątroby myszy i myszarki, cudowne panaceum na wszelkie choroby, zwłaszcza na ziarnicę złośliwą.
- Ach tak... - zdziwiłem się
- Ten sklep jest również komórką kontaktową Mossadu w Moskwie. Na zapleczu czeka na ciebie nasz szef. GoldenEi. Człowiek ze złotym okiem, złotym palcem, złotym pistoletem i złotym czymś jeszcze, o czym nie wypada mówić publicznie przed godziną dwudziestą trzecią czasu moskiewskiego. Jesteś gotowy?
- Tak - potwierdziłem
- To dobrze. A teraz uważaj, bo to jest tylko dla twoich oczu - powiedziała, po czym rozsunęła poły płaszcza.
Spodziewaliście się pewnie czegoś innego, ale na szyi agentki Hajfy wisiała karta magnetyczna, połyskująca w mdłym świetle latarni ulicznej.
- To jest bioniczna karta magnetyczna, która aktywuje się jednorazowo po zetknięciu z liniami papilarnymi - wyjaśniła Tahini-Babaganusz - Dlatego nie mogę ci jej podać, musisz sam ją wziąć do ręki. Użyjesz jej do wejścia na zaplecze sklepu, gdzie czeka GoldenEi. Zaraz potem karta samoistnie się zdematerializuje. Powodzenia!
Stosując instrukcje agentki dostałem się na zaplecze "Maus Oleum". Tam, pomiędzy regałami pełnymi zakurzonych glinianych buteleczek, czekał na mnie człowiek, którego twarzy nie mogłem dostrzec w panującym półmroku. Widziałem tylko jego połyskujące złote oko.
- Podejdź do mnie - przywołał mnie złotym palcem
Wykonałem polecenie zanim agent zdążył wykorzystać pozostałe elementy swojego złotego wyposażenia.
- A teraz słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać - powiedział stanowczo i zaczął mówić
Przez następny kwadrans uzyskałem informacje na temat najpilniej strzeżonych rosyjskich tajemnic. Zwłaszcza jednej z nich. Dowiedziałem się, że GRU to wcale nie jest Główny Zarząd Wywiadowczy Rosji. Owszem, oficjalnie instytucja zajmuje się wywiadem, ale w rzeczywistości jest to tylko przykrywka dla prawdziwego celu działalności GRU. A tym prawdziwym celem jest hodowla bardzo wysoko wyspecjalizowanych gołębi militarno-wywiadowczych. Według informacji, które zgromadził Mossad, GRU posiada w tej chwili armię około 200 skrajnie niebezpiecznych gołębi, z których każdy wart jest około 10 milionów rubli.
Gołębie GRU nie są zwykłymi gołębiami. To produkty inżynierii genetycznej oraz najnowocześniejszej technologii wojskowej i informatycznej. Każdy z nich ma wszczepiony do mózgu moduł komputerowy, sterowany szesnastordzeniowym procesorem Intel Pigeon 5. Moduł ten obsługuje pamięć operacyjną o pojemności 8 terabajtów. Specjalny chip ma możliwość łączyć się ze wszystkimi satelitami wojskowymi Rosji, a także ze stacją orbitalną MIR. Gołąb jest również wyposażony w najnowocześniejsze soczewki marki Carl Zeiss Taube Zoom, o gigantycznej ogniskowej i niespotykanym przybliżeniu. Dzięki temu gołąb, siedząc na gałęzi w Sankt Petersburgu, jest w stanie przeczytać gazetę, którą trzyma facet siedzący na kiblu w Nowym Jorku.
Gołąb GRU jest produktem specjalistycznych manipulacji genetycznych, dlatego w przeciwieństwie do zwykłych przedstawicieli swojego gatunku, posiada zęby, i to tak silne, że przegryzają stal. Jego dziób jest w stanie przepiłować każdy diament. Z kolei jego olbrzymie skrzydła (będące efektem krzyżowania z bocianem) pozwalają mu przelecieć dystans z Moskwy do Władywostoku w trzy godziny, a jeśli wykorzystuje korytarz powietrzny wytworzony przez pociąg Kolei Transsyberyjskiej, to nawet w dwie i pół. Oddech tych gołębi jest bardziej śmiercionośny niż napalm, a ślina posiada właściwości zbliżone do ciekłego azotu. Wreszcie, gołąb GRU jest karmiony specjalną mieszanką sorga, prosa i wody królewskiej, dzięki czemu jego odchody mają odczyn zbliżony do stężenia kwasu siarkowego i mogą kruszyć beton, roztapiać mosiądz i platynę, oraz zamieniać złoto w wódkę, a wodę w smołę.
Gołębie GRU są od lat wykorzystywane przez Rosję w różnorakich operacjach wojskowych. Brały udział w inwazji na Afganistan, Syrię i Dagestan. Istotnie przyczyniły się do błyskawicznej aneksji Krymu, zatruwając wody przybrzeżne Krymu w właściwy gołębiom sposób, aż Morze Czarne nabrało barwy, która uzasadnia jego historyczną nazwę. Gołębie GRU doprowadziły również do katastrofy polskiego samolotu prezydenckiego w okolicach Smoleńska, niemal dekadę temu. Według informacji, na które wpadł były polski minister obrony narodowej (który potem został zastraszony i musiał ustąpić ze stanowiska), to właśnie gołębie GRU, ukryte w okolicznych lasach, uszkodziły poszycie Tupolewa, prowadząc do gwałtownej dekompresji na krótko przed lądowaniem. Słyszalne na nagraniach wybuchy, były w rzeczywistości okrzykami godowymi gołębi, których płuca o pojemności sześciuset litrów są w stanie wzmocnić dźwięk do głośności dwustu decybeli.
Na zakończenie, GoldenEi powiedział mi jeszcze, że są na Kremlu tajemnice, których nie zna nawet on, ale istnieją ludzie z wywiadu amerykańskiego, którzy mogą mi je przekazać.
- Jak ich znajdę? - zapytałem
- Oni znajdą ciebie - powiedział tylko GoldenEi, po czym wyprowadził mnie ze sklepu tylnym wyjściem - Już wszystko wiedzą. Śmieć nadejdzie jutro.
Wkrótce przekonałem się, że miał rację. Następnego dnia, tuż przed skrzyżowaniem prospektu Moskwicza z prospektem Łomonosowa, drogę zajechała mi czarna śmieciarka. W mgnieniu oka ktoś wciągnął mnie do środka, gdzie było ciemno, ale mimo to zarzucono mi na głowę papierową torbę z Happy Meal. Po około kwadransie jazdy, wyrzucono mnie z auta na jakichś peryferiach. W oddali majaczyła ciemna linia lasu, nigdzie wokół nie było widać śladów żadnej cywilizacji. Obok mnie wyrósł nagle wysoki człowiek w garniturze i kominiarce i na głowie.
- I'm Johnny American, najwyżej postawiony amerykański agent na Kremlu - przedstawił się - Powiem ci, co tylko chcesz wiedzieć, ale musisz mi dać słowo, że przestaniesz dalej drążyć.
- Dobrze, przestanę - obiecałem - Jeśli powiesz mi, jaki jest największy sekret Władimira Władimirowicza. Jakaś tajna broń? Metro pod Kremlem? Bursztynowa Komnata?
- Władimir Władimirowicz nie żyje - powiedział spokojnie Johnny American
- Co????
- Prezydent Rosji zmarł na zawał serca 18.lutego 2014 roku - kontynuował agent - W tym dniu reprezentacja Rosji w hokeju na lodzie przegrała w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich w Soczi z Finlandią 1-3 i odpadła z walki o medale. Całe igrzyska były oczkiem w głowie Prezydenta, wydał na nie ponad 50 miliardów dolarów, ale turniej hokejowy był wisienką na torcie. Rosjanie po prostu musieli zdobyć złoty medal. Tymczasem już w ćwierćfinale Finowie ich rozbili i Rosja straciła szanse na miejsce na podium. Serce Władimira Władimirowicza tego nie wytrzymało...
- To niemożliwe - wyszeptałem
- Ale to prawda. Wie o tym dosłownie kilkanaście osób na świecie. Nawet prezydent USA nie ma o tym pojęcia.
- Więc kto w takim razie rządzi Rosją? Sobowtór?
- Nie - zaprzeczył agent - Rosją rządzi jakiś tajemniczy człowiek, podobno genialny szachista. Nikt nigdy nie widział go na żywo. Kontaktuje się z rządem i gabinetem poprzez telekonferencje i ma wtedy maskę na twarzy, a jego głos jest modulowany przez syntezator mowy. Natomiast oficjalnie wszędzie pokazywany jest sobowtór Władimira Władimirowicza.
- Jeden? Czy jest ich więcej? - drążyłem
- Jest ich mnóstwo - przyznał Johnny - Ja wiem o istnieniu dwudziestu ośmiu, ale z pewnością jest ich dużo więcej. Na każdą okazję wystawiany jest inny. Jeden sobowtór świetnie pływa, drugi świetnie jeździ konno, trzeci płynnie mówi po niemiecku, czwarty po angielsku, piąty ma imponującą muskulaturę, szósty genialnie gra na fortepianie i tak dalej. Właściwie nie zdziwiłbym się, gdyby były ich setki... To jest w każdym razie tajemnica tego, skąd prezydent Rosji jest tak nadludzko zdolny w tak wielu dziedzinach.
Po usłyszeniu tak niesamowitych informacji, aż zakręciło mi się w głowie. Zaraz jednak okazało się, że to nie od nadmiaru sensacji, ale od igły strzykawki, przez którą Johnny American wstrzyknął mi w szyję jakąś substancję. Ostatnimi słowami, jakie od niego usłyszałem było: "Pamiętaj - diamenty są wietrzne".
Obudziłem się w łóżku, w swoim pokoju hotelowym. Byłem pewny, że to wszystko nie było snem. Wkrótce uzyskałem potwierdzenie moich przeczuć. Na lustrze przyklejona była widokówka z pejzażem Kremla, narysowanym diamentem i odręcznym napisem: "Pozdrowienia z Moskwy!".
4.01.2019 (21:44 czasu moskiewskiego)
PS. Wszystkie wydarzenia, osoby i cytaty są fikcyjne. Ich podobieństwo do wydarzeń, osób i cytatów realnych jest zamierzone, a wręcz pożądane.
piątek, 7 grudnia 2018
Petersburska Elita Nowoczesnych Inicjatyw Sieciowych
Nie od dzisiaj wiadomo, że współczesny świat nie mógłby chyba istnieć bez technologii informatycznych i internetu. Nie od dzisiaj także fakt ten dostrzegli politycy, którzy chętnie wspierają inicjatywy z dziedziny IT, a także afiszują się na wszelkich imprezach związanych z tą branżą. Ot, choćby niedawno na maratonie programowania w Warszawie gościł prezydent Polski we własnej osobie - pan Andrzej Kobza. A czy podobnie rzecz ma się w Rosji? Postanowiłem to sprawdzić...
Dowiedziałem się bowiem, że w Sankt Petersburgu zawiązało się niedawno stowarzyszenie pod nazwą Petersburska Elita Nowoczesnych Inicjatyw Sieciowych (w skrócie: PENIS), szczodrze wspierane finansowo przez prezydenta Federacji Rosyjskiej - Władimira Władimirowicza. I właśnie w miniony weekend PENIS zorganizowała w Rosji z olbrzymim rozmachem międzynarodowy kongres branży informatycznej. Pełna nazwa imprezy brzmiała: Rosyjski Ogólnoświatowy Kongres Informacyjnych Technologii, Networkingu i Komputerów (w skrócie: ROKITNiK).
Pomimo, że Kongres był otwarty dla wszystkich chętnych, wyłączność na medialną obsługę imprezy otrzymał koncern medialny Axel Springer Spaniel. Na szczęście udało mi się przekupić jednego z dziennikarzy Springer Spaniela i w zamian za dwuletnią licencję na pakiet Open Office, którą mu wręczyłem, otrzymałem akredytację na ROKITNiK (facet był tak uradowany, że proponował mi jeszcze wejściówkę na galę rozdania Oscarów, o ile załatwię mu licencję na Linuksa).
Kongres odbył się w miejscowości Robakowo nad Bugiem. Na miejsce obrad wybrano malowniczy hotel Athlon, będący w przeszłości reprezentacyjną posiadłością rodziny Kasperskych. Gmach, pochodzący z epoki NewRomantyzmu, składa się z sześciu budynków z windowsami, oraz z oranżerii, a całość otoczona jest firewallem. Aby goście odnaleźli ścieżkę dostępu w tak rozległej cyberprzestrzeni, w wielu miejscach porozstawiano sterowniki, które wskazywały drogę. Natomiast w drzwiach do sali głównej uczestników Kongresu witał osobiście sam Menedżer Urządzeń, po czym informował, że po wejściu nie trzeba zdejmować bootów. Tuż obok był office, w którym każdy miał możliwość bezpłatnie zaszczepić się przeciw wirusom. Rozdawano również tabletki na potencję i tablety na potencjał (spoczynkowy i czynnościowy).
Kongres rozpoczął się w sobotę punktualnie o godzinie 10:00 czasu uniksowego. Na początku odczytano protokół TCP/IP, potem zaktualizowano rejestr, a następnie powitano gości specjalnych, wśród których honorowe miejsce zajmowali Apache, którzy przybyli na antylopach GNU z odległego hrabstwa Kingston. Natomiast z Bukaresztu przyjechał potentat w zakresie produkcji nośników danych, znany powszechnie jako CD Rom.
Wreszcie, z głośników systemowych popłynął hymn Kongresu, wykonany na ALTówkach przez Orkiestrę Reprezentacyjną Państwowej Armii Botnetów, a następnie głos zabrał sam prezydent Rosji - Władimir Władimirowicz. Po nim przemówił honorowy członek PENIS-a - Izydor Internetow. Ten wybitny radziecki informatyk zasłynął przed laty wynalezieniem przeglądarki, która - choć ma już swoje lata - wciąż jest chętnie używana i jest znana jako przeglądarka Internetowa.
Potem rozpoczęły się obrady. Seminarium poprowadził procesor habilitowany Root Kit z Uniwersytetu Hardware'a, a towarzyszyła mu przeurocza asystentka - Partycja Recovery. Referaty wygłosili też między innymi: spy szeryf Mac Malware z USA oraz słynny haker Ben Q z USB.
W pierwszej przerwie na blue screenach wyświetlono spam, a jako poczęstunek podano crack oraz kanapki z szynką, baleronem i celeronem. W kuluarach prowadzono rozmowy biznesowe. Na każdym kroku można było natknąć się na znanych gości, twarze z pierwszych stron gazet i celebrytów. Prywatnym wahadłowcem przyleciał amerykański wynalazca Ilon Mózg, wraz z żoną Iloną. Był obecny potentat handlu internetowego Jeff Kremówkos, właściciel serwisu Ukajalon.com. Był też sam amerykański prezydent Ronald Tramp, oraz premier Japonii - Shibainu Otoszuya. Widziałem również polityków z Polski: Ryszarda Trupe (twórcę partii .Starożytna, współtwórcę partii Już!), oraz Janusza Morwin-Kikke (lidera partii KOR-zwyciężaj!). Mignął mi były piosenkarz a obecnie wzięty polityk Paweł Cookies. Były też postacie ze świata mody (bracia Giorgio i Emporio Armani), sportu (były piłkarz Kevin Keygen, były kolarz Lance Awesome) i muzyki (idol nastolatek Bruno Wenus, przedstawiciel gatunku disco-ruso: Brajan Adams). Dostrzegłem wreszcie słynnego pisarza Pablo Koalio de Zołza.
- Ach, cóż za spotkanie! - wykrzyknął literat na mój widok
- Zaiste - przyznałem - Ale nie spodziewałem się, że Mistrza interesują nowoczesne technologie informatyczne
- Mój przyjacielu - powiedział Pablo - Pozwól, że zdradzę ci tajemnicę Wszechświata. Otóż internet jest naszym oknem na świat, a nasza dusza jest naszymi drzwiami do świata. A każdy prawdziwy dom musi składać się tak z okien, jak i z drzwi. Rzecz w tym, aby żyć w harmonii pomiędzy drzwiami i oknem, oraz żeby mieć poukładane na strychu i równo pod sufitem.
- Cóż za najprawdziwsza prawda! - zgodziłem się - A czy w takim razie ty, Mistrzu, korzystasz również z najnowszych osiągnięć informatyki?
- Naturalnie - przyznał Koalio de Zołza - Promocja mojej najnowszej książki, pt. "Na progu sklepu Biedry usiadłem i płakałem" w całości odbywa się w internecie. Będzie tam również do pobrania bezpłatny fragment. Ach, posiadam również pocztę elektroniczną! Mój adres... mam gdzieś tutaj zapisany... o... Koalio-Małpa-deZołza.com
W dalszej części Kongresu z odczytami wystąpili przedstawiciele gospodarzy szczytu. Fascynujący wykład na temat nowoczesnych sposobów zarządzania siecią przeprowadził docent Dmitrij Rybakow. O głośnikach systemowych opowiadał z kolei Dionizy Dźwiękow, znany na całym świecie jako twórca niezastąpionej części każdego komputera PC, jaką jest karta Dźwiękowa.
Potem zaanonsowano przerwę obiadową. W pobliskiej jadalni przygotowano iście królewską ucztę. Każde nakrycie składało się z uprzednio sformatowanych dysków talerzowych, obok których - jakby od linijki - porozkładano sztućce programisty. W menu królowała kuchnia włoska, czyli pasta termoprzewodząca. Było też coś bardziej swojskiego - podano cache ze skwarkami. Jeśli ktoś nie dał rady zjeść wszystkiego naraz i już ledwo zipiał, spakowano mu WinRAR-em resztki na drogę.
W popołudniowej części obrad skupiono się na zagrożeniach generowanych przez popularne przeglądarki internetowe. Na początek uczestnicy obejrzeli krótki film pt. "Upiór w Operze", a potem odbyła się dyskusja panelowa pod hasłem: "Chrome w dom - bug w dom. Prawda czy fikcja?". Debata była tak gorąca, że musiano włączyć radiatory.
Drugą przerwę zdominowała część artystyczna. Niektórzy goście poszli nad pobliską rzekę zabawić się przy phishingu. Bardziej leniwi zostali w pałacu, aby - podzieleni na partycje - rozerwać się rozbrajaniem bomb logicznych. Tymczasem na płycie głównej dziedzińca hotelu można było obejrzeć pokaz tresury Pythonów, pogłaskać oswojone ogniste lisy oraz ujrzeć na własne oczy zapierający dech w piersiach cyrkowy pokaz umiejętności akrobatycznych, który zaprezentowała moskiewska grupa Akrobat Rider. Na amatorów ćwiczeń fizycznych czekało również przeciąganie linuksa, a jeśli ktoś wolał się wyciszyć, mógł skorzystać z pomieszczenia pod nazwą LibreOffice, w którym zorganizowano bibliotekę. Na deser podano nadgryzione jabłka.
Na zakończenie, Kongres swoim recitalem uświetniła przybyła z Polski piosenkarka - Izabela Trojanowska.
7.12.2018 (17:51 czasu moskiewskiego)
PS. Wszystkie wydarzenia, osoby i cytaty są fikcyjne. Ich podobieństwo do wydarzeń, osób i cytatów realnych jest zamierzone, a wręcz pożądane.
Dowiedziałem się bowiem, że w Sankt Petersburgu zawiązało się niedawno stowarzyszenie pod nazwą Petersburska Elita Nowoczesnych Inicjatyw Sieciowych (w skrócie: PENIS), szczodrze wspierane finansowo przez prezydenta Federacji Rosyjskiej - Władimira Władimirowicza. I właśnie w miniony weekend PENIS zorganizowała w Rosji z olbrzymim rozmachem międzynarodowy kongres branży informatycznej. Pełna nazwa imprezy brzmiała: Rosyjski Ogólnoświatowy Kongres Informacyjnych Technologii, Networkingu i Komputerów (w skrócie: ROKITNiK).
Pomimo, że Kongres był otwarty dla wszystkich chętnych, wyłączność na medialną obsługę imprezy otrzymał koncern medialny Axel Springer Spaniel. Na szczęście udało mi się przekupić jednego z dziennikarzy Springer Spaniela i w zamian za dwuletnią licencję na pakiet Open Office, którą mu wręczyłem, otrzymałem akredytację na ROKITNiK (facet był tak uradowany, że proponował mi jeszcze wejściówkę na galę rozdania Oscarów, o ile załatwię mu licencję na Linuksa).
Kongres odbył się w miejscowości Robakowo nad Bugiem. Na miejsce obrad wybrano malowniczy hotel Athlon, będący w przeszłości reprezentacyjną posiadłością rodziny Kasperskych. Gmach, pochodzący z epoki NewRomantyzmu, składa się z sześciu budynków z windowsami, oraz z oranżerii, a całość otoczona jest firewallem. Aby goście odnaleźli ścieżkę dostępu w tak rozległej cyberprzestrzeni, w wielu miejscach porozstawiano sterowniki, które wskazywały drogę. Natomiast w drzwiach do sali głównej uczestników Kongresu witał osobiście sam Menedżer Urządzeń, po czym informował, że po wejściu nie trzeba zdejmować bootów. Tuż obok był office, w którym każdy miał możliwość bezpłatnie zaszczepić się przeciw wirusom. Rozdawano również tabletki na potencję i tablety na potencjał (spoczynkowy i czynnościowy).
Kongres rozpoczął się w sobotę punktualnie o godzinie 10:00 czasu uniksowego. Na początku odczytano protokół TCP/IP, potem zaktualizowano rejestr, a następnie powitano gości specjalnych, wśród których honorowe miejsce zajmowali Apache, którzy przybyli na antylopach GNU z odległego hrabstwa Kingston. Natomiast z Bukaresztu przyjechał potentat w zakresie produkcji nośników danych, znany powszechnie jako CD Rom.
Wreszcie, z głośników systemowych popłynął hymn Kongresu, wykonany na ALTówkach przez Orkiestrę Reprezentacyjną Państwowej Armii Botnetów, a następnie głos zabrał sam prezydent Rosji - Władimir Władimirowicz. Po nim przemówił honorowy członek PENIS-a - Izydor Internetow. Ten wybitny radziecki informatyk zasłynął przed laty wynalezieniem przeglądarki, która - choć ma już swoje lata - wciąż jest chętnie używana i jest znana jako przeglądarka Internetowa.
Potem rozpoczęły się obrady. Seminarium poprowadził procesor habilitowany Root Kit z Uniwersytetu Hardware'a, a towarzyszyła mu przeurocza asystentka - Partycja Recovery. Referaty wygłosili też między innymi: spy szeryf Mac Malware z USA oraz słynny haker Ben Q z USB.
W pierwszej przerwie na blue screenach wyświetlono spam, a jako poczęstunek podano crack oraz kanapki z szynką, baleronem i celeronem. W kuluarach prowadzono rozmowy biznesowe. Na każdym kroku można było natknąć się na znanych gości, twarze z pierwszych stron gazet i celebrytów. Prywatnym wahadłowcem przyleciał amerykański wynalazca Ilon Mózg, wraz z żoną Iloną. Był obecny potentat handlu internetowego Jeff Kremówkos, właściciel serwisu Ukajalon.com. Był też sam amerykański prezydent Ronald Tramp, oraz premier Japonii - Shibainu Otoszuya. Widziałem również polityków z Polski: Ryszarda Trupe (twórcę partii .Starożytna, współtwórcę partii Już!), oraz Janusza Morwin-Kikke (lidera partii KOR-zwyciężaj!). Mignął mi były piosenkarz a obecnie wzięty polityk Paweł Cookies. Były też postacie ze świata mody (bracia Giorgio i Emporio Armani), sportu (były piłkarz Kevin Keygen, były kolarz Lance Awesome) i muzyki (idol nastolatek Bruno Wenus, przedstawiciel gatunku disco-ruso: Brajan Adams). Dostrzegłem wreszcie słynnego pisarza Pablo Koalio de Zołza.
- Ach, cóż za spotkanie! - wykrzyknął literat na mój widok
- Zaiste - przyznałem - Ale nie spodziewałem się, że Mistrza interesują nowoczesne technologie informatyczne
- Mój przyjacielu - powiedział Pablo - Pozwól, że zdradzę ci tajemnicę Wszechświata. Otóż internet jest naszym oknem na świat, a nasza dusza jest naszymi drzwiami do świata. A każdy prawdziwy dom musi składać się tak z okien, jak i z drzwi. Rzecz w tym, aby żyć w harmonii pomiędzy drzwiami i oknem, oraz żeby mieć poukładane na strychu i równo pod sufitem.
- Cóż za najprawdziwsza prawda! - zgodziłem się - A czy w takim razie ty, Mistrzu, korzystasz również z najnowszych osiągnięć informatyki?
- Naturalnie - przyznał Koalio de Zołza - Promocja mojej najnowszej książki, pt. "Na progu sklepu Biedry usiadłem i płakałem" w całości odbywa się w internecie. Będzie tam również do pobrania bezpłatny fragment. Ach, posiadam również pocztę elektroniczną! Mój adres... mam gdzieś tutaj zapisany... o... Koalio-Małpa-deZołza.com
W dalszej części Kongresu z odczytami wystąpili przedstawiciele gospodarzy szczytu. Fascynujący wykład na temat nowoczesnych sposobów zarządzania siecią przeprowadził docent Dmitrij Rybakow. O głośnikach systemowych opowiadał z kolei Dionizy Dźwiękow, znany na całym świecie jako twórca niezastąpionej części każdego komputera PC, jaką jest karta Dźwiękowa.
Potem zaanonsowano przerwę obiadową. W pobliskiej jadalni przygotowano iście królewską ucztę. Każde nakrycie składało się z uprzednio sformatowanych dysków talerzowych, obok których - jakby od linijki - porozkładano sztućce programisty. W menu królowała kuchnia włoska, czyli pasta termoprzewodząca. Było też coś bardziej swojskiego - podano cache ze skwarkami. Jeśli ktoś nie dał rady zjeść wszystkiego naraz i już ledwo zipiał, spakowano mu WinRAR-em resztki na drogę.
W popołudniowej części obrad skupiono się na zagrożeniach generowanych przez popularne przeglądarki internetowe. Na początek uczestnicy obejrzeli krótki film pt. "Upiór w Operze", a potem odbyła się dyskusja panelowa pod hasłem: "Chrome w dom - bug w dom. Prawda czy fikcja?". Debata była tak gorąca, że musiano włączyć radiatory.
Drugą przerwę zdominowała część artystyczna. Niektórzy goście poszli nad pobliską rzekę zabawić się przy phishingu. Bardziej leniwi zostali w pałacu, aby - podzieleni na partycje - rozerwać się rozbrajaniem bomb logicznych. Tymczasem na płycie głównej dziedzińca hotelu można było obejrzeć pokaz tresury Pythonów, pogłaskać oswojone ogniste lisy oraz ujrzeć na własne oczy zapierający dech w piersiach cyrkowy pokaz umiejętności akrobatycznych, który zaprezentowała moskiewska grupa Akrobat Rider. Na amatorów ćwiczeń fizycznych czekało również przeciąganie linuksa, a jeśli ktoś wolał się wyciszyć, mógł skorzystać z pomieszczenia pod nazwą LibreOffice, w którym zorganizowano bibliotekę. Na deser podano nadgryzione jabłka.
Na zakończenie, Kongres swoim recitalem uświetniła przybyła z Polski piosenkarka - Izabela Trojanowska.
7.12.2018 (17:51 czasu moskiewskiego)
PS. Wszystkie wydarzenia, osoby i cytaty są fikcyjne. Ich podobieństwo do wydarzeń, osób i cytatów realnych jest zamierzone, a wręcz pożądane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






